niedziela, 20 sierpnia 2017

Balli Kaur Jaswal "Pikantne historie dla pendżabskich wdów" recenzja

Przekład: Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik
Data wydania: 08.2017
Ilość stron: 408

Faktem jest, że od czasu do czasu dobrze jest przeczytać coś innego - i nie mam tu na myśli różnych gatunków. Chodzi mi o głos z innej kultury, rasy, czy wyznania. Jedną z wielu zalet czytania jest właśnie to, że możemy doświadczyć czegoś nam obcego nawet nie ruszając się z domu. "Pikantne historie dla pendżabskich wdów" to idealna pozycja dla tych, którzy mają ochotę na coś trochę innego (w końcu akcja ma miejsce w Londynie), albo po prostu dla tych z nas, którzy mają ochotę na ciekawą i oryginalną pozycję :).

Opis:
Nikki, córka indyjskich imigrantów, jest barmanką w Zachodnim Londynie. Do tej pory dystansowała się od tradycyjnej sikhijskiej społeczności i wolała bardziej niezależny (czyli zachodni) styl życia. Kiedy popada w finansowe tarapaty, podejmuje pracę nauczycielki kreatywnego pisania w ośrodku w samym sercu zamkniętej londyńskiej społeczności imigrantów z Pendżabu.
Kiedy plotki wdów rzucają szokujące światło na śmierć młodej żony – nowoczesnej kobiety takiej jak Nikki – i kiedy wśród przyjaciółek rozchodzą się niektóre z erotycznych opowieści z zajęć, wybucha skandal, który stwarza zagrożenie dla wszystkich.

Wybaczcie moje estetyczne słabostki, ale muszę zacząć od tej wspaniałej okładki o.O. Widząc grafikę powyżej możecie nie podzielać mojego zdania, jednak na żywo dostrzeglibyście piękne pozłacane elementy, które tworzą świetny, trochę orientalny efekt :D. Skoro najważniejsze już mamy z głowy...

Muszę przyznać, że ta książka mnie zaskoczyła. Nie wiem czemu, ale spodziewałam się bardziej zbioru opowiadań niż normalnej fabuły - chyba po prostu sugestywny tytuł przyćmił moje zdolności kognitywne podczas czytania opisu ;). Jednak nie ma tego złego - format, w którym opowiadania są dodatkiem do fabuły podobał mi się nawet bardziej (od tego wymyślonego w mojej głowie). Uważam to za świetny zabieg nadania bardziej lekkiego wyrazu momentami cięższej fabule. Opowiadania pendżabskich wdów były zabawne, różnorodne i niekiedy dość komiczne :D.

Na ogromną pochwałę zasłużyła różnorodność poruszanych przez autorkę tematów. Balli Kaur Jaswal krytycznie podeszła do społeczności sikhijskiej dostrzegając jej zalety oraz problemy, z którymi się boryka (zaznaczę tylko, że nie jestem ekspertem w tym temacie i nie potrafię określić poziomu realności tych elementów). Rodzinne tradycje, bliskość społeczności, aromatyczne jedzenie z drugiej strony przeciwstawione są bardzo krytycznym podejściem do zasad i honoru, brakiem prywatności i problemami kobiet. Ciekawym element było również zróżnicowane przedstawienie małżeństw aranżowanych. 

Sama fabuła jest dość eklektyczna, gdyż w tej pozycji przejawiają się elementy wielu gatunków: romansu, literatury kobiecej, obyczajowej, thrilleru/kryminału. Połączenie te było ciekawym rozwiązaniem, jednak szczerze powiedziawszy myślę, że autorka mogła ominąć romans. Wydał mi się on zbędnym dodatkiem, nie wnoszącym za dużo do akcji, a w jego miejsce inne wątki mogłyby być szerzej rozwinięte. Moja opinia może być spowodowana również tym, że główna bohaterka niezbyt przypadła mi do gustu - jako dorosłej osobie brakowało jej autorefleksji i świadomości uczuć innych ludzi. Na szczęście druga narracja, jak i reszta fabuły wynagradzają te trudy ;).

