niedziela, 8 lipca 2018

Przeczytane, a niezrecenzowane: czerwiec 2018 (Daphne du Maurier, "Cień rycerza", "The Seven Husbands of Evelyn Hugo"...)


W czerwcu udało mi się przeczytać aż dziewięć książek! Aż, zważywszy na to, że był to dość wymagający miesiąc. Ogólnie czerwiec okazał się literacko całkiem zadowalający - większość pozycji, które przeczytałam bardzo przypadło mi do gustu :). 


Taylor Jenkins Reid "The Seven Husbands of Evelyn Hugo" 8.5/10

O tej książce słyszy się same peany na zagranicznych portalach. Z twórczością Taylor Jenkins Reid spotkałam się już wcześniej, i każde z tych spotkań okazało się sukcesem. 
"Siedem mężów Evelyn Hugo" (nieoficjalne tłumaczenie) jest opowieścią o życiu wielkiej ikony kina - Evelyn Hugo, która z niewyjaśnionych przyczyn postanawia podzielić się wszystkimi swoimi sekretami z pewną wschodzącą dziennikarką. 
Zazwyczaj nie zdradzam w tak krótkich recenzjach treści, ale zważywszy, że pozycja ta nie weszła jeszcze na polski rynek, to się poświęcę ;P. No właśnie, ten bestseller ujrzał już światło dzienne w zeszłym roku, a u nas ani widu ani słychu... Oh well.
Tak czy inaczej, książka ta jest świetna. Absorbująca, oryginalna oraz porusza masę trudnych i ważnych tematów. Taylor Jenkins Reid jak zwykle prowokuje do myślenia, stawia ciekawe pytania i stara się ukazać skomplikowaną naturę człowieka, co moim zdaniem udaje jej się fantastycznie.
Książka ta z pewnością znajdzie się na mojej liście rocznych ulubieńców, jednak przed ocenieniem jej jeszcze wyżej powstrzymały mnie moje niespełnione oczekiwania. Tak wiele dobrego słyszałam o tej pozycji, że nastawiłam się na niewyobrażalne cudo (w dodatku już byłam fanką autorki). I mimo iż ta książka jest naprawdę wspaniała, to nie zaspokoiła moich wygórowanych oczekiwań (są jakieś minusy bycia bestsellerem).
"The Seven Husbands of Evelyn Hugo" to kolejna świetna lektura spod pióra Taylor Jenkins Reid, która w tym roku ugruntowała swoją pozycję na liście moich ulubionych autorów. Póki nie ma jeszcze polskiej edycji, zachęcam wszystkich znających angielski do sięgnięcia po oryginał :).


Daphne du Maurier "Moja kuzynka Rachela" 7/10

Moje pierwsze spotkanie z Daphne du Maurier okazało się całkiem udane. Autorka ma prawdziwy talent do tworzenia klimatycznej atmosfery oraz ciekawej fabuły. Do gustu bardzo przypadły mi niedopowiedzenia, co szczerze mnie zaskoczyło, gdyż zazwyczaj lubię dobrze rozpracowaną akcję. Ciekawy okazał się również zamysł pisarki względem postaci, gdyż szczerze powiedziawszy ciężko je polubić, czy momentami nawet zrozumieć. Element ten nie podbił specjalnie mojego serca, jednak jednocześnie jest on oryginalny, co czyni go odświeżającym. Ogólnie rzecz ujmując, książka ta okazała się ciekawą i niezwykłą lekturą, jednocześnie jednak szczególnie mnie nie oczarowała. Jednakże z chęcią sięgnę po inne lektury Daphne du Maurier.


Sebastien De Castell "Cień rycerza" 7/10

"Cień rycerza" to druga część serii "Wielkie Płaszcze". Mimo iż pierwsza nieszczególnie przypadła mi do gustu (była po prostu dość przeciętna), to postanowiłam kontynuować te przygodę. Drugi tom spodobał mi się bardziej, jednak nadal nie mogę uznać się za fankę twórczości Sebastiena De Castell'a. Po prostu jego rozwiązania fabuły są powtarzalne - rozumiem, że jest to zamierzony styl (a la klasyczni Trzej Muszkieterowie - nota bene o wiele lepsza książka), jednak przez ten zabieg akcja ma cały czas ten sam rytm, a rozwiązania stają się coraz bardziej banalne, czy irytująco wygodne. "Cień rycerza" to dobra kontynuacja, całkiem przyjemnej serii fantasy, jednak humor jak i rozwiązania fabuły nie przypadły mi specjalnie do gustu, przez co znowu nie jestem pewna, czy sięgnę po kontynuację. 


Mór Jókai "Węgierski magnat" 6.5/10

Ta książka szczerze mnie zaskoczyła, gdyż okazała się... dobra. To nie tak, że po węgierskiej literaturze spodziewam się specyficzności (ekhem, ekhem, tak właśnie jest), jednak nie oczekiwałam, że lektura ta mi się spodoba. Ciekawa fabuła, dobrze zbudowane postacie oraz interesujące realia (Węgry XIX w.) złożyły się razem na przyjemny klasyk. Jeśli ktoś jest zainteresowany dobrą powieścią z całkiem przyjemnym humorem oraz oryginalnym tłem kulturowym to polecam serdecznie :).


Lucy Dillon "Wszystko, czego pragnę" 8/10

Lucy Dillon to jedna z moich ulubionych autorek powieści obyczajowych (chociaż na podium wyprzedziła ją Taylor Jenkins Reid), dlatego postanowiłam sięgnąć po jej kolejną książkę. Najpierw jednak, trzeba odnieść się do najważniejszego - czemu, o czemu wydawnictwo Prószyński i S-ka postanowiło przerwać tę wspaniałą tradycję umieszczania psów na okładce?! Sądzę, że nie jestem jedyną osobą, która właśnie w taki sposób odnalazła tę autorkę, W dodatku ta okładka... Powstrzymam się od zbędnego komentarza. Wracając do treści. Lucy Dillon jak zwykle zapewnia nam kilka godzin wciągającej akcji, pełnej emocji oraz życiowych zakrętów. Jak widać po ocenie lektura ta przypadła mi do gustu, podobałaby mi się jednak bardziej, gdyby zakończenie było trochę bardziej realistyczne. Już w kilku ostatnich książkach pisarki zauważyłam, że jej zakończenia są za szybkie, albo za proste, albo jedno i drugie, co po dłuższej lekturze jest dalekie od satysfakcji. Jednakże z pewnością sięgnę po kolejne książki Lucy Dillon.


Alice Oseman "Heartstopper: Volume One" 8/10

Bardzo rzadko czytam komiksy, czy powieści graficzne, gdyż nie przepadam za taką formę. O tej pozycji słyszałam jednak pozytywne opinie, a fakt, że można ją przeczytać za darmo w internecie przekonał mnie do kliknięcia po nią ;) (link do tumblr pisarki, gdzie dostępny jest komiks). "Heartstopper" opowiada historię rozkwitającego romansu między dwoma uczniami liceum, i tak jak zapowiada się z okładki, jest uroczo :3. Jeśli ktoś lubi komiksy, romanse młodzieżowe i ma ochotę na chwilę relaksu, to myślę, że się nie zawiedzie.


Jeanne Birdsall "The Penderwicks at Last" 6/10

Jest to ostatnia w serii książka o rodzinie Penderwicków. Z pięciu tomów, niestety tylko dwa pierwsze zostały wydane w Polsce przez Wydawnictwo Nasza Księgarnia. Szczerze nie mogłam doczekać się tego finału, gdyż książki te są niezwykle ciepłe i przyjemne, czym przypominają mi Jeżycjadę oraz twórczość Lucy Maud Montgomery. Niestety jednak, mimo iż książka ta nie była zła, to mnie zawiodła. Głównym tego powodem jest zakończenie. Jak na zwieńczenie serii jest ono po prostu niedorzecznie okrojone. Nie pamiętam już kiedy ostatnio przeczytałam tak rozczarowujący finał serii. W każdym jednak razie szczerze polecam przeczytać początkowe tomy tego cyklu, gdyż napełniają one czytelnika masą ciepłych uczuć :). 


*****

To na tyle! Czerwiec naprawdę okazał się wypełniony dobrymi lekturami, z czego bardzo się cieszę :D. Mam nadzieję, że moja dobra passa trwać będzie nadal!

Miłego czytania,
Patsy.

poniedziałek, 2 lipca 2018

Kelsey Oseid "Co widzimy w gwiazdach? Ilustrowany przewodnik po nocnym niebie" recenzja

Przekład: Magdalena Korobkiewicz 
Data wydania: 05.2018
Ilość stron: 160

Są takie książki, które po prostu krzyczą z okładki twoje imię. Tak właśnie było w przypadku tej pozycji. Kiedy zobaczyłam tytuł oraz słowo "ilustrowany" pod spodem (zrobiłam też mały internetowy rekonesans w poszukiwaniu prac Kelsey Oseid), wiedziałam, że książka ta przypadnie mi do gustu. "Co widzimy w gwiazdach?" całkowicie spełniło moje oczekiwania, a podróżując z autorką po nocnym niebie bawiłam się świetnie.

Opis:
"Co widzimy w gwiazdach" to fascynujący, bogato ilustrowany przewodnik po nocnym niebie. Czytelnik znajdzie tu nie tylko zbiór podstawowych faktów z dziedziny astronomii, lecz także wyruszy wraz z autorką w niezwykłą podróż przez mity, legendy, wyobrażenia ludzkości na temat budowy wszechświata czy pochodzenia gwiazdozbiorów. Ta książka – dzięki swojej artystycznej formie – jest jednocześnie zachwycającym dziełem sztuki i najlepszym wprowadzeniem w tajemnice kosmosu dla starszych dzieci, młodzieży, a nawet dorosłych.


Po pierwsze (i oczywiście najważniejsze) ta książka jest przepiękna. To właśnie ilustracje tak mnie do niej przyciągnęły. Styl artystki jest wspaniały, nieskomplikowany, a jednocześnie bardzo oryginalny i cudnie wpasowujący się w tytułowy klimat nocnego nieba. Lektura tej książki naprawdę przenosi nas w inne, niezwykłe miejsce. W dodatku pozycja ta jest porządnie oprawiona oraz wydana na świetnym papierze - te wszystkie elementy składają się na wspaniałe czytelnicze doświadczenie.


Odrobinę zaskoczył mnie poziom tej książki. Spodziewałam się uproszczonego języka i raczej bardziej podstawowych informacji, a otrzymałam ciekawie opracowane fakty, o których wcześniej nie wiedziałam. Autorka świetnie zróżnicowała informacje zawarte w książce - znajdziemy tu coś o planetach, galaktyce, historii astronomii, ale też o gwiazdozbiorach. Właśnie na te ostatnie chciałabym zwrócić uwagę. Wszystkie gwiazdozbiory zostały przepięknie zilustrowane oraz ciekawie opisane. Mnie na przykład najbardziej zainteresowało mnie to, jak duży wpływ na nazwy w naszej galaktyce miała mitologia, z czego wcześniej nie zdawałam sobie sprawy.

Warto zaznaczyć, że jeśli kupujemy tę książkę dla młodszego czytelnika, który dopiero co zaczyna swoją przygodę z kosmosem, może on uznać opisy za niewystarczające, jeśli chodzi o wytłumaczenie. Z drugiej strony będzie to ogromnym plusem dla bardziej obeznanych młodych pasjonatów, gdyż znajdą w tej pozycji nowe i ciekawe informacje opatrzone niezwykłymi ilustracjami. Z łatwością mogę tę książkę polecić również dorosłym, którzy jedyną wiedzę o kosmosie wynieśli z ograniczonych i nudnych zajęć szkolnych. Sama coś o astronomii wiedziałam przed lekturą, jednak dzięki tej pozycji dowiedziałam się wiele nowego (a poza tym wspominałam już o cudnych ilustracjach?).


"Co widzimy w gwiazdach?" to przepiękny ilustrowany przewodnik po nocnym niebie. Szczerze polecam go miłośnikom cudownie prezentujących się książek oraz pasjonatom astronomii. Lektura ta jest świetnie skomponowana, nie jest przesycona informacjami, i z łatwością możemy nadążyć za materiałem. W dodatku myślę, że niezależnie od naszego zaawansowania w temacie, wyniesiemy coś z tej świetnej lektury :).

Moja ocena: 8.5/10

Miłego czytania,
Patsy.

czwartek, 21 czerwca 2018

Siri Pettersen "Bańka" ("Bobla") recenzja

Przekład: Anna Krochmal, Robert Kędzierski
Data wydania: 05.2018
Ilość stron: 256

Siri Petterson to autorka, z którą znam się już całkiem dobrze. Jej trylogia "Krucze pierścienie" to jedna z moich ulubionych serii fantasy, więc kiedy zauważyłam nową książkę jej autorstwa, od razu się nią zainteresowałam. Po lektury młodzieżowe (moje lata utożsamiania się z tą grupą wiekową, już od jakiegoś czasu są za mną) nie sięgam zbyt często, jednak połączeniu oryginalnej fabuły oraz talentu pisarskiego Siri Petterson nie byłam w stanie się oprzeć.

Opis:
12-letnia Kine musi wstawać rano, musi chodzić do szkoły i na pływalnię, musi żyć z przezwiskiem Bańka, a na dodatek musi śpiewać w beznadziejnym chórze gwiazdkowym. Musi żyć według durnych reguł, w durnym miasteczku, w durnym świecie. 
Ale pewnego dnia zdarza się cud! Znajduje szklaną kulę, która daje jej schronienie przed światem. Bańka zamieszkuje w bańce, która potrafi latać i spełnia życzenia! 
Co z tego wyniknie i jak potoczy się historia Kine? O tym właśnie opowiada ta cudownie kąśliwa, dowcipna, ale i bardzo pouczająca książka.

Tym, co najbardziej przypadło mi do gustu było niezwykle realistyczne ukazanie bycia nastolatką i wielorakich elementów z tym związanych. Sama jeszcze pamiętam, jakie myśli (na szczęście nie wszystkie) przewijały się przez mój kilkunastoletni mózg i muszę przyznać, że Siri Pettersen wspaniale ukazała tę dramatyczność, irytację, wyolbrzymianie i niedorzeczność, które nastolatkom wydają się po prostu normalne. Muszę jednak przyznać, że będąc osobą dorosłą (powiedzmy), przez ten element nastoletni, lektura ta stawała się momentami lekko irytująca. Z pewnością mojej młodszej wersji ta książka spodobałaby się o wiele bardziej, gdyż czułaby się o wiele lepiej zrozumiana.

Warto zwrócić uwagę na naprawdę ciekawy koncept autorki. Myślę, że zdecydowana większość ludzi (nie tylko nastolatków) z ogromną radością przywitałoby w swoim życiu taką bańkę - ochronę przed rzeczywistością, super sposób transportu oraz spełnianie życzeń w pakiecie. Oczywiście kontemplując tę ideę, łatwo można dojrzeć pewne minusy takiego rozwiązania. Siri Pettersen ciekawie wykorzystała ten motyw spełnionego marzenia - izolacji, do rozwinięcia postaci oraz ukazania problemów jakie zazwyczaj mają nastolatki. Będąc przy rozwoju - autorka dobrze ukazała dojście do rozważnych decyzji oraz wniosków przez Bańkę. Jak wiadomo, do takowych dokonań nie dochodzi się w przeciągu chwili, ale poprzez wiele doświadczeń oraz sytuacji, co zostało realistycznie przedstawione w książce.

Jednym z elementów, który nie do końca mnie usatysfakcjonowały okazało się zakończenie. Mimo, iż nie spodziewałam się jakiegoś wielkiego zwrotu akcji, czy wybitnego literackiego zabiegu, to jednak trochę rozczarowała mnie jego typowość. Oczywiście, jest ona mile widziana w książkach młodzieżowych, jednak brakowało mi jakiegoś katharsis, tak jak na przykład miałam w przypadku "Cud chłopaka" R. J. Palacio. Myślałam, że książka zmierza po prostu w bardziej ambitnym kierunku, przez co dość typowe zakończenie trochę mnie rozczarowało. Dodatkowo chciałam więcej informacji na temat rozwiązania pewnych wątków, czy bardziej obszernej historii innych postaci, jednak i tego niestety nie otrzymałam.

"Bańska" to lektura, która bardzo realistycznie ukazuje bycie nastolatkiem - irytację, dramatyzowanie oraz niechęć do wypełniania cudzych planów. Ten powrót do bycia jedenasto-, czy dwunastolatkiem okazał się ciekawym doświadczeniem, a autentyczność i podobieństwo niektórych myśli, czy emocji niepokojąco realistyczne. Myślę jednak, że książka spodobałaby mi się o wiele bardziej, gdyby  autorka poświęciła trochę więcej stron innym postaciom (Bańka była momentami trochę za nastoletnia ;) oraz gdyby zakończenie było bardziej satysfakcjonujące. Ogólnie rzecz biorąc, książka ta okazała się ciekawą lekturą, przy czym mam nadzieję, że Siri Pettersen wyda jeszcze o wiele więcej pozycji.

Moja ocena: 6.5/10

Miłego czytania,
Patsy.

piątek, 1 czerwca 2018

Przeczytane,a niezrecenzowane: maj 2018 (Harry Potter, Szeptucha, Opowieści dla młodych buntowniczek...)


W maju udało mi się przeczytać całkiem sporo, bo dziewięć pozycji :). Jeśli chodzi o ogólne odczucia, to niestety w tym miesiącu nic mnie z krzesła nie zrzuciło. Fakt, "Niedźwiedź i słowik" oraz "Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek" bardzo mi się spodobały, jednak nowej ulubionej książki nie odkryłam. W każdym razie... przejdźmy do sedna!



P. L. Travers "Mary Poppins i sąsiedzi" 6/10
P. L. Travers "Mary Poppins Na Ulicy Czereśniowej" 5/10
Pod wpływem natchnienia postanowiłam sięgnąć po dostępne w mojej bibliotece książki o słynnej Mary Poppins. Muszę przyznać, że na łopatki powalona nie zostałam, chociaż słyszałam, że pierwsze tomy są o wiele lepsze, dam więc im jeszcze szanse ;). Miłe opowiastki, z odrobiną magii oraz przyjemnymi postaciami, jednak szczególnie mnie nie zainteresowały.


J. K. Rowling "Harry Potter and the Philosopher's Stone" (trzeci raz, audiobook) 6/10
W maju zdecydowałam się na ponowne (już trzecie) sięgnięcie po serię Harry'ego Pottera. Znowu w formie audiobooka w narracji Stephena Fry'a, gdyż uważam, że są one naprawdę udane ;). Muszę przyznać, że tym razem lektura ta niezbyt mi się podobała o.O. Nie wiem, czy to ze względu na jakiś szczególny nastrój, czy wpłynął na to fakt, że jeszcze w styczniu kończyłam czytać tę serię po raz drugi. Zawsze bardziej lubiłam lekkie i mniej poważne początkowe części, ale teraz z jakiegoś powodu, właśnie te elementy trochę mnie kłuły w oczy. Jak na razie nie planuję kontynuować kolejnego przechodzenia przez ten cykl, jednak pewnie prędzej, czy później to nastąpi ;).


Elena Favilli, Francesca Cavallo "Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek" 7/10
Dużo dobrego słyszałam o tej pozycji. Wiadomo, feminizm w dzisiejszych czasach jest niezwykle popularnym tematem, a ta książka idealnie wpisuje się w ten trend. Muszę przyznać, że książka ta całkiem mi się podobała - śliczne ilustracje, różnorodność w doborze postaci oraz forma przyjazna szybkiej lekturze okazały się świetnym połączeniem, tworzących przyjemną lekturę. Jednak przed daniem tej pozycji wyższej oceny powstrzymał mnie dobór oraz komentarz odnośnie niektórych postaci. Problem polega na tym, że opisy są dość krótkie i dobór informacji jest momentami co najwyżej... szczególny.
Weźmy na przykład wspomnianą Katarzynę Wielką która "przekonana, że potrafi rządzić lepiej", wtrąciła do więzienia swojego męża, w dodatku poszerzyła Imperium Rosyjskie, "wygrywając liczne wojny, i dławiąc liczne powstania". No cóż, nie wiem dokładnie, który z tych elementów mam podziwiać, albo do którego aspirować, jednak w razie wątpliwości - caryca miała również wspaniałą koronę.
Kolejna postać Ruth Harkness, która sprowadziła do USA żywą pandę z Chin. Kobieta podróżując po kraju w poszukiwaniu zwierzęcia, znalazła małą pandę w dziupli w drzewie i ją wzięła, chociaż "nie wiedziała, co zrobić", na szczęści po powrocie do miasta dała jej kurtkę, do której zwierzę mogło się tulić, a to wszystko dla dobra Amerykanów, którym pokazała, że wszystkie zwierzęta "zasługują na szacunek i miłość'. Ta historia naprawdę mnie zirytowała i naprawdę nie widzę, żadnego powodu, dla którego postać ta miałaby komukolwiek służyć za wzór.
Ostatnim przykładem, który był dla mnie po prostu niezrozumiałym wyborem była architekt Zaha Hadid, która najwyraźniej znana jest z tego, że kiedyś wsiadła do samolotu, który miał mieć małe opóźnienie na co "wpadła w szał i natychmiast zażądała przeniesienia do innego samolotu". Wow, niesamowite.
Na szczęście przykładów, które mnie zirytowały, czy budziły moje wątpliwości była mała garstka, a lektura ogólnie okazała się przyjemna. Uważam jednak, że komentarz w niektórych przypadkach jest konieczny, gdyż nieważne jakiej jest się płci należy liczyć się z cudzymi uczuciami i aspirować do bycia dobrym człowiekiem, a nie tylko "silnym" i "wyjątkowym".


Catherynne M. Valente "Opowieści sieroty. Tom 2" 6/10
W tym miesiącu postanowiłam skończyć tę dylogię, która czekała na to kilka lat. Mimo iż pierwszy tom przypadł mi do gustu, to jakoś nie spieszyło mi się z kontynuacją. Niestety odrobinę zawiodłam się na tej pozycji. Styl pisarski oraz wyobraźnia autorki są naprawdę niesamowite, jednak wykonanie dość ciężkie do przyswojenia. Forma szkatułkowa budzi podziw, niestety w takiej skali jaką funduje autorka jest dość ciężka do przyjemnej konsumpcji. Książkę tę powinno się czytać w przeciągu kilku dni, im szybciej tym lepiej, gdyż wielorakie historie zaczynają się mylić i ulegają zapomnieniu, przez co trudno jest docenić finezyjną budowę. Polecam tę serię tym, którzy są fanami bardziej mrocznych baśni, a w dodatku lubią realizm magiczny. Ostrzegam jednak, że aby nadążać za fabułą trzeba się trochę poświęcić ;).


Katarzyna Berenika Miszczuk "Szeptucha" 5/10
Już od jakiegoś czasu przymierzałam się do lektury polskich książek, gdyż naprawdę rzadko po takowe sięgam. Niestety, moje starania nie okazują się owocne - "Córki wiatrów" Magdaleny Kordel nie byłam w stanie skończyć, a z kolei ten bestseller okazał się co najwyżej przyjemnie znośnym.

Zacznijmy od plusów, do których zdecydowania należy oryginalny i ciekawy pomysł (który nota bene jest zupełnie nierealistyczny nawet pomijając elementy fantastyczne) zachowania w Polsce monarchii oraz słowiańskich wierzeń. Wykonanie też nie okazało się najgorsze, autorka dobrze przemyślała wykorzystanie elementów folkloru i wplecenie ich we współczesną rzeczywistość.

Niestety jednak, czymś/kimś, czego nie mogłam znieść okazała się główna bohaterka. Po prostu nie. Mniej więcej na co dziesiątej stronie wspominane było jak to jest jej niewygodnie być noszoną przez super przystojnego mężczyznę, co za każdym razem przyrównywane było do scen filmowych, w których wydaje się to niezwykle przyjemne. Na co piątej stronie byliśmy informowani o tym, że bohaterka szuka męża/faceta/rozmyśla o związkach/uważa się, albo jest uważana za starą pannę etc. Po jakimś czasie to po prostu męczy. Z kolei mniej więcej na co trzeciej stronie bohaterka przypomina nam jak to ona nie wierzy w bogów, zabobony i niezbyt dobrze zna polski folklor, w dodatku w tej samej częstotliwości musimy czytać, o tym nienawidzi kleszczy.  Ostatni element, który nie przypadł mi do gustu, to brak wysublimowania, czy po prostu delikatności w rzucaniu wskazówek odnośnie rozwoju akcji - z bohaterki robi to idiotkę, a z czytelnika, no cóż, też trochę niekumatego, gdyż zakłada się, że inaczej nie poskłada tej szalenie skomplikowanej akcji.

Jak można zauważyć, książka ta wzbudziła we mnie trochę negatywnych emocji, mimo iż wcale nie była okropnie tragiczna (przynajmniej byłam w stanie ją skończyć). Tak czy siak, po kontynuację nie sięgnę, cieszę się, że moja biblioteka miała tę pozycję na swoich regałach, i nadal bez entuzjazmu poszukuję dobrej polskiej książki (oczywiście kilka takich czytałam, jednak mam nadzieję, że nasz rynek ma więcej perełek).



Francesco Artibani, Elisabetta Gnone "W.I.T.C.H. Tom 1. Haloween" 6/10
W tym miesiącu, pod pewnym natchnieniem postanowiłam sięgnąć po komiksy W.I.T.C.H., które czytałam będąc jeszcze w podstawówce. Muszę przyznać, że ponowna lektura okazała się ciekawym doświadczeniem. Mimo iż fabuła nie powala na łopatki, to grafika nadal mi się podoba. W dodatku humor oraz ciekawa perspektywa np. poprzez ukazanie technologii, uczyniły lekturę interesującą oraz przyjemną. Na własnym regale mam jeszcze dwa kolejne tomy, po które może sięgnę, chociaż jakiegoś imperatywu w tym kierunku nie odczuwam.


Don Miguel Ruiz "Cztery umowy" 5/10
Szczerze zdziwiłam się, tym jak przeciętne okazała się ta książka. Poprzednie dwie pozycje autora bardzo przypadły mi do gustu, więc postanowiłam sięgnąć po tę pierwszą, oryginalną i muszę przyznać, że się rozczarowałam. Z jakiegoś powodu lektura ta mnie irytowała i była trochę zbyt szczególna. Tak jak i w "Ścieżce wolności" oraz "Ścieżce miłości" i w tej były pewne elementy o duchowości, jednak, mimo mojej tolerancji, po prostu lektura ta w ogóle do mnie nie trafiła. Oczywiście z jej ogólnymi ideami byłam już zaznajomiona, i niektóre elementy przypadły mi do gustu, jednak nie polecam tej książki. Radzę raczej sięgnąć po jedną z dwóch wyżej wspomnianych ;).

W tym miesiącu zrecenzowałam książkę:
Katherine Arden "Niedźwiedź i słowik" 7/10

*****
To na tyle! Jak zwykle mam nadzieję, że w czerwcu trafi mi się w ręce jakiś książkowy skarb. Jak na razie zapowiada się dobrze ;).

Miłego czytania,
Patsy.