sobota, 31 grudnia 2011

Małe podsumowanie roku 2011r. oraz życzenia :)

Zastanawiałam się, czy w ogóle nazywać to podsumowanie, ale innego słowa nie zdołałam dobrać :P.
W tym roku nie przeczytałam bardzo dużej ilości książek, jest ich 57. Nie jest źle, ale mogłoby być znacznie lepiej, jednak po wakacjach mój zapał do czytania nieco przybladł... Mam nadzieję, że w nadchodzącym roku uda mi się przeczytać więcej książek.
W tym roku nie mam również jednej najbardziej ulubionej pozycji. Pojawiło się kilka lektur, które bardzo mi się podobały, mianowicie: Richelle Mead "Przysięga Krwi", J.R.R. Tolkien "Władca Pierścienia. Drużyna Pierścienia", Melissa Marr "Świetliste Cienie", Suzannne Colins "Igrzyska Śmierci", Carolyn Jess-Cooke "Zawsze przy mnie stój".
Może Wy macie jakieś ulubione pozycje w tym roku? :D




Życzę Wam, aby nadchodzący rok 2012
był pełen spełnionych marzeń, 
codziennych jak i tych, do których sami się niekiedy nie przyznajemy.
By każdy dzień, przynosił Wam nowe powody do radości,
a osoby w Waszym otoczeniu były prawdziwymi przyjaciółmi.
Życzę Wam jednak przede wszystkim zdrowia, 
które będzie wzbudzało pozytywne nastawianie na co dzień.
Mam również nadzieję, że Wasze biblioteczki sukcesywnie będą się powiększać :).


Patsy.

środa, 28 grudnia 2011

Bernard Cornwell "Ostatnie Królestwo" ("The Last Kingdom")


Tłumaczenie: Amanda Bełdowska
Data wydania: 5 października 2010r.
Ilość stron: 544
Tom w serii: 1

Elementy fantastyczne: nie.

Po lekturze jednej z książek Bernarda Cornwella byłam dość specyficznie nastawiona do kolejnej lektury jego autorstwa - będą ciekawsze i nudniejsze momenty, przy czym te drugie niestety będą występować częściej. Zostałam mile zaskoczona, kiedy po przebrnięciu przez około 70 stron dobra akcja utrzymywała się zadziwiającą długo, czyli praktycznie do końca powieści. Myślę, że czas czytania tych początkowych stron zajął mi tyle co przeczytanie jej do końca.

Młody Uther w wyniku bitwy, trafia w ręce wroga - Wikingów, którzy powoli lecz skutecznie podbijają Wyspy Brytyjskie. Mimo początkowego nastawienia, czyli woli oporu jak i pomszczenia śmierci członków rodziny, chłopiec asymiluje się w nowym otoczeniu. Ragnar, wojownik który pojmał go, staje się dla Uthera jak ojciec, a jego syn jak brat. W miarę dorastania chłopiec coraz częściej uczestniczy w bitwach, walczy razem z Duńczykami, nie zważając na to że niekiedy uśmierca swoich rodaków. Po kilku latach losy Uthera, na powrót zostaną związane z jego Ojczyzną. Jednak, czy bohater będzie potrafił zdecydowanie stanąć po którejś ze stron konfliktu...?

W pozycji tej najbardziej spodobało mi się ukazanie życia codziennego w IX wieku. Niekiedy występowały dość dosadne opisy, które niekoniecznie mi przypadły do gustu, ale przeważała jednak ilość tych jakościowych. Autor zagłębił się w wiele warstw życia bohaterów tamtejszej epoki, poruszając nie tylko aspekty życia wojowników, ale i duchownych, książąt i mieszczan. Właśnie w takim obrazie lubię historię, a nie same fakty, które niekiedy nie mają dla mnie większego znaczenia.

W książce tej, w porównaniu z inną pozycją tego autora, było według mnie o wiele więcej akcji, która na dodatek była naprawdę wciągająca i aż prowokowała do szybszego przewijania kartek ;). W pozycji tej, autor również nie skupił się tak na wpływie kobiety na mężczyznę, który był bardzo widoczny w "Zimowym Monarsze". Oczywiście postacie żeńskie występowały w tej pozycji, ale były one nieprzerysowane i nienachalne.

"Ostatnie Królestwo" zdecydowanie mnie zaskoczyły, gdyż po jednym spotkaniu z Bernardem Cornwellem nie byłam bardzo pozytywnie nastawiona do kolejnych jego pozycji. W książce tej odnajdę się nie tylko miłośnicy historii, ale i osoby które lubią akcję i ciekawą fabułę.

Moja ocena: 8/10

Pozdrawiam, Patsy =]

sobota, 24 grudnia 2011

Wesołych Świąt!


Trochę spóźnione, ale myślę że jednak obowiązkowe :) - życzenia.
Życzę Wam wszystkim, 
zdrowia, szczęścia i magii 
podczas tych Świąt jak i przez cały rok,
aby te wspaniałe chwile były spędzone w gronie rodziny i przyjaciół
oraz napełniły Was wewnętrzną radością i spokojem.

Miło by było również, jeśli znaleźlibyście pod choinką wiele ciekawych książek, które umilą Wam ten, jednak nie do końca, zimowy czas.

Patsy :).

niedziela, 4 grudnia 2011

Lesley Livingston "Oddech nocy" ("Wondrous strange")


Wydawnictwo: Jaguar
Tłumaczenie: Zuzanna Byczek
Data wydania: 21 września 2011r.
Ilość stron: 268

Elementy fantastyczne: tak.

Szczerze, to trudno mi wyrazić jednoznaczną opinię na temat tej pozycji, rozróżnić w niej minusy i plusy. Z jednej strony doskonale zdaję sobie sprawę, że jest to książka kierowana do młodzieży wpisana w rodzaj fantasy, raczej niezobowiązująca, a z drugiej strony wydaje mi się, że z takich lektur już wyrosłam (chyba, że są to oryginalne, niesamowite bajki, legendy itd.) i po prostu nie czuję się dobrze czytając je. Staram się jednak, przy niektórych aspektach wyśrodkować tą rozbieżność, aby można się było czegoś dowiedzieć o tej książce, a nie tylko czytać zrzędzenia :P.

Kelley kocha teatr, ostatnio dostała nawet angaż w "Snu Nocy Letniej" w roli królowej elfów - Tytanii. Nigdy nie przyszło jej jednak na myśl, że jakiekolwiek fragmenty szekspirowskiego dzieła mogą mieć swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Jej życie zaczyna się zmieniać od momentu kiedy poznaje przystojnego i sympatycznego chłopaka - Sonnego. Szybko jednak odnosi wrażenie, że chłopak ją prześladuje.Tak naprawdę jest on strażnikiem bramy łączącej dwa światy - ludzki i magiczny, a w tym roku ma wyjątkowo dużo pracy. Zauważa on jednak w dziewczynie coś wyjątkowego i natrafia na ciekawy trop...

Jednym z kilku pozytywnych aspektów tej książki, jest nawiązanie do sztuki - "Snu Nocy Letniej" Szekspira. Jest to dość ciekawe i interesujące zamierzenie pisarki, które uważam wyszło jej nawet znośnie :P. Plusem, było to, że nie wszystko było dokładnie tak samo, przez co niekiedy występował element zaskoczenia. 
Spodobało mi się również wplecenie postaci magicznych do świata głównej bohaterki, w tym przypadku Nowego Jorku. "Udomowione" syreny i inne ciekawe stworzenia, były jak dla mnie najlepiej wykreowanymi postaciami w książce, zwłaszcza Bob - pełen poświęcenia i troski, ale uważany za niegodziwego osobnika (trochę stereotypowe) :].

Pierwsze co najbardziej nie spodobało mi się w tej książce jest główna bohaterka. Naprawdę, uważam że jest po prostu beznadziejna. Nie przychodzi mi na myśl, co autorka chciała osiągnąć tworząc postać tak głupiutką, nie myślącą, nieodpowiedzialną i wyciągającą jakieś absurdalne wnioski...
Rzeczą, która również mi się nie spodobała, a na która chciałabym zwrócić uwagę jest przewidywalna akcja. Prawie wszystkiego z ogromnym wyprzedzeniem można było się domyśleć, przez co przewijanie kartek traciło trochę na tej specyficznej książkowej magii.

Książki tej nie polecam starszym czytelnikom oraz tym bardziej wymagającym. Myślę, że spodoba się ona osobom młodszym, które po prostu chcą zapoznać się z jakąś w miarę przyjemną lekturą, ale nie mają wobec niej jakiś wygórowanych oczekiwań.

Moja ocena: 6,5/10

Pozdrawiam :D!

sobota, 3 grudnia 2011

Promocje książkowe

Hej!
Nie wiem, czy zauważyliście, ale od dłuższego czasu na moim blogu funkcjonuje taka zakładka jak "Promocje książkowe", którą staram się często aktualizować, w miarę znajdowania jakichś ciekawych okazji :D.
Napiszę również w tym poście o ciekawej, aktualnej, akcji w empik.com. Mianowicie 15 pozycji z Wydawnictwa Otwartego przecenione zostały na 19,90 :D, w tym popularne tytuły: "7 razy dziś", "Zawsze przy mnie stój" (bardzo podobały mi się obie pozycje) oraz książki Emily Giffin, z których sama zamierzam coś wybrać, gdyż jeszcze nie zapoznałam się z twórczością tej pisarki. Polecacie coś może? :D

Buziaki!