"Pikantne historie dla pendżabskich wdów" to wciągająca i niesztampowa pozycja, która w dodatku przybliża nam społeczność sikhijską, o której większość z nas nie wie zbyt dużo. Jest to świetne urozmaicenie dla tych z nas, którzy mają ochotę na rozrywkową lekturę, ale na trochę innym tle :).

Moja ocena: 7/10

Miłego czytania,
Patsy.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Lekkie lektury na lato


Lekkie lektury są zawsze mile widziane na moim regale. Jak większość z nas czytelników, od czasu do czasu potrzebuję czegoś przyjemnego i wciągającego, co zapewni mi rozrywkę przez kilka godzin. Plaża, podróż pociągiem, czy samolotem, wylegiwanie w ogrodzie to wszystko świetne okazje, aby sięgnąć po coś lekkiego :D. 
Zaznaczę jeszcze tylko, że ograniczeniem jakie na siebie nałożyłam jest przeczytanie książki w tym roku.

Zacznijmy od romansu historycznego, po który tak naprawdę w tym roku sięgnęłam po raz pierwszy. Przeczytałam kilka pozycji z tego gatunku i do moich ulubionych należy seria Wallflowers Lisy Kleypas. W Polsce wydane są wszystkie cztery tomy :). Cykl ten opowiada o starych pannach (dwudziestokilkulatkach), które z różnych powodów mają trudności ze znalezieniem męża. Dziewczyny na jednym z przyjęć, na którym jak zwykle podpierają ściany, zawierają pakt mający im pomóc doprowadzić do ślubu zainteresowanych. Każda pozycja obiera za bohaterkę inną z dziewczyn, nie trzeba czytać książek po kolei, jednak o wiele przyjemniej jest chronologicznie śledzić fabułę (pierwsza część to "Sekrety letniej nocy") :). Moją ulubioną częścią jest trzecia ("Zimowy ślub"), jednak ogólnie rzecz biorąc jest to naprawdę świetna seria z tego gatunku :D.

Literatura obyczajowa to chyba najbardziej oczywisty wakacyjny wybór. Do moich ulubieńców w tym roku należą dwie pozycje Lucy Dillon "Policz do stu" oraz "Dobry uczynek". Mimo, że w pozycjach tych przewijają się trochę bardziej poważne tematy, to ogólnie rzecz biorąc są one bardzo wciągające i inspirujące. Jeszcze bardziej podróżo-przyjazne książki to "Mała księgarnia samotnych serc" Annie Darling oraz jeszcze lepsza pozycja "Nie mój jedyny" Melissa Pimentel.

Po literaturę dziecięca i młodzieżową nie sięgam często, jednak do polecenia zawsze się coś znajdzie :). "Polyanna" Eleanor H. Porter całkowicie mnie w tym roku urzekła. Jest to niesamowicie przyjemna, ciepła i inspirująca książka - idealna jeśli ktoś potrzebuję trochę więcej promyków szczęścia w swoim życiu. Trochę mniej oczywisty wybór, który podchodzi też pod kategorię fantasy to "Caraval" Stephanie Garber - bardzo wciągająca i klimatyczna pozycja, chociaż w trochę bardziej jesiennym klimacie. Jak już jesteśmy przy fantasy to lekka i przyjemna lektura warta polecenia to "Legion" Brandona Sandersona - krótka, ciekawa z elementami kryminału.

Jeśli mowa już o kryminałach, to warta polecenia jest seria o Molly Murphy autorstwa Rhys Bowen. Bardzo ciekawy kryminał retro, świetny dla tych lubiących kryminały, jednak nie mają ochoty na zimne szwedzkie klimaty.

Po tzw. literaturę kobiecą sięgam bardzo sporadycznie, czasami jednak najdzie mnie ochota na takową rozrywkę. W tym roku wybór padł na "Egomaniaca" Vi Keeland, który jednak nie jest przetłumaczony na język polski. Lekka, rozrywkowa, dość banalna, jednak nie tragicznie ;).

Dla tych bardziej odważnych, którzy mają ochotę na coś bardziej ambitnego polecam eseje Milana Kundery "Zasłona", które poruszają wiele tematów skupiając się jednak na literaturze oraz kulturze. Jest to jedna z najlepszych pozycji, którą miałam przyjemność w tym roku czytać. Dla fanów sztuki polecam "Jak czytać włoskie malarstwo renesansowe" Stefano Zufii'ego- świetny album, z dużą ilością dzieł i krótkimi komentarzami - idealna lektura w przerwach bardziej niezobowiązujących dzieł.

*****

To na tyle! Mam nadzieję, że każdy znajdzie w tym poście coś dla siebie :D. Dla zainteresowanych jakąś lekturą polecam kliknięcie w etykiety poniżej z nazwiskami autora i przejrzenie postów, w których więcej piszę o wspomnianych książkach ;).

Miłego czytania i wakacjowania,
Patsy.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Przeczytane, a niezrecenzowane: lipiec 2017 (J. K. Rowling, Tessa Dare, Sanderson, Francesca Zappia, "Dziewczyny z powstania"...)



Lipiec okazał się całkiem przyjemnym miesiącem czytelniczym :). Przeczytałam 15 książek z różnych gatunków, więc pod tym względem nie było nudno. W dodatku sięgnęłam po kilka pozycji, które już od dłuższego czasu były na moim radarze ;). Udało mi się również napisać w tym miesiącu cztery recenzje, co jest dla mnie naprawdę świetnym wynikiem (linki na dole) :D. Bez dalszych wstępów zapraszam do lektury!


Anna Herbich "Dziewczyny z Powstania" 9/10
Jak, mam nadzieję, wszyscy się orientują w sierpniu 1944 roku wybuchło powstanie warszawskie. Ono, jak i cały okres II wojny światowej było szalenie okrutnym czasem dla naszego kraju. Po książkę Anny Herbich chciałam sięgnąć już jakiś czas temu, jednak nie wiedziałam czy podołam emocjonalnie (jestem raczej empatyczną osobą). Wymówka ta wydaje się wprost niedorzeczna w porównaniu z tematem tej pozycji, którym jest przybliżenie jedenastu historii kobiet w czasie powstania warszawskiego. Muszę przyznać, że postacie te po prostu imponują swoimi przeżyciami. Realia, z którymi musiały się zmierzyć są po prostu niewyobrażalne dla dzisiejszego człowieka, a jednak tyle osób narażało i oddawało swoje życie dlatego, że nie widziały żadnej innej opcji... Trudno wyrazić swoją opinię na temat książki poruszającej takie tematy, powiem tylko, że jest to naprawdę poruszająca, dobrze skomponowana pozycja, która powinna przejść przez ręce każdego Polaka.


Francesca Zappia "Eliza and Her Monsters" 8/10
O tej książce jest dość głośno na zagranicznych portalach i w żadnym razie mnie to nie zaskakuje. "Eliza and Her Monsters" to opowieść o dziewczynie, która jest autorką bardzo popularnego komiksu, zmaga się jednak z zaburzeniami lękowymi, dorastaniem, godzeniem swojego życia online i offline oraz relacjami między ludzkimi. Było to moje pierwsze spotkanie z Francescą Zappią i muszę przyznać, że było ono bardzo udane. Mimo ilości poruszanych tematów autorka świetnie zbalansowała akcję. W dodatku romans w tej pozycji również jest ciekawie rozegrany. Książka ta okazała się naprawdę świetna i mam nadzieję, że prędzej raczej niż później wejdzie na polski rynek.



Tessa Dare"Tydzień na uwiedzenie" 5/10


Tessa Dare "Dama o północy" 5/10
Obie te pozycje niezbyt przypadły mi do gustu. Lubię czasem sięgnąć po romans historyczny i nie oczekuję po nim jakichś rewelacji, jednak te dwie powieści były po prostu nad wyraz nudne i rozwleczone. Już nie wspominając o tym, że opierają się na tym samym schemacie... Niespecjalna lektura, jednak nie zraziła mnie do autorki.

Tessa Dare "Póki starczy nam książąt" 7/10
Ta część okazała się zdecydowanie najlepsza. Mimo iż to nadal nie jest wybitna literatura (heloł romans historyczny), to jednak ta pozycja była świetną rozrywką! Ciekawa fabuła, dobre, nieirytujące postacie oraz dobrze wyważone tempo dały razem mile spędzony czas ;).


Lucy Dillon "Dobry uczynek" 7.5/10
Lucy Dillon to jedna z moich ulubionych autorek gatunku obyczajowego. Przez jej książki płynie się z łatwością, a poważniejsze tematy potrafi otoczyć przyjemnymi i ciepłymi elementami. "Dobry uczynek" w żadnym razie mnie nie zawiódł. Była to naprawdę przyjemna, inspirująca i wciągająca lektura. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał książek Lucy Dillon to szczerze polecam - ja się (jeszcze) na żadnej nie sparzyłam :).

Seanan McGuire "Every Heart a Doorway" 5/10
Ta pozycja również jest popularna na zagranicznych stronach. I szczerze rozumiem jej popularność - fabuła oparta na szkole, w której młodzież odbywa rehabilitację po wizytach w różnych fantastycznych światach brzmi interesująco. Jednak no właśnie - brzmi to słowo kluczowe. Ciekawy koncept, który jednak wyszedł trochę cienko (dosłownie, ta książka jest dość krótka). Fabuła również mnie nie powaliła, przez większość czasu byłam raczej znudzona. Pozycja ta jest chwalona za różnorodność w postaciach (głównie orientacje seksualne), jednak ja potrzebuję czegoś więcej od książek niż inność bohaterów. Ogólnie rzecz biorąc lektura ta nie była zła, aczkolwiek ja oczekiwałam czegoś więcej.

Brandon Sanderson "Legion" 6.5/10
Moje kolejne spotkanie z Brandonem Sandersonem potwierdza teorię, że lubię bardziej jego osadzone w bardziej zbliżonym do naszego świecie, niż high fantasy co jest naprawdę dziwne! "Legion" ma bardzo ciekawy koncept - główny bohater za swoich pomocników w rozwiązywaniu spraw ma swoje "halucynacje" - różnorakich specjalistów i pomocników. Pozycję tę czytało mi się przyjemnie i z łatwością mogłam wciągnąć się w akcję (chociaż pierwsza część podobała mi się bardziej). Mam nadzieję, że autor powróci jeszcze kiedyś do tego bohatera.

J. K. Rowling "Quidditch przez wieki" 7/10
J. K. Rowling "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" 6/10
Będąc w bibliotece te przepiękne wydania rzuciły mi się w oczy i z przyjemnością wzięłam je do domu. Muszę jeszcze raz podkreślić, że książki te są naprawdę wspaniale wydane - zwłaszcza ilustracje mnie zauroczyły. Jeśli chodzi o zawartość to raczej nic mnie zaskoczyło - nie są to jakieś pasjonujące lektury, jednak dla ludzi zainteresowanych światem Harry'ego Potter'a jest to ciekawy dodatek. 


Stefano Zuffi "Jak czytać włoskie malarstwo renesansowe" 8/10

Już od jakieś czasu interesuję się sztuką - głównie wspomnianym w tytule włoskim malarstwem renesansowym. Pozycja ta okazała się więc dla mnie idealna! Jest to przepiękny album najbardziej znanych obrazów oraz fresków tego okresu (chociaż nie ma w nim "Ostatniej Wieczerzy" Leonarda o.O) w najlepszym wydaniu. Każdy kto choć trochę interesuje się sztuką znajdzie w tej pozycji coś dla siebie. Stefano Zuffi używa przystępnego języka, a edycja stron pozwala na jasne przekazanie informacji (jeden obraz jest omawiany na dwóch stronach, na których znajduje się on we fragmentach i miniaturze, a wszystko to jest opatrzone krótkimi komentarzami). Jedyny zarzut jaki mam to literówki - głównie jeśli chodzi o numery stron w miejscach na odsyłanie np. do biografii artysty oraz kilka dziwnych sformułowań jak np. spokojny spokój. Te małe elementy jednak niezbyt wpłynęły na ogólny, bardzo pozytywny odbiór książki.


Książki, które przeczytałam, i zrecenzowałam to:

*****

Mam nadzieję, że sierpień będzie równie udany :D!

Miłego czytania,
Patsy.

niedziela, 30 lipca 2017

Rhys Bowen "Dublin, moja miłość" ("In Dublin's Fair City") recenzja

Przekład: Joanna Orłoś-Supeł
Data wydania: 07.2017
Ilość stron: 398
Tom w serii: 6

Kolejne spotkanie z Molly Murphy okazało się jak zwykle świetną rozrywką. W tym szóstym tomie serii (której nie trzeba czytać od początku, aby wkręcić się w akcję) wybieramy się z detektyw do rodzinnej Irlandii. Nowe tło, ciekawa fabuła i jak zwykle interesujące postacie nie zawodzą i pozwalają na mile spędzenie czasu :).

Opis:
Molly Murphy, dzielny nowojorski detektyw, powraca w 1903 roku do rodzinnej Irlandii, by poprowadzić poszukiwania siostry irlandzko-amerykańskiego impresario. Przed laty kobieta była zbyt chora, by wraz z rodziną pożeglować do Stanów w ucieczce przed panującym głodem i została pozostawiona sama sobie. Teraz zaś skruszony brat chce zapisać jej cały swój majątek.

Bogata w historyczne detale, atmosferę przełomu wieków i urzekające postaci, Dublin, moja miłość jest trzymającą w napięciu kontynuacją bestsellerowej serii kryminałów Rhys Bowen.

Moim ulubionym elementem książek w tej serii jest wspaniale zarysowane tło historyczne. Rhys Bowen jak zwykle wykonała naprawdę świetną pracę badawczą. Autorka nie tylko umieszcza bohaterów w centrum wydarzeń tamtych czasów, ale i kolorowo oraz niezwykle ciekawie opisuje codzienne realia życia różnych warstw społecznych. Od ubioru przez pozycję kobiety w społeczeństwie po trendy w sztuce i literaturze. Wszystko to płynnie wplata w akcję.

A propos ważnych wydarzeń - dzięki tej pozycji został mi przybliżony problem niepodległości Irlandii z początku XX wieku, o którym, szczerze powiedziawszy, wiedziałam niewiele. Plaga głodu, emigracja, walka o niepodległości, okropne traktowanie kultury oraz gospodarki Irlandii przez Anglików... Rhys Bowen bardzo dobrze naświetliła ten moment w historii poszerzając horyzonty czytelnika, jednocześnie inspirując do samodzielnego zagłębienia się w poszukiwanie informacji na temat tamtych zdarzeń.

Jako główna bohaterka Molly Murphy sprawdza się naprawdę fantastycznie. Jest uparta, odważna i odrobinę pyskata (bardzo pyskata jeśli mówimy o konserwatywnych czasach początku XX wieku) co sprawia, że z łatwością angażuje czytelnika w swoje losy. Może nie jest geniuszem na skalę Holmesa, jednak dla mnie jest to element pozytywny - dzięki temu pozycja ta ma świetny klimat kryminału retro.

Jedynym elementem, który trochę mnie zawiódł w tej części to fabuła. W Nowym Jorku (skąd płynie Molly) niedokończone wątki w ogóle nie są poruszane w tej pozycji, a na koniec książki do tego dochodzi kolejna sterta problemów głównej bohaterki i to w poważnym wydaniu. Rozumiem, że jest to raczej szybka lektura, jednak przydałoby się trochę zgrabnie zakończonych wątków.

"Dublin, moja miłość" jest kolejną świetną pozycją w serii. Kryminał retro w wydaniu Rhys Bowen jest klimatyczny, edukujący oraz ciekawy. Czyni to z niego idealną pozycję dla fanów kryminałów, przez którą można przebrnąć szybko jednocześnie dowiadując się czegoś nowego :).

Moja ocena: 6.5/10

Miłego czytania,
Patsy.

niedziela, 23 lipca 2017

Mindy McGinnis "Dyskretne szaleństwo" ("A Madness So Discreet") recenzja

Przekład: Monika Wiśniewska
Data wydania: 07.2017
Ilość stron: 392

"Dyskretne szaleństwo" Mindy McGinnis już od długiego czasu było na mojej liście książek do przeczytania, a idealną okazją do sięgnięcia po nią było wydanie tej pozycji po polsku. Po trochu nie wiedziałam czego się spodziewać, prócz tła w postaci szpitala psychiatrycznego oraz odrobiny relacji w stylu Sherlocka i Watsona. Moje oczekiwania w większości zostały spełnione, a dodatkowe smaczki zaraz opiszę ;).

Opis:
Grace Mae doskonale wie, czym jest szaleństwo. Otacza ją z każdej strony. Zesłana do przytułku dla obłąkanych w Bostonie, ciężarna i głodzona dziewczyna niemal niknie w oczach. Milczenie to jedyny azyl, który jednak nie pozwala zapomnieć o dawnej krzywdzie.
Pomimo drastycznych warunków, w jakich przebywa Grace, pewnego dnia dostrzega ją wyszkolony frenolog i amator psychologii kryminalnej doktor Thornhollow. To on odkrywa potencjał genialnego umysłu dziewczyny i widzi w niej partnerkę w badaniu mrocznych zagadek.

Ogromnym plusem tej pozycji jest dla mnie brak romansu! Grace, główna bohaterka, wiele doświadczyła i według mnie bardzo dobrze pasowało do akcji to, że nie angażowała się w żadne romanse. Muszę przyznać, że ogólnie rzecz biorąc związki międzyludzkie zostały bardzo dobrze ukazane w tej pozycji - w szczególności przyjaźnie, które znacząco wzbogaciły fabułę.

Kolejnym wartym uwagi elementem jest świetny nastrój tej powieści. Nie nazwałabym jej thrillerem, jednak  obecny jest mroczny, gotycki nastrój. Szpital psychiatryczny w tle, traumatyczne doświadczenia oraz poszukiwanie zabójcy razem daje naprawdę nastrojową mieszankę. Dla czytelników, którzy wolą dopasowywać swoje lektury do pór roku, myślę, że byłaby to idealna książka na jesienno-zimowe klimaty.

Opis daje nam zapowiedź dość oryginalnej fabuły - wspomniałam już o tle zakładu psychiatrycznego, jednak ważnym elementem akcji jest poszukiwanie mordercy oraz współpraca Grace z lekarzem zajmującym się rozwiązywaniem zabójstw metodą dedukcji. Ta relacja nasuwa od razu porównanie z Holmesem i Watsonem, jednak jest między nimi sporo różnic. Obie postacie są odrobinę dysfunkcyjne, mają swoje problemy oraz, no cóż, nie są tak genialną i zgraną parą. Muszę przyznać, że ten element fabuły trochę mnie zawiódł. Dość trudno zawrzeć w książce tyle ile widocznie chciała autorka, jednak miałam wrażenie, że ta cała praca detektywistyczna została potraktowana po macoszemu. Brakowała mi w niej głębi. Chciałabym tylko zaznaczyć, że patrzę z perspektywy osoby, który jest dość dobrze zaznajomiona z powieścią detektywistyczną okresu, w którym autorka umieściła tę pozycję. Rozwiązywanie morderstwa jest po prostu jednym z wątków, w żadnym wypadku nie jest on głównym, więc uprzedzam ;).

Jednym elementem, który nie przypadł mi do gustu jest typowy model bohaterki jako wyjątkowej, obdarzonej specjalnym talentem, albo umiejętnością. Wspaniałe umiejętności (z tego co rozumiem jest to zwracanie dużej uwagi na szczegóły, może pamięć fotograficzna) Grace rzadko się ukazywały, a tak naprawdę to na ich podstawie została zauważona przez doktora Thornhollow'a. Zaznaczę tylko, że ja osobiście nie jestem fanką takiego modelu bohatera, całe szczęście Mindy McGinnis nie przesadziła i nie był to bardzo kłujący mnie w oczy element.

"Dyskretne szaleństwo" to bardzo nastrojowa, momentami dość mroczna powieść z ciekawą i oryginalną fabułą. Czyta się ją szybko, a losy Grace angażują czytelnika. Chciałabym tylko zaznaczyć, że wątek przewodni dotyczy radzenia sobie z traumą przez główną bohaterkę, a poszukiwanie mordercy jest wątkiem pobocznym. Przez gotycką atmosferę książka ta idealnie sprawdzi się na jesienne wieczory ;).

Moja ocena: 6.5/10

Miłego czytania,
Patsy.

niedziela, 16 lipca 2017

Melissa Pimentel "Nie mój jedyny" ("The One That Got Away") recenzja

Przekład: Magdalena Nowak
Data wydania: 07.2017
Ilość stron: 360

Lato jest dla mnie czasem lekkich i interesujących lektur! Wakacje to reset również w kategorii literatury ;). Muszę przyznać, że "Nie mój jedyny" wspaniale sprawdził się w tej roli! Świetny humor, ciekawa fabuła i dobre postacie złożyły się na znakomitą rozrywkę :D.

Opis:
Ruby i Ethan byli dla siebie stworzeni, ale pewnego dnia niespodziewanie się rozstali. Dziesięć lat później Ruby, mieszkanka Nowego Jorku, prowadzi życie singielki. Ostatnią dekadę poświęciła karierze i odnalezieniu się w tętniącym życiem Manhattanie. Z trudem udaje się jej wygospodarować czas, by polecieć do Anglii na ślub siostry. Nie zastanawia się, jak to będzie ponownie zobaczyć Ethana. Podczas ostatnich nerwowych przygotowań do ceremonii, Ruby wciąż myśli o tym, czy decyzja, którą podjęła dziesięć lat temu, była słuszna. Ponieważ nic nie wskrzesza wspomnień tak jak ślub…

Ta książka byłaby naprawdę świetnym filmem (przynajmniej dla mnie). Akcja w teraźniejszości jest przeplatana fragmentami przeszłości, w której Ethan i Ruby się poznali - osobiście bardzo lubię taką formę przedstawiania fabuły. Dodatkowo lektura ta świetnie łączy wiele tematów, a nie skupia się tylko na romansie. Poświęcanie życia dla kariery, trudność w odnajdywaniu się w nowym mieście, zderzenie oczekiwań z rzeczywistością, depresja, kryzys finansowy, a nawet internetowa sława! A to nie są wszystkie ciekawe wątki. "Nie mój jedyny" naprawdę zaskoczył mnie pod względem wielowymiarowości. Mimo kilku cięższych tematów pozycję tę czytało się szybko i z ogromną ciekawością - z niecierpliwością przewracałam kolejne strony.

Bohaterowie również mnie nie zawiedli. Ogromnie spodobało mi się, że Ruby nie była w żadnym razie bohaterką idealną, była normalna, ludzka - popełniała błędy, miała swoje problemy i wyrzuty sumienia, ale w żadnym momencie nie uważałam jej za irytującą. Pierwszoosobowa narracja również bardzo pomagała w lepszym zrozumieniu bohaterki. Melissa Pimentel wykonała świetną robotę w sportretowaniu tej postaci. Tak naprawdę polubiłam wszystkich bohaterów, co naprawdę nie zdarza się w książkach tego gatunku często. Nawet te bardziej irytujące i rzadko spotykane modele jakoś potrafiły mnie udobruchać ;).

Coś na co chciałabym również zwrócić uwagę to skupienie się na bohaterce - jej przeżyciach, rozwoju, historii i nie opieranie fabuły w całości na romansie. Jest on obecny (głównie we fragmentach z przeszłości), ale autorka świetnie pokazuje, że Ruby jest kimś więcej niż zakochaną, roztrząsającą przeszłość kobietą. Jeszcze raz podkreślę jak bardzo spodobało mi się bardziej realistyczne podejście do relacji, czy to w trakcie związku, czy po nim.

Jedynym elementem, który z przyjemnością widziałabym bardziej podrasowanym jest zakończenie. Było one dobre i dość satysfakcjonujące, tylko chciałam, żeby było dłuższe! Ciekawy byłby również epilog. Wiem, wiem, trochę się czepiam, ale zakończenia są dość ważne :D. 

"Nie mój jedyny" bardzo mi się spodobał. Jest to idealna książka, jeśli macie ochotę na coś lekkiego, co jednocześnie niesie ze sobą jakość dobrej powieści. Bohaterowie, fabuła oraz angielskie wzgórza i zamki w tle okazały się wspaniałą rozrywką! 

Moja ocena:7/10

Miłego czytania,
Patsy.

niedziela, 9 lipca 2017

Julie Israel "Indeks szczęścia Juniper Lemon" recenzja

Przekład: Joanna Dziubińska
Data wydania: 07.2017
Ilość stron: 376

Po książki młodzieżowe sięgam dość sporadycznie, a mój wybór jest zazwyczaj poparty dobrymi opiniami i ciekawą fabułą, która opiera się na czymś więcej niż romanse. "Indeks szczęścia Juniper Lemon" spełnił powyższe wymagania, a oryginalny opis dodatkowo mnie zainteresował. Mimo iż książka ta nie powaliła mnie na łopatki, to jednak lektura minęła mi bardzo szybko i przyjemnie.

Opis:
Minęło sześćdziesiąt pięć dni od wypadku, który na zawsze odmienił życie Juniper. Świat bez jej cudownej starszej siostry Camilli stał się zimnym i smutnym miejscem.
Pewnego dnia Juniper odkrywa list siostry napisany w dniu wypadku. List, w którym Cam zrywa z tajemniczym „TY”. Jest w szoku – nie wiedziała o związku siostry i ziejąca dziura w jej sercu wydaje się jeszcze większa. Jaka naprawdę była Cam? Postanawia się tego dowiedzieć, odkryć tożsamość
„TY” i dostarczyć mu list.
Ale wtedy Juniper coś gubi. Drobiazg, niewielką kartkę. Jedną z wielu, na których codziennie notuje swój prywatny poziom szczęścia i katalog własnych „wzlotów i upadków dnia”. A ta fiszka jest wyjątkowa: zawiera tajemnicę, o której nikt nie może się dowiedzieć.

Po pierwsze: wspaniała grafika! Nie oceniam książek po okładkach, jednak ładne wydanie od razu przykuwa moje spojrzenie ;). Świetne kolory i czcionka bardzo przypadły mi do gustu. 

"Indeks szczęścia Juniper Lemon" wciąga od pierwszej strony. Julie Israel od razu wrzuca czytelnika w akcję i muszę przyznać, że robi to bardzo dobrze. Nie czułam się pogubiona, a raczej od razu zainteresowałam się losami Juniper. Autorka również świetnie kontroluje tempo książki. Akcja jest zrównoważona, nieprzytłoczona jednym elementem. Dzięki temu z łatwością można podtrzymać zainteresowanie, a przez lekturę idzie się szybko i z łatwością - pozycja ta jest więc świetna na podróż, czy dzień na plaży. 

Książki młodzieżowe, po które sięgam muszą mieć jakiś głębszy element fabuły. Ta pozycja prezentuje nam losy Juniper Lemon, która zmaga się ze stratą swojej starszej siostry. Pośrednio ukazuje również zmagania jej bliskich: rodziców i znajomych. Element ten według mnie został dość dobrze rozwinięty, jednak momentami brakowało mi większego nacisku na  introspekcję głównej bohaterki. W książce tej występuje również ważny element przyjaźni oraz, w późniejszej części, romans. Co do romansu to (całe szczęście ;) zbytnio mi on nie przeszkadzał (nie jestem fanką miłości w wydaniu nastoletnim), chociaż możliwe, że było to spowodowane tym, że nie był on zbyt przekonujący, a nawet powiedziałabym odrobinę wymuszony - i tutaj brakowało mi przemyśleń i uczuć Juniper.

Ostatnim czynnikiem, który chciałam poruszyć jest to, że ta pozycja jest młodzieżowa w większym stopniu niż się spodziewałam. Juniper jest w przedostatniej klasie liceum i, no cóż, tak się zachowuje. Nie wiem, czemu oczekiwałam czegoś bardziej dojrzałego (prawdopodobnie przez element żałoby), jednak nie zmienia to faktu, że pod tym względem trochę się rozczarowałam