Edit: Promocja opłaca się oczywiście wtedy kiedy odbieramy przesyłkę osobiście w salonie - jest wtedy darmowa, dla tych co nie mają blisko siebie Empiku niestety myślę, że ta promocja nie będzie zbyt korzystna :(.

niedziela, 20 listopada 2011

Melissa De La Cruz "Klika z San Francisco. Smak zazdrości" ("The Ashleys #2: Jealous?")


Wydawnictwo: Jaguar
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Data wydania: 23 marca 2011r.
Ilość stron: 280
Tom w serii: 2

Elementy fantastyczne: nie

Nie tak dobrze, ale pamiętam moje odczucia po przeczytaniu pierwszej części. Jednym słowem byłam niezadowolona. Bohaterki i akcja, były dziwnie nieskomponowane i infantylne, na oceną z pewnością wpłynęły też moje oczekiwania, które miałam względem tej autorki. Kiedy sięgałam po kolejna części, wiedziałam już mniej więcej czego mogę się spodziewać. Jakież było moje zdziwienie, kiedy książka zamiast zanudzać, wciągnęła mnie, przez co czytanie jej było samą przyjemnością! 

Lauren po nieudanej próbie rozbicia Kliki, próbuje kolejny raz, tym razem mając asa w rękawie: udział w programie telewizyjnym. Dla młodych, żądnych popularności dziewczyn jest to spełnienie marzeń, które może wyprzeć z ich głów myśl o zadawaniu się z kimś z poza ich kręgu. Tylko pytanie jest, czy kamery na każdym kroku, to tylko i wyłącznie coś dobrego... W relacje dziewczyn, wkraczają kłamstewka, intrygi, zazdrość i to nie tylko o siebie nawzajem. W życiu każdej z nastolatek pojawia się jakiś chłopak, który sprawia, że ich życie nabiera koloru oraz bardziej indywidualnego charakteru. Każda z dziewczyn zaczyna się zmieniać, patrzeć na życie innymi kategoriami, jednak nadal maja podobne cele. Czy chęć zwyciężenia, jest silniejsza od przyjaźni i kogo tak naprawdę możemy obdarzyć tym mianem...?

W porównaniu z pierwszą częścią, ta ma w końcu jakiś realny sens. Jest nim wygranie programu, odnalezienie miłości oraz chęć akceptacji. Chociaż nadal wspominany jest cel Lauren, czyli zniszczenie kliki, nie jest już on przedstawiany na pierwszym planie (choć i tak uważam, że jest zbyteczny, gdyż bohaterka ta ma jakiś nieuformowany plan, który po prostu nie istnieje, jest jakby samym celem, co jest dla mnie całkowicie bez sensu...). Dzięki temu akcja nabiera rozpędu, z ciekawością czekałam na dalszy ciąg akcji, a szybki oraz przyjemny w odbiorze i czytaniu tekst tylko mi w tym pomagał.

Na jakość czytania, z pewnością wpłynęło moje nastawienie. Ogólnie powiedziawszy: negatywne. Dzięki niemu oraz nabraniu większego dystansu do wieku bohaterek (wyobrażałam je sobie po prostu jako starsze) mogłam w spokoju skupić się na treści książki, która, tak jak już wspomniałam, znacznie się poprawiła. Mam wrażenie, że, choć nie było o tym słowa w książce,  autorka trochę postarzyła emocjonalnie bohaterki. Mają one dojrzalsze przemyślenia, ich zachowania mają jakiś kontekst oraz są one również bardziej zrównoważone. Nadal się dziwię temu, że autorka postanowiła pisać o dwunastolatkach...

Podsumowując, pozycja ta o wiele bardziej spodobała mi się od swojej poprzedniczki, myślę że głównie dzięki nastawieniu - nie oczekiwałam po prostu żadnych fajerwerków, ale również ciekawej akcji i zwiększeniu różnic między bohaterkami. Nadal jednak zaznaczam, że nie jest to książka dla osób bardzo dojrzałych, które już nie mają  ochoty na pozycje typowo młodzieżowe.
Dzięki tej lekturze (bardziej może porównaniu do pierwszej części) zapamiętam, że nie można mieć zawyżonych oczekiwań, gdyż można się na tym przejechać... ;-).

Moja ocena: 7,5/10

Buziaki!

*****

Udziela się Wam może już jesienny nastrój? Ja mam tylko ochotę leżeć w łóżku z herbatą i oglądać jakiś w miarę dobry film... ^^


niedziela, 6 listopada 2011

Licia Troisi "Wojny Świata Wynurzonego. Tom I. Sekta Zabójców" ("Le guerre del Mondo Emerso, I La setta degli assassini")


Wydawnictwo: Videograf II
Tłumaczenie: z wł. Zuzanna Umer
Data wydania: 30 maja 2008r.
Ilość stron: 464
Tom w serii: 1

Elementy fantastyczne: tak.

Jak wszem i wobec wiadomo, od fantastyki wszelakiego rodzaju, na dzisiejszym rynku się roi, przez co większość czytelników jest od niej skutecznie odstraszona. Ja nadal sięgam po książki tego gatunku, choć już ostrożniej wybieram sobie lektury, żeby uniknąć kolejnych "zmierzchowych" banałów, nie należy do nich na pewno pozycja autorstwa Lici Troisi, która nie dość, że napisała tę książkę przed wielkim "bumem", to zabrała się za nią porządnie, tworząc nowy świat i rzeczywistość, gdzie naszej wyobraźni jest z pewnością łatwiej dryfować.

Przeznaczeniem Dubhe jest zabijanie, którego doświadczyła już w dzieciństwie - jako ośmioletnia dziewczynka podczas zabawy zabiła swojego kolegę. Kolejne doświadczenie, czyli wygnanie z wioski, odcięcie od rodziny, przypłaciła okrutną samotnością, dogłębnie zmieniającą jej wnętrze, charakter. W takim opłakanym stanie napotyka na Sarnka, tajemniczego mężczyznę, który ratuje ją z opresji. Dziewczynka mimo sprzeciwu, podąża za nim, gdyż czuje z nim wyjątkową więź, trudną do wytłumaczenia. Okazuje się, że Sarnek jest zabójcą, specjalną jednostką, która od dziecka była uczona zabijania i kultu okrutnego boga, uczniem Gildii, który na skutek pewnych wydarzeń dokonuje niemożliwego i ucieka, jednak przypłaca to niespokojnym życiem, w którym na każdym kroku może czyhać na niego zemsta. Dubhe bardzo przywiązuje się do mężczyzny, który w jakimś stopniu zastępuje jej to wszystko co straciła, nie chcąc go opuszczać decyduje się na trwanie u jego boku jako uczennica.
Kilka lat później na trop dziewczyny natrafia Gildia, która jest przekonana o jej przeznaczeniu i za wszelką cenę chce ją mieć na swoich usług, zwłaszcza w czasie, w którym są wyjątkowo bliscy powrotu do pełnej siły, zrobią wszystko, aby Dubhe trafiła w ich ręce.

Jak już wspomniałam, Licia Troisi tworzy całkowicie nowy świat: krainy, czas, stworzenia, historię itd. Już to pozwoliło mi na docenienie jej talentu twórczego, który z pewnością dopełniony jest również pisarskim. Autorka w bardzo dobry sposób opisuje przyrodę jak i przedstawia uczucia bohaterów (nie wiem jak duży wpływ w tej dziedzinie miała tłumaczka, ale myślę, że też zasłużyła na uwagę), które niekiedy są dość zawiłe i trudne. Więź miedzy Dubhe a Sarnkiem, dość wyjątkowa, została pokazana i wyjaśniona w sposób bardzo realistyczny, dzięki czemu łatwo mogłam przenieść akcję z książki do mojej głowy. Na relację tych dwojga, myślę że tez trzeba zwrócić uwagę, gdyż pokazuje ona w jaki sposób braki oraz utrata dzieciństwa, rodziny, a co za tym idzie miłości i bliskości oraz napotkanie na swojej drodze trudnych doświadczeń, nienawiści i zła wszelkiego rodzaju, mogą wpłynąć na rozwój uczuć u młodej dziewczyny, jej stopień przywiązania do kogoś, nasilenia oraz osłabnięcia niektórych z normalnych, ludzkich odczuć. Bardzo spodobał mi się ten, poniekąd, filozoficzny aspekt książki.

W pozycji tej, również ciekawa jest jej forma. Jednocześnie jesteśmy świadkami teraźniejszych doświadczeń, jak i nieoderwanej od nich historii Dubhe, dzięki czemu angażujemy się w wydarzenia, które są powoli odkrywanymi tajemnicami, które niekiedy możemy przewidzieć, występują one na równi z "niespodziankami", które tylko podsycają nasz apetyt na poznanie dalszych losów młodej wojowniczki.

Twórczość Lici Troisi bardzo mi się spodobała, jej styl, postacie, jak i wyobraźnia wpisały się w lubiany przeze mnie kanon, dzięki czemu na pewno będę zainteresowana dalszym zagłębianiem się w losy Świata Wynurzonego.
Książkę tę polecam fanom fantastyki jak i również tym, którzy mają powoli jej dość i uciekają od banalnych paranormalnych romansów, szukając "wyższej" fantastycznej literatury.

Moja ocena: 8/10

Buziaki, Patsy :).


środa, 19 października 2011

Alma Katsu "Wieczni" ("The Taker")


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Alina Siewior-Kuś
Data wydania: 17 maja 2011r.
Ilość stron: 496

Elementy fantastyczne: tak.

Sięgając po tę książkę nie wiedziałam czego się spodziewać. Zainteresowała mnie w niej okładka i częściowo przeczytany opis, tuż przed otwarciem jej, przeczytałam w jednej z Waszych recenzji, że "Wieczni" są  "dziwni i inni". Muszę przyznać, że całkowicie zgadzam się z tymi określeniami, gdyż pozycja ta nie tylko ma ciekawą fabułę, ale i jej forma jest godna uwagi.

Stany Zjednoczone dzisiaj, skąd przenosimy się do XIX wieku do małej miejscowości na północy w mroźnym stanie Maine, gdzie zaczynamy poznawać historię młodej Lanny. 
Dziewczyna ta od początku poznania Jonathana St. Andrew obiecuje sobie, że go poślubi, jednak nie jest to takie proste, zważywszy na różnice społeczne między nimi - bogaty i cieszący się powodzeniem chłopak oraz biedna i niebrzydka dziewczyna (zazwyczaj jest to doskonały materiał na banalną książkę). Lanny jednak nie poddaje się i trwa w swoim uczucie, mimo tego że szanse na ich spełnienie są znikome, a każde kolejne zdarzenie brutalnie przywraca ją do rzeczywistości. Jej życie ulega drastycznej zmianie, kiedy to przez konsekwencje nieodpowiedzialnego zachowania trafia do Bostonu, następnie do domu tajemniczego Adaira. Powitanie jej tam, na pewno miłym nie można nazwać, aczkolwiek z czasem otrzymuje ona dar, o który nie prosiła, a który jest nieodwracalny. 
Kiedy los znów splata jej ścieżki z Jonathanem, dziewczyna nie wie czy postawić na egoistyczne uczucie, czy na troskę o ukochanego.

Jak już wspomniałam bardzo spodobała mi się forma tej książki, a dokładniej to, że przemienne są w niej wątki: współczesny, w którym doktor Luke Findley poznaje historię Lanny oraz przeszły, dotyczący jej przebiegu. Dzięki podtytułom na początkach rozdziału, w których zawarte są daty jak i miejsc, w których dzieje się dana akcja, nie jest nam trudno połapać się w tych "przejściach".
Zdziwiło mnie to, że mimo, iz autorka nie używa specjalnie "XIX- wiecznego języka" ani żadnych wyraźnych słów niewspółczesnych, bardzo dobrze oddaje klimat danego okresu, który opisuje. Szczerze nie wiem czym to jest spowodowane, ale naprawdę mnie to zaskoczyło :).

To co wyróżnia tę książkę spośród innych to z pewnością wątek miłosny. Nie mam zamiaru wam zdradzać tu jego przebiegu, ale naprawdę tak oryginalnego spojrzenia na uczucie między potencjalnymi kochankami dawno nie spotkałam.

W książce tej również mogą odnaleźć się fani zagadek, kryminałów, gdyż dzięki temu, że "dar" który otrzymała Lanny ma dość długą i jednocześnie ciekawą historię, mamy pole do popisu naszej wyobraźni i poniekąd również zdolności detektywistycznych ;-).

Jak dla mnie największym minusem tej książki, jest to iż nie wciągnęła mnie ona za bardzo. Miło mi się ją czytało oraz poznawało historię tytułowej wieczności, jednak były momenty, w których nie miałam problemu z odłożeniem tej pozycji na bok.

"Wieczni" to bardzo oryginalne dzieło, łączące w sobie odrobinę historii, romansu i kryminału, przez co książka ta może przypaść do gustu wielu osobom. Dzięki swojemu wyjątkowemu klimatowi możemy na chwilę przenieść się w inną rzeczywistość, pozostawiając szary świat za oknem.

Moja ocena: 7,5/10

Buziaki :D!

Ps. Na wszystkie Wasze komentarze odpowiem w weekend :)!


sobota, 8 października 2011

Bree Despain "Łaska utracona" ("The Lost Saint. A Dark Divine Novel")



Wydawnictwo: Galeria Książki
Tłumaczenie: Maria Smulewska
Data wydania: 18 maja 2011r.
Ilość stron: 480
Tom w serii: 2

Elementy fantastyczne: tak.

Moja nastawienie do tej książki było, muszę przyznać, bardzo zmienne. Kiedy dowiedziałam się, że "Dziedzictwo mroku" czeka kontynuacja, bardzo się z tego ucieszyłam, lecz kiedy miałam już okazję sięgnąć po tę pozycję, która grzecznie czekałam  na półeczce jakoś nie mogłam się za nią zabrać, kiedy jednak nadeszła jej kolej nie potrafiłam wbić się w fabułę i znowu poczuć to co tak uwielbiałam w stylu pisarskim Bree Despain. Po jakimś czasie zdecydowałam się na drugie podejście, tym razem na szczęście udane :-).

Grace Divine nie potrafi poradzić sobie z wykorzystaniem nowo nabytych mocy. Pojawiają się one w niespodziewanych momentach, a w tych wyczekiwanych chowają głęboko. Czy dziewczyna żałuje aktu poświęcenia względem ukochanego? Odpowiedź brzmi nie, mimo, iż straciła przy tym jednocześnie swojego brata - Juda. Kiedy pojawiają się od niego znaki, że żyje i przed czymś ją przestrzega, Grace postanawia odnaleźć go, a tym samym narazić się na ogromne niebezpieczeństwo.
W jej życie wkracza także Talbot, przystojny młodzieniec, ze skłonnościami do ratowania w opresji. Jego zachowanie, ambicja i pewność siebie, są akurat tym co Grace potrzebuje do pełnego wykorzystania swoich mocy, a tym samym do odnalezienie brata, przynajmniej tak się jej z początku wydaje.
W jej związek z Danielem wkraczają wątpliwości, niedopowiedzenia i utrata zaufania, co nie wpływa pozytywnie na kontakt między nimi. 
Poprzez nieuwagę i powolne zatracanie się w klątwie, Grace nie zdaje sobie sprawy z tego, że zeszła już dawno z przez siebie ustanowionej drogi i wkroczyła w ślepy zaułek.

Jak już napisałam, po pozytywnych wrażeń pierwszej części spodziewałam się, przynajmniej, równie dobrej kontynuacji. Niestety na tym polu trochę się zawiodłam. Nie wiem czy w tak krótkim czasie, mój gust książkowy mógł się zmienić, dlatego obstaję raczej przy tezie, że wina leży po stronie autorki. 
Nie jest to może żaden drastyczny spadek, ale zauważalny. Fanką głównej bohaterki, po pierwszej części, nazwać siebie nie mogłam, jednak nie miałam do niej żadnych obiekcji. Niestety w tej  części, bardzo często mnie ona irytowała swoim zachowaniem i nieuwagą. Uważam, że autorka za wyraźnie i za szybko ukazała nam zmiany jakie zachodzą w Grace nie dojąc nam szansy na choć częściowe zaskoczenie przy kulminacyjnym momencie.

To co spowodowało, że tak bardzo polubiłam te książki, na szczęście nie uległo ogromnej zmianie. Autorka wciąż podtrzymuje specyficzny, lekko zalatujący grozą klimat, unika zbyt rzewnych momentów (choć jest ich trochę więcej) oraz zachowuję tę samą konstrukcje książki - krótkie podrozdziały w nie za długich rozdziałach, z podanym dokładnym czasem, pomagającym w lepszym odnalezieniu się w akcji.
Autorka nie zapomniała również o świetnym zakończeniu, pozostawiającym wiele do myślenia na temat kontynuacji i dającym nadzieje na ekscytujące rozwinięcie tematu (ma ona ujrzeć światło dzienne w marcu 2012r. w USA) :D.

Podsumowując: nie jest to najlepsza kontynuacja "Dziedzictwa mroku" jaką można sobie wyobrazić, aczkolwiek tym co spodobał się styl pisarski jak i ciekawa akcja w pierwszej części, szczerze polecam i tą część :).

Moja ocena: 7,5/10

Buziaki!

sobota, 1 października 2011

Gabrielle Zevin "Zapomniałam, że Cię kocham" ("Memoirs of a Teenage Amnesiac")



Wydawnictwo: Initium
Tłumaczenie: Grażyna Smosna
Data wydania: 23 czerwca 2011r.
Ilość stron: 264

Elementy fantastyczne: nie

Jeszcze do niedawna myślałam, że temat amnezi w książkach to coś wyjątkowego, jednak dla mnie jest to już druga książka na przestrzeni dwóch miesięcy poruszająca ten temat, (pierwszą była pozycja autorstwa Liane Moriarty "Kilka dni z życia Alice") przez co traci on dla mnie odrobinkę czaru i zaskoczenia. W niektórych momentach mimowolnie również porównywałam te dwie pozycje do siebie, przez co mogę szczerze powiedzieć, że "Zapomniałam, że Cię kocham" podobało mi się bardziej :).

Przez niemądry zakład, dochodzi do wypadek w wyniku którego Naomi traci pamięć: kilka lat swojego licealnego życia, wspomnienia, uczucia, zachowania. Zapomniała kogo kocha, z kim się przyjaźni, co lubi a czego nie, również tego, że jej rodzice rozwiedli się oraz założyli nowe rodziny. Naomi wkracza znów w ten sam świat, który jednocześnie jest zupełnie inny. 
Co dziwne zapałała uczuciem do chłopaka tajemniczego, który przez swoją przeszłość ma problemy z teraźniejszością, przez co Naomi nie potrafi do końca określić swoich uczuć wobec niego, tego zadania nie ułatwia Ace, jej domniemany chłopak oraz Will, najlepszy przyjaciel.
Czy utrata pamięci może nieść ze sobą jakiekolwiek korzyści? Czy jedynie utratę własnej osobowości, na rzecz nowej?

Nigdy nie zastanawiałam się nad tym jakby to było zapomnieć coś ważnego i oczywistego, a tym bardziej kilka lat mojego życia! Nawet jeśli z nimi miałabym zapomnieć jakieś gorsze wspomnienia.
Gdyby jednak tak było, ciekawiłoby mnie to jaką osobą bym się stała, czy choć trochę przypominałabym "dzisiejszą" siebie, co bym dostrzegła z tej innej perspektywy...
Bohaterka książki "Zapomniałam, że Cię kocham" ma właśnie taką okazję. Muszę przyznać, że autorka bardzo dobrze przedstawiła rozważania, które powyżej wymieniłam, nie przesadzając za bardzo z głęboką filozofią, co nadało tej pozycji więcej lekkości. Noami podczas swojej amnezji była bardziej nastawiona na "tu i teraz", nie umykało jej jednak życie, które poniekąd prowadziła, przez co bohaterka odzwierciedlała bardzo dobrze postawę dojrzałej nastolatki, nie przesadzając ani z infantylnością ani z głębokimi nienaturalnymi rozważaniami.

Nie wiem co myśleć o uczuciach Naomi. W książce mamy do czynienia z trzema chłopakami i do każdego z nich ma ona inne podejście. To co mnie zastanawia to jej zmienność uczuciowa, nie mam tu zamiaru zdradzać fabuły, ale bohaterka ta była zakochana dwa razy, odkochiwała się i tak naprawdę ciągle była zakochana w kimś innym... Trochę mnie to zirytowało, gdyż w niektórych momentach książki autorka definiowała uczucia Naomi jednoznacznie, żeby za chwilę praktycznie im zaprzeczyć.

Książka "Zapomniałam, że Cię kocham" należy do tych przyjemnych, ale również zawiera w sobie elementy filozoficzne, które bez problemu możemy sami rozwinąć. Polecam ją zwłaszcza tym, którzy jesienią i zimą nie mają ochoty na czytanie opasłych tomisk, tylko na chwilę odprężenia.
Myślę, że w przyszłości skuszę się również na inną książkę tej autorki :)

Moja ocena: 8/10

******

Bardzo Was przepraszam za moją znikomą aktywności, jak i na Waszych i na moim blogu. Wszystko jest spowodowane nową szkołą, a co za tym idzie nauką i zadaniami... Kiedy dodamy do tego brak weny twórczej to naprawdę trudno się za coś zabrać. 
Zapowiadam już teraz, że odwiedzać Wasze blogi będę raczej w weekendy, chyba że akurat nadarzy się okazja w tygodniu :)

Pozdrawiam!!!

niedziela, 18 września 2011

Bettina Belitz "Pożeracz snów" ("Splitterherz")



Wydawnictwo: Znak Emotikon
Tłumaczenie: Alicja Rosenau
Data wydania: 15 czerwca 2011r.
Ilość stron: 510

Elementy fantastyczne: tak

Z początku książka ta, swoim tytułem, okładką jak i wstępem odrobinę mnie odstraszyła i napełniła uczuciem grozy. Po kilku już jednak stronach, pozycja ta bardzo mnie zaciekawiła, a jej specyficzny lekko mroczny klimat dodał jej tylko "uroku" :-).
Mimo, że książka ta mniej więcej w połowie bardzo mnie znudziła i z trudem przebrnęłam przez te 20-40 stron, autorka szybko powróciła do swojej początkowej formy, znów dostarczając nam akcję, uczucie, jak i świetnych bohaterów.

Ellie przeprowadza się do małej wsi na rok przed zakończeniem szkoły. Porzuca przyjaciół, dom, dawny styl życia. Jednocześnie otrzymując "nowy zestaw" niekoniecznie taki jakby sobie wybrała: w szkole zostaje określona jako osoba zadzierająca nosa, jej pokój jest niewygodny a sama wieś nie ma niczego do zaoferowania. Wszystko się jednak zmienia, gdy podczas jednego ze spacerów, dziewczynę zaskakuje niebezpieczna burza. Kiedy Ellie jest już bliska załamania, na ratunek przybywa jej mężczyzna na wręcz magicznym rumaku, który eskortuje ją do domu. Od tamtego momentu życie dziewczyny zaczyna się diametralnie zmieniać nie tylko przez to, iż skrywana rodzinna tajemnica wychodzi na jaw, ale również dlatego, że bohaterka odkrywa tożsamość swojego wybawiciela. Relacje ich łączące są jednak bardzo zagmatwane, Ellie nie potrafi rozszyfrować Colina, a on zdaje się jej to jeszcze bardziej utrudniać. Mimo, że chłopak ostrzega ją przed sobą samym, dziewczynę jego mroczna aura przyciąga jeszcze bardziej, a łączące się z nim sny pozwalają jej na rozbudzenie swoich uczuć.

Pierwsze co zwróciło moją uwagę w Colinie, czyli osobie darzonej przez Ellie uczuciem, to to iż jest to kolejny mroczny i niebezpieczny chłopak. Już naprawdę trochę tego rodzaju postaci mam dosyć, stereotypu, że miła, dobra dziewczyna próbuje nawrócić złowrogiego chłopaka, w którym dostrzega dobro. Naprawdę, kiedy czyta się to już w kolejnej, nastej czy nawet dziesiętnej książce jest to niebywale męczące. 
Ubolewam nad faktem, że Bettina Belitz w tej dziedzinie swojej książki nas nie zaskoczyła, na szczęście jednak całą sytuację zakończyła w bardzo interesujący sposób... ;-).

Jedną z cech tej książki, która najbardziej przypadła mi do gustu jest główna bohaterka, która dość rzadko spełnia moje oczekiwania. W pozycji tej Ellie jest przede wszystkim bardzo autentyczna. Ma na to wpływ w większości na pewno pierwszoosobowa narracja, ale również jej przemyślenia, zachowania, odczucia. Nie obyło się również od kilku irytujących odskoków od tego modelu, jednak gdyby głębiej to analizować, zwiększyło to jeszcze bardziej realność tej postaci.

Doszukałam się informacji, że w Niemczech funkcjonuje również druga część tej pozycji. Informacja ta bardzo mnie zaskoczyła, gdyż zakończenie "Pożeracza snów" nie dawało zbytnich nadziei na dalsze losy głównej bohaterki, jednak z chęcią zapoznałabym się z wizją autorki na temat kontynuacji tego, dość specyficznego zakończenia.



Książka, choć wytknęłam jej kilka minusów, bardzo mi się podobała. Tak jak już napisałam, w pewnym momencie akcja zwalnia, jednak autorka na kolejnych kartkach odrabia to z nawiązką :D.

Moja ocena: 8/10

Pozdrawiam!

środa, 14 września 2011

Rąbek tajemnicy został uchylony

Dzisiaj czas na wstąpienie do zabawy, do której zaprosiła mnie Luna (z bloga Mój świat książek) dawno, dawno temu... Bardzo przepraszam za takie zwlekanie i bardzo dziękuję za wyróżnienie :D.
Nie wiem, czy jest jakiś wzorzec tego postu, dlatego w niektórych momentach będę czerpała inspirację właśnie z jej pracy.

1. Szczerze nie pamiętam jaką książkę przeczytałam jako pierwszą w całości, myślę że była to albo "Ania z Zielonego Wzgórza" albo "O Psie, który jeździł koleją" lub jeszcze coś innego, gdyż po niektóre sięgałam, ale ich nie kończyłam :).

2. Bardzo ciężko "wchodziła" mi nauka czytania, na początku w ogóle nie mogłam się przekonać do idei szkoły: pisania i czytania. Uważałam, że jest mi to niepotrzebne i poradzę sobie w życiu bez tego :D.

3. E-booki czytałam w ilości koło 3 lub 4, ale szczerze tego nie mogę ścierpieć! "Sięgam" po nie tylko i wyłącznie wtedy, kiedy nie mam dostępu do pożądanej przeze mnie książki.

4. Chodzę do bibliotek, jednak o wiele bardziej lubię czytać swoje własne książki. Do tych placówek zmierzam zazwyczaj tylko po lektury, książki niedostępne już w sprzedaży lub pozycje, których zakupu nie jestem pewna.

5. Bardzo lubię jeść. Szczególnie jakieś przekąski i owoce, o dziwo na słodycze mam ochotę o wiele rzadziej, co nie znaczy rzadko :P. Jedni mogą powiedzieć, że jem dużo, ale kogo to tam obchodzi :D.

6. Uwielbiam psy!!! Sama mam ten zaszczyt gościć jednego w domu i mogę tylko powiedzieć, że jest to sama radość :D.

7.  Co dziwne, kiedy byłam mała padłam ofiarą nad aktywnego psa, który chcąc się ze mną pobawić, przewrócił mnie. Od tamtego momentu okropnie bałam się psów, kiedy mijałam jakiegoś na chodniku przechodziłam na drugą stronę ulicy, nawet jeśli był to szczeniak! A kiedy odwiedzał nas ktoś z psiakiem chowałam się pod łóżkiem...

8. Uwielbiam poranki. Ranną ciszę i świeże powietrze oraz szczególne światło o tej porze. Nienawidzę jednak rano wstawać i ruszać w świat... To jest dziwne.

9.  W przyszłości chciałabym zasmakować w kulturach innych krajów. Nie chodzi mi tylko o ich odwiedzanie, ale o dłuższy pobyt np. 6 miesięcy. Do tej listy włączają się: Włochy, Francja, USA, Hiszpania i Australia, jak na razie :D

Jakoś poszło, choć zazwyczaj opisywanie siebie idzie mi znacznie gorzej :-). Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam i ktoś dotrwał do końca ^^.
Do zabawy zapraszać żadnej osoby konkretnej nie będę, gdyż myślę, że większość z Was już wzięła w niej udział, jednak jeśli jeszcze tego nie zrobiliście zachęcam serdecznie!!!

Buziaki!!!

sobota, 10 września 2011

Joanna Philbin "Córki łamią zasady" ("The Doughters Break the Rules")



Wydawnictwo: Bukowy Las
Tłumaczenie: Ewa Pater
Data wydania: 22 kwietnia 2011r.
Ilość stron: 312
Tom w serii: 2

Elementy fantastyczne: nie.

W niedawnej recenzji "Kliki z San Francisco" wspomniałam, że staram się dobiegać od literatury młodzieżowej, zwłaszcza tej niesprawdzonej. Z ręką na sercu muszę przyznać, że mimo iż książka ta reprezentuje taki  właśnie gatunek, ile tomów wyjdzie, tyle przeczytam (chyba, że coś stanie się z autorką i zacznie pisać jakiś chłam, wtedy będę bardzo zmartwiona :P!). 
Choć prezentowana dzisiaj książka jest drugą częścią serii (do recenzji pierwszej odsyłam tutaj) jeśli ktoś jest zainteresowany może zacząć swoją przygodę właśnie od niej, gdyż autorka z łatwością wspomina nam w bieżącej akcji o wcześniejszych wydarzeniach.

Tym razem towarzyszymy bliżej Carinie, bardziej niż jej dwóm przyjaciółkom Lizzie i Hudson. Dziewczyna ta mając bardzo bogatego Ojca, może sobie pozwolić na drogie ciuchy, wystawne życie i nie martwieniem się o resztę swoich wydatków. Przez własne czyny Carina doprowadza do tego, że prawie te wszystkie rzeczy kończą się. Mimo, że nigdy nie podejrzewała siebie o snobizm ani o szastanie pieniędzmi na prawo i lewo w jednej chwili jej cały świat odwraca się do góry nogami, doprowadzając do tego, że dziewczyna zaczyna zdawać sobie sprawę z brutalnej prawdy, jaką jest potęga pieniądza. Doświadcza tego brutalnie, zwłaszcza kiedy zobowiązuje się zorganizować Bal Zimowy, który według zamierzeń ma być opisany w znanej gazecie. Bez możliwości zapłaty za najlepsze jedzenie, DJ-a i dekoracje, Carina zostaje z dylematem poproszenia znienawidzonego ojca o pomoc lub przyznania się do swojej nowej sytuacji finansowej.

Książka ta, mimo że kierowana do młodych odbiorców nie jest infantylna, a bohaterki są sensowne, niegłupie i nieidealne. Autorka stworzyła świat, na wzór tego, w którym się wychowała, pokazując nam, postacie daleko odbiegające od stereotypów bogatych dziewczyn.
Akcja książki, również bardzo mi się spodobała. Była ona drogą, którą musiała pokonać bohaterka. Zmiany, których doświadczyła pokazały jej jaka była i jaka chce być. Nie spodziewałam się, że książka z kategorii młodzieżowej może być tak odkrywcza i nieść mądre oraz inspirujące przesłanie. 

Do gustu bardzo przypadło mi również zakończenie, trochę zaskakujące i uspokajające a jednocześnie pozostawiające w napięciu. Tak jak pod koniec pierwszej części mogliśmy się spodziewać, że akcja kolejnej skupi się na Carinie, tak jak i po tej prawdopodobnie będzie to Hudson, bohaterka, która jak dotąd najmniej przypadła mi do gustu, przez swoją uległą naturę. Na szczęście jednak z Joanna Philbin wszystko może się zdarzyć :).
Wyjątkowa była również częstotliwość pojawiania się chłopaków w książce, owszem byli oni jej widoczna częścią, jednak bohaterka nie roztkliwiała się nadto, ani nie poświęcała im każdej sekundy swojego życia.

Książka "Córki łamią zasady" jest świetną kontynuacją. Autorka w żadnym razie mnie nie zawiodła, wręcz przeciwnie, mile zaskoczyła.
Pozycję tę polecam każdemu, może z wyjątkiem osób gustujących w bardzo poważnej literaturze :-).

Moja ocena: 8,5/10

Buziaki!!!

niedziela, 4 września 2011

Kimberly Derting "Ukryte" ("The Body Finder")


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Tłumaczenie: Hanna Pasierska
Data wydania: 9 marca 2011r.
Ilość stron: 320
Tom w serii: 1

Elementy fantastyczne: tak.

Mimo tego, że książka jakiś czas leżała na mojej półeczce, nie mogłam się do niej zabrać. Zawsze wybierałam jakąś pozycję przed nią do zajęcia miejsca na moim nocnym stoliku. Nadszedł jednak i na nią w końcu czas. Już pierwsze strony nasunęły na moje sumienie poczucie winy, że biedna (jak się okazało, również świetna książka) miesiąc kurzyła się osamotniona. 
"Ukryte" okazało się świetną pozycją. Niezwykle wciągającą, wzbudzającą wiele emocji i umilającą leniwy czas wakacji :-). Lekturą dość uniwersalną, która powinna zadowolić większość czytelników. 

W miasteczku Violet oraz jego okolicach zaczynają ginąć dziewczyny. Policja nie potrafi odnaleźć sprawcy dokonanych zbrodni, przez co młode mieszkanki żyją  z poczuciem czyhającego na nie niebezpieczeństwa.
W odszukaniu mordercy pomóc może Violet, która dzięki towarzyszącemu jej od dzieciństwa talentowi, może wyczuwać echa, piętna lub inne ślady wskazujące na to, że dana osoba dopuściła się zbrodni. Kiedy Violet zaczyna znajdować martwe ciała dziewczyn, zyskuje przewagę nad zabójcą, gdyż ofiarę jak i zabójcę łączy ten sam ślad. Chcą chronić swoich przyjaciół bohaterka stara się odkryć tożsamość mordercy. Z pomocą przychodzi jej przyjaciel, Jay, który powoli również staje się problem, zważając na zawirowania uczuciowe, które powstają w sercu Violet.
Dziewczyna chcąc dobrze, nie uświadamia sobie w jakim jest niebezpieczeństwie, dopóki nie jest za późno...

"Ukryte" łączy w sobie różne gatunki z literatury: zahacza o powieść młodzieżowa, fantastykę, thriller jak i kryminał. Z ostatnimi dwoma spotykam się niezwykle rzadko (co zamierzam z pewnością zmienić :D). 
To, że odkrywam "nowe lądy" miało z pewnością wpływ na to, że książkę czytałam z podniesionym tętnem, ekscytacją jak i z entuzjazmem. W stworzeniu takiej atmosfery na pewno pomógł dość prosty, a zarazem klimatyczny język, dzięki czemu łatwo było się w czuć w czytaną przez nas akcję.

W książce wystąpiły momenty, na które czekałam chyba najbardziej. Były to kilkustronicowe, przedstawione w pierwszej osobie liczby pojedynczej, wydarzenia ze strony samego oprawcy. Zostały one przekazane bardzo realnie, tok myślowy wydawał mi się zawiły i irracjonalnie niebezpieczny, przez co po prostu wzbudzał we mnie strach.

Mimo, że postać głównej bohaterki nie do końca przypadła mi do gustu, wątek miłośny okazał się bardzo dobry. Mimo, że przeczuwałam jak się on skończy, miło było obserwować rodzące się uczucia między Violet a Jayem, którym towarzyszyły zmiany, wątpliwości jak i niedomówienia.
Wyjątkowo moim ulubieńcem stała się postać męska. Jay, jako przyjaciel Violet, miły, opiekuńczy, jak i "przemieniony" (z chuderlawego chłopaczka, w przystojnego młodzieńca) wydał mi się bohaterem dość prostym, a zarazem ciekawym i wzbudzającym moją sympatię :-).

"Ukryte", jak już napisałam, powinno spodobać się większości czytelnikom. Jeżeli sięgacie po kryminały, thrillery, powieści młodzieżowe, jak i pozycje z subtelnymi elementami fantastycznymi to książka ta powinna przypaść wam do gustu równie mocno jak mnie :D!

Moja ocena: 8/10

Buziaki!

Ps. Łączę się w bólu z tymi, którzy rozpoczęli właśnie rok szkolny jak i tymi, którzy dopiero za miesiąc wracają do nauki ;)!

niedziela, 28 sierpnia 2011

Melissa De La Cruz "Klika z San Francisco. Uwaga! Nowa twarz" ("The Ashleys #1: There's a New Name in School")


Wydawnictwo: Jaguar
Tłumaczenie: Stanisław Kroszczyński
Data wydania: 23 marca 2011r.
Ilość stron: 304
Tom w serii: 1


Elementy fantastyczne: nie.


Staram się już odbiegać od niesprawdzonej literatury młodzieżowej, do zapoznania się z tą książką częściowo skusiła mnie jej autorka - w końcu w "Błękitnokrwistych" było coś przyciągającego :P. Nie wiem, co najbardziej nie spodobało mi się w tej książce ... Młode bohaterki, zachowujące się jak dorosłe, irytująca akcja, czy pseudo młodzieżowe podejście do tematu (lub tłumaczenia). Możliwe również, że kilka lat temu pozycja ta znacznie bardziej by mi się spodobały, a życie bohaterek wzbudzało by we mnie zazdrość. Na tę książkę z pewnością jestem za stara ;-)

Lauren w jedno lata zamienia się z szarej, biednej myszki w bogatą, modną dziewczynę. Nie wystarczy to jednak do bycia "fajnym". Lauren zależy na wkradnięciu się w łaski grupy dziewczyn nieoficjalnie rządzących szkołą tzw. Alshleyek, dzięki czemu nie tylko zyska na popularności, ale także będzie mogła zemścić się za wiele lat dręczenia i wyśmiewania z jej osoby. Nie jest to jednak tak łatwe jak z początku sądziła. Lauren dzięki wskazówkom, próbuje znaleźć coś czego one nie mogą mieć. Odnajduje to w obiekcie westchnień całej szkoły, chłopaku uczęszczającym do sąsiedniej placówki. Wykorzystując pieniądze oraz znajomości, zaczyna przekonywać do siebie dziewczyny, jednak wystarczy jeden mały błąd, aby wszystko odwróciło się przeciwko niej.

Jak już wspomniałam, książka ta jest dla mnie za dziecinna. Same bohaterki autorka wykreowała na młode, dojrzałe i niezwykle inteligentne kobiety, które wręcz w swoim mniemaniu rządzą światem, co i tak już jest wystarczająco irytujące, a kiedy dochodzi do tego ich dwunastoletni wiek staje się to komiczne. Nie przeczę, że takich osób nie ma, ale mam prywatną nadzieję, że nigdy ich nie spotkam.
Z czterech głównych bohaterek, według mnie to nie na Lauren powinniśmy zwrócić uwagę, ale na dwie dziewczyny z tytułowej kliki. W ich rozumach możemy dostrzec jeszcze to światełko człowieczeństwa, które pomaga choć trochę zrozumieć ich naturę.

Myślę, że Melissa de la Cruz chciała wykreować świat podobny do tego panującego w "Błękitnokrwistych"  tyle, że z młodszymi bohaterkami i bez wampirów.Szczerze ,uważam że jej się to nie udało. W ww książce nawet "złą" Mimi można było na swój sposób polubić, gdyż autorka bardzo dobrze przedstawiła jej tok myślenie, czego zabrakło w "Klice z San Francisco".

Mimo, że mamy do czynienia z książką młodzieżową, autorka serfuje nam pewny rodzaj niepewności co do dalszych wydarzeń, co jest jednym z niewielu plusów książki. Mimo, że mamy pewne przypuszczenia, akcja nie daje nam jasnych wskazówek. Drugim, wręcz wyjątkowym plusem, są postaci chłopaków i młodych mężczyzn. Nie są oni idealni, ale posiadają czarujący urok i są szczerze sympatyczni, co równoważy świat wrednych dziewczyn ;-).

Książki z pewnością nie polecam starszym czytelnikom, lecz jeśli lubicie książki młodzieżowe lub macie młodsze rodzeństwo myślę, że możecie coś odnaleźć w tej książce, co pominęłam ja. Jednak nie oczekujcie po niej cudów, ani poziomu akcji i bohaterów sławnej serii autorki - "Błękitnokrwistych".

Moja ocena: 6/10

Buziaki!

*****

1. Zapraszam Was do nowej podstrony Upoluj książkę! gdzie specjalnie dla moich czytelników wyszukuję różne książkowe okazje :-).

2. Przepraszam, że nie odpowiadałam na komentarze, ani do Was nie zaglądałam! Wakacje wykorzystuję jak się da :D. Postaram się wszystko nadrobić!

3. Obiecuję, że odpowiem na Tagi, w kolejnych postach! Ciągle o nich pamiętam :P!

piątek, 12 sierpnia 2011

John Marsden "Jutro, Kiedy zaczęła się wojna." ("Tomorrow, When The War Began.")



Wydawnictwo: Znak litera nova
Tłumaczenie: Anna Gralak
Data wydania: 6 kwietnia 2011r.
Ilość stron: 272

Elementy fantastyczne: nie.

Trochę dziwnie opisywać książkę, którą już wszyscy, poprzez recenzję lub lekturę, poznali. Większość aspektów i tematów została dokładnie opisana, a błędy i zalety uwidocznione. Mam jednak nadzieję, że odnajdziecie w mojej recenzji coś oryginalnego, choć nie wiem czy przy takiej ich liczbie to w ogóle możliwe :-).

Wolny czas i pełna swoboda na kilku dniowym campingu, pozwalają siódemce przyjaciół poznać się lepiej, niektórych nawet zaczęło łączyć uczucie. Powrót z uroczego Piekła do zrujnowanego i opustoszałego miasta, gdzie zwierzęta leżą martwe a w domach wyczuwa się dłuższą nieobecność właścicieli, jest dla nich szokiem. Nie wiedzą co się stało, do ich świadomości wkradają się szepty, przypominające o snutych domysłach na temat setek samolotów lecących w jedną z nocy, spędzonych pod namiotami, w stronę miasta. Kiedy dowiadują się, że ich miejscowość została przejęta przez żołnierzy innego kraju, a rodziny są przetrzymywane w względnie bezpiecznym obozie, postanawiają podjąć jakąś decyzję. Przyłączyć się do grupek innych pozostałych na wolności osób, czy może  schować się i zostać w Piekle? Na niektóre wybory, jednak nie mają wpływu i muszą sobie z nimi jakoś poradzić.

Z początku, po opisie z tyłu książki, miałam wrażenie, że będę czytała książkę o inwazji obcych :D. Gdyż promocyjne słowa "Okazało się, że naszego świata już nie ma. Że nie ma już żadnych zasad. A jutro musimy stworzyć własne" idealnie pasowały do mojej wizji, czytałam pozycję z oczekiwaniem na opis ufoludków, dość szybko przekonałam się jednak, że mam do czynienia z zupełnie realnym światem, wydarzeniami. Bardzo mnie to zaskoczyła, wizja zagłady, chociażby mojego miasta, z niewyobrażalnej zeszła na możliwy poziom. Kiedy myślę o wyjściu na zakupy, na spacer, czy na jakieś spotkanie, nigdy nie widzę w tym nic dziwnego a tym bardziej niemożliwego, a przecież nie musimy uciekać daleko w przeszłość, żeby zrozumieć, że scenariusz prezentowany w tej pozycji, jest prawdopodobny.

Niesamowitym plusem tej książki są postacie. Mimo ich sporej liczby, autor każdą z nich przedstawił bardzo indywidualnie, tworząc oryginalny charakter, osobowość, nawyki i wygląd. Żadna z nich nie jest też superbohaterem, nawet silni mężczyźni ulegają chociażby w niewielkim stopniu grozie sytuacji. Dzięki temu, czytając tę pozycję z dziwną łatwością można odnaleźć wśród bohaterów cząstkę siebie, przez co odczuwane wydarzenia, stają się nam niebezpiecznie bliskie, a relacje łączące postacie proste w zrozumieniu. Jest to bardzo dziwne w odczuwaniu, zważywszy na straszną codzienność bohaterów. 

Jedynym minusem jaki w tej książce znalazłam, to moja niecierpliwość. Kiedy już zrozumiałam, że okupanci to nie kosmici, jak najszybciej chciałam się o nich dowiedzieć jak najwięcej. Podobnie było w innych kulminacyjnych momentach książki. Nie lubię już na samym początku czytania pozycji, poznawać każdy jej szczegół, ale według mnie autor trochę za wolno odkrywał rozwiązania, ale jak już napisałam czekanie to nie moja mocna strona ;).

Jeśli znalazła się ktoś jeszcze kto nie przeczytał tej książki, to serdecznie do tego zachęcam. Porusza ona problem, często już w dzisiejszych czasach zapominany, choć niestety nadal obecny.

Moja ocena: 8/10

Buziaki!



poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Liane Moriarty "Kilka dni z życia Alice" ("What Alice forgot")



Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Anna Maria-Nowak
Data wydania: 19 maja 2011r.
Ilość stron: 416

Elementy fantastyczne: nie.

Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami moją opinią na temat książki pt. "Kilka dni z życia Alice". Pozycja ta przykuła moją uwagę swoim opisem. Zapowiada nam on wartką akcję, dochodzenie prowadzące do odzyskania pamięci i wspomnień przez główną bohaterkę. Owszem wydarzenia są w większości zaskakujące, a powrót do przeszłości bardzo ciekawy, autorka jednak za bardzo "rozciągnęła" akcję, często sprawiając, że lektura była wręcz nużąca, a niespotykany temat stracił na wyróżniającym go blasku.

Alice Love budzi się po upadku w siłowni, w której nie wie co robi. Bohaterka budzi się w zupełnie innym świecie. Nowe znajomości, zachowania, zwyczaje, bliscy... Wszystko się zmieniło przez dziesięć lat, których Alice zupełnie nie pamięta. Nie może ona zrozumieć jak doszło do wszystkich wydarzeń, które sprawiły, że stała się zupełnie inną osobą. Bohaterkę najbardziej zaskoczyło i zabolało to, że rozstała się ze swoim mężem, najukochańszym Nickiem oraz że stała się matką trójki dzieci. Zwłaszcza, że z łatwością może sobie przypomnieć piękne wspólne chwile, które spędzali ,według jej odczucia, tydzień temu.
Alice w pewnym momencie nie wie czy chce odzyskiwać swoje wspomnienia zważywszy na to, w jaką osobę ta dekada ją zmieniła. Trudno jest jej przestać kochać kogoś kto był dla niej całym światem i przestawić się na życie zupełnie nowej osoby.

Pierwsze co mi się spodobało w tej książce, to pomysł na nią. Mimo, że autorka postawiła na objętość a nie na jakość treści książki, to właśnie dzięki niemu zwróciłam uwagę na tę pozycję. Utrata 10 lat, to jak utrata samego siebie. Zmieniamy się z każdą chwilą, a co dopiero z latami? Autorka bardzo dobrze skonstruowała tą ogromną przepaść w zachowaniu Alice, pokazując nam, że niekiedy sami siebie możemy nie poznawać. Bohaterka dopasowuje swoją osobowość do nowo zaistniałej sytuacji. Tworząc tak naprawdę kolejny nowy charakter.

Po niewielkim trudzie jakim było dla mnie przebrnięcie przez tę pozycję, zaskoczył mnie świetny epilog. Nie za zwięzły i nie za rozległy, z wieloma informacjami na dodatek bardzo ciekawymi. Jest on przesunięciem się o kolejne kilka lat do przodu i zaobserwowaniem jak rozwinęła się sytuacja bohaterki, możemy poznać jej wybory oraz przyjrzeć się jej zachowaniu. Z pewnością były to najlepsze strony książki :-)!

Podsumowując, książka "Kilka dni z życia Alice" nie była tak lekką powieścią jaką się spodziewałam, co było w większości spowodowane rozciągnięciem akcji. Jej przekaz, choć trochę schowany za nudnawymi rozmyśleniami bohaterki jest oryginalny i naprawdę ważny, w czasach kiedy większość z nas na siłę próbuje się dopasować do otoczenia, porzucając przy tym własny charakter.

Moja ocena: 6,5/10

Buziaki!

czwartek, 4 sierpnia 2011

J. R. Ward "Mroczny kochanek. Bractwo Czarnego Sztyletu" ("Dark lover. A novel of the Black Dagger Brotherhood")


Wydawnictwo: Videograf II
Tłumaczenie: Igor Murawski
Data wydania: 18 maja 2010r.
Ilość stron: 416
Tom w serii: 1

Elementy fantastyczne: tak.

Książek ogłaszanych bestsellerami, mamy na dzisiejszym rynku ogromną ilość, zwłaszcza w dziedzinie tak popularnej jak fantastyka. Chcąc nie chcąc, czytając dość dużo książek tego typu, muszę przyznać, że moje oczekiwania z każdą kolejną propozycją czytelniczą rosną. Do pozycji tej byłam z początku nastawiona sceptycznie, okładka, opis, raczej nie zachwycał, ale moja ciekawość wzięła górę i jestem jej za to niesamowicie wdzięczna. Gdyż dzięki niej mogłam doświadczyć 2 dni emocjonujących, intrygujących i angażujących wydarzeń, które sprawiały, że wprost nie mogłam się oderwać od tej pozycji!

Życie Beth ma się niedługo drastycznie zmienić, dzięki genom przekazanym przez ojca, stanie się wampirem. Dziewczyna nie zdaje sobie jednak z tego sprawy. W nowy świat miał ją wprowadzić nieznany ojciec, jednak ku rozpaczy jego przyjaciół, staje się on celem odwiecznych wrogów rasy wampirów. Przed nieoczekiwaną śmiercią prosi on jednak swojego przywódce, jak i "brata" o pomoc w przeprowadzeniu Beth przez trudną i niebezpieczną przemianę. Ghrom z początku nie chcę podejmować się tego zadania, jednak ze względu na wolę uszanowania woli zmarłego, podejmuje się powierzonego mu zadania, nie zdając sobie sprawy z tego, że może ono owocować, niespotykanym u niego, uczuciem.

Bardzo spodobała mi się wędrówka uczuciowa jednego z głównych bohaterów, mianowicie Ghroma. Intrygująca była jego przemiana z silnego, potężnego i władczego łotra w czułego i kochającego faceta, wiadomo, że taki typ kochają praktycznie wszystkie fanki paranormalnych romansów ;-). Autorka nie przeprowadziła tego procesu jednak w sposób drastyczny, ukazała nam przeżycia, wątpliwości, charakter bohatera, z których powoli i wręcz naturalnie wyłaniała się jego uczuciowa przemiana.

Dzięki 5 torowej formie przedstawiania akcji w książce, mogliśmy z najbliższych perspektyw przyjrzeć się różnym stronom przedstawianych wydarzeń. Ghrom, Beth, Pan X - szef wrogiego zgromadzenia, Butch - policjant oraz wampir, który nie jest pozytywnie nastawiony do Ghroma, wszyscy z bohaterów wnoszą do wydarzeń zupełnie inny sposób widzenia i czucia, przez co książka zyskuje wielce zróżnicowane możliwości postrzegania czynów każdej z występujących postaci.

Ogromną zaletą tej pozycji jest szybka i wciągająca akcji, autorka nie pozostawia nam czasu na wytchnienie, co chwila dostarczając nam nowych informacji, tekstów jak i uczuć, sprawiając, że bardzo trudno rozstać nam się z tym dość grubym tomem. Dzięki temu byłam bardzo zaskoczona, tym jak szybko i niepostrzeżenie umykają mi strony. 

"Mroczny kochanek" to tytuł bardzo dobrze oddający większość treści książki. Pozycja ta dostarcza nam wiele emocji, które zazwyczaj świetnie współgrają z odczuciami bohaterów dzięki barwnym opisom i bogatym języku. Dzięki temu jestem pewna, że sięgnę po kolejny tom i będę z zapartym tchem przewracała strony!

Moja ocena: 9,5/10

Buziaki!

niedziela, 31 lipca 2011

Adrienne Barbeau "Miłość kąsa. Wampiry Hollywoodu II" ("Love Bites")



Tłumaczenie: Paweł Korombel
Data wydania: 12 kwietnia 2011r.
Ilość stron: 326
Tom w serii: 2

Elementy fantastyczne: tak.

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić recenzją pozycji, po którą sięgnęłam z zamiarem wakacyjnego rozluźnienia, wyluzowania i rozweselenia, gdyż po przeczytaniu opisu jak i pierwszych stron właśnie tego się spodziewałam. Niestety książka ta nie wywiązałam się z powierzonego przeze mnie zadanie całkowicie, przez co straciłam ochotę na sięgnięcie po pierwszą część serii Wampiry Hollywoodu.

Ovsanna Moore po objęciu władzy nad wampirami w Hollywood, liczy na szacunek i spokój, skrycie również na miłość ze strony policjanta Petera Kinga, który pomagał jej w zmaganiu się z Kinowym Kosiarzem. Wampirzycy niestety nie jest to dane. Tabloidy huczą od kolejnych zabójstw, o które oskarżany jest znów Kinowy Kosiarz, choć Ovsanna i Peter wiedzą, że to niemożliwe nie mogą nikomu o tym powiedzieć, przecież nie przedstawią światu krwiopijców, wilkołaków i innych stworów, które były odpowiedzialne za te morderstwa. Postanawiają sami rozpocząć prywatne śledztwo, a przy spędzić ze sobą więcej czasu i poznać się lepiej, żadne z nich nie jest jednak pewne dokąd ta znajomość zmierza i jakie mogą być jej skutki.

Bardzo spodobała mi się forma książki. Akcja jest nam przedstawiana z widoku dwóch postaci - Ovsanny i Petera, co jest bardzo wygodne, gdyż mamy lepszy wgląd w ich uczucia, na dodatek rozdziały są dość krótkie, co moim zdaniem sprawia, że książka staje się lekka i przyjemna w odbiorze. Dzięki zgrabnemu językowi, jakim jest napisana ta pozycja, bardzo łatwo przyswaja się akcję, niestety z wykluczeniem ostatnich dwóch rozdziałów, które były wyjątkowo męczące i według mnie niepotrzebnie "rozciągnięte", co w dużej mierze odbiło się na mojej ocenie wobec tej książki.

"Miłość kąsa" to druga część serii, co w przypadku kiedy nie czytaliśmy pierwszej, sprawia, że mamy pewne obawy, wobec zrozumienia przedstawianych wydarzeń i zapoznania się z postaciami. Na szczęście autorka bardzo dobrze wplotła w nową akcję fakty i postacie pojawiające się w poprzedniej serii, nie zrobiła tego również drastycznie, przez co łatwo mi było nadrobić "straconą"  pozycję. Spodobało mi się to, że nie muszę dopowiadać sobie nieznanej mi historii, a mogę skupić się na przedstawianej w teraźniejszości akcji.

Nie zakładałam, że "Miłość kąsa" będzie ambitną pozycją i taka nie była. Jednak moje oczekiwania zostały zaspokojone, niestety tylko w 70%, co przy ich niewysoko lotnej treści bardzo rzutuje na odczucia, które wywarła na mnie ta pozycja. Książka ta na pewno spodoba się czytelnikowi bez oczekiwań, lubiącym aktorów starszej daty w nowej odsłonie i nastawionemu neutralnie wobec wszelakiej maści stworów.

Moja ocena: 6,5/10

Pozdrawiam :D

Witam znowu :D

Hej!
Jestem już z powrotem u siebie! Wyjazd był świetny, woda w jeziorze ciepła, a widoki cudne :-)!
Książek wzięłam ze sobą 6, a wróciłam z 7, gdyż w kiosku zobaczyłam  książkę Stephenie Meyer "Drugie życie Bree Tanner" za 13 zł i mimo, że nie zamierzałam dodawać jej do swojej biblioteczki, to jednak skusiła mnie cena i wolny czas podczas którego za szybko czytałam zabrane ze sobą pozycje :P.
Czytając Wasze komentarze pod ostatnim postem zauważyłam nominacje do zabawy One Lovely Blog Award za co bardzo dziękuję, sprawiły mi one ogromną przyjemność! Już niedługo postaram się na nie odpowiedzieć :D.
Zabieram się teraz za nadrabianie zaległości: pisanie recenzji, odwiedzanie Waszych blogów, recenzji...
Tym, którzy są na wakacjach lub na nie wyjeżdżają, życzę, ciepłej pogody (zapowiadają upalny sierpień :D) i wspaniałych lektur ^^.
Buziaki!!!

niedziela, 10 lipca 2011

Wakacje :-)

Hej!
Już za chwileczkę wyjeżdżam na trzytygodniowe wakacje! W związku z tym działalność bloga będzie zawieszona (może czasem uda mi się dodać jakąś recenzje - zobaczymy).
Wam życzę pięknej pogody i miłych lektur!
Pozdrawiam, Patsy :D.

sobota, 9 lipca 2011

Radosław Sikora "Z dziejów Husarii"


Data wydania: 21 grudnia 2010r.
Ilość stron: 98

Elementy fantastyczne: nie.

Dzisiaj czas zmierzyć się z literaturą historyczną, która nieczęsto gości w mojej biblioteczce. Przed rozpoczęciem czytania tej pozycji, o Husarii wiedziałam tylko podstawowe fakty. Nie sądziłam, że dzięki kilkudziesięciu stronom mogę sobie tak ugruntować wiedzę o tej formacji. Z początku trudno było przestawić mi się na bogaty w fakty język, pomogło mi w tym z pewnością nie za sztywne podejście autora do tematu, który, o dziwo, okazała się ciekawszy niż sądziłam.

Husaria to wręcz legendarna formacja polska, której członkowie walczyli konno. Istniała ona blisko 300 lat i przez ten okres czasu można było zauważyć ewolucję na płaszczyźnie wyposażenia jak i techniki walki. 
Ostatnie stulecie, nie należało już jednak do czasów chwały i wielkich zasług w boju. Husaria znane jest przede wszystkim ze swojej długotrwałości i skuteczności ... oraz charakterystycznej ozdoby z piór, która towarzyszyła walczącym na polach bitwy. Znana jest również z walki kopią, której husarzy używali najczęściej (najdłuższe miały 6,2 m długości!).

Dużym plusem tej pozycji jest jej wydanie. Twarda oprawa, dobry jakościowo papier, wiele zdjęć i rysunków. Ułatwia to wielce jej odbiór, jak i pozwala na lepsze wyobrażenie sobie walczących husarzy. Bardzo przyjemny jest również, sposób jej napisania, prosty w odbiorze, bogaty w fakty, które jednak nie obciążają za nadto odbiorcy, a finalizujące książkę ciekawostki, były jednocześnie świetnym podsumowaniem  jak i ciekawym materiałem.

Jasne jak słońce, jest jednak to, że mamy tu do czynienia z książką historyczną, w której najważniejsze są fakty jej dotyczące :-). Nie potrafię ocenić rzetelności tej pozycji, gdyż żaden ze mnie historyk. Muszę, jednak zauważyć że autor, przy spornych faktach, wyrażał swoją opinię, argumentując ją, jednocześnie przedstawiając nam cudze, co pozwalało nam stwierdzić, która z nich jest najbardziej prawdopodobna, a co za tym idzie mimowolnie angażowaliśmy się w przybliżoną historię. 

Cieszę się, że mogłam przeczytać tę pozycję. Pozwoliła mi ona na ugruntowania wiedzy o świetnej polskiej formacji, jednocześnie zapoznając się z wydarzeniami historycznymi ją otaczającą. Książka mimo swojej kategorii, była przyjemną lekturą, którą z pewnością mogę polecić osobą lubiącym historię i wręcz legendarne ikony ;-).

Moja ocena: 8/10

Pozdrawiam, Patsy!

piątek, 8 lipca 2011

Carolynn Jess-Cooke "Zawsze przy mnie stój" ("The Guardian Angel's Journal")



Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Data wydania: 20 kwietnia 2011r.
Ilość stron: 320

Elementy fantastyczne: tak/nie

Czytając opis jak i przyglądając się subtelnej w odbiorze okładce, nigdy nie podejrzewałam, że książka ta wywoła we mnie tak silne uczucia. Dawno nie spotkałam się z pozycją, która swoją brutalnością, szczerością jak i realnością, wykuła się w moim umyśle, doprowadzając do tego, że po tygodniowym odstępie czasowym od jej skończenie, ciągle przypominają mi się poszczególne sceny przedstawione przez autorkę. "Zawsze przy mnie stój" jest niesamowicie wyróżniającą się książką, wprowadza czytelnika w stan fascynacji bohaterami, otaczającymi nas ludźmi, ich życiem, jak i wszechobecną duchowością.

Kiedy Margot kończy swój żywot, nie zdaje sobie sprawy z tego, że zaraz znowu będzie podziwiać uroki Ziemi, będąc jednak pod postacią Anioła Stróża. Stworzenia, które ma za zadanie opiekować się i chronić daną osobę. Margot, musi troszczyć się o siebie samą, spoglądać na każdy popełniony przez siebie błąd, wiedząc że i tak nie może mu w dużym stopniu zapobiec. Osoba, którą była, nie jest jednak nią samą, czego przez dłuższy czas bohaterka nie rozumie. Margot musi obserwować, wszystkie bóle, które przeżyła, wszystkie zdarzenia, które w konsekwencji doprowadziły do dorosłych błędów. Jako Anioł Stróż ma ona jednak możliwość zapobiegnięcia kilku okropnym zajściom, jednak aby tak się stało musi zawrzeć pakt z demonem, a jego ceną jest niewyobrażalne poświęcenie.

"Zawsze przy mnie stój" dotyka jednego z najbardziej nurtujących nas tematów: "Co będzie po śmierci?". Bohaterkę spotyka zadanie, które nie należy do najłatwiejszych. Przeżywa cierpienia Margot-człowieka, jako swoje własne i jednocześnie osoby chronionej, co w przypadku doznanych przez nią nieszczęść jest bardzo traumatyczne i trudne do zniesienia. Najgorszymi momentami zadania pośmiertnego bohaterki, jest to że w niektórych momentach nie ma ona wpływu na zaistniałe sytuacje, może tylko obserwować ból i rozpacz który dzieli z sobą i Margot stąpają po Ziemi.

Traumatyczne i jednocześnie okropnie realne zdarzenia opisywane w książce,  niesłychanie wpływają na połączenie emocjonalne z bohaterką. Tak jak ona jednocześnie obserwujemy i przeżywamy ból towarzyszący bohaterce i nie możemy nic z tym zrobić. Sprawia to, że jesteśmy wielce zaangażowani w przedstawianą akcję, a co za tym idzie jest ona niesamowicie wciągająca.

"Zawsze przy mnie stój" jest książką, która na długo pozostanie w mojej pamięci, jej charakter dał mi wiele materiału do refleksji. Pozycję tę czytało mi się świetnie, mimo niektórych momentów przerażających ludzką brutalnością, które mocno odbijały się na mojej wrażliwości w tych sferach. Jest ona napisana bardzo dobrym pismem, jednocześnie nieubogim i nie wielce upiększanym. Polecam Wam ją serdecznie!

Moja ocena: 9,5/10

Pozdrawiam, Patsy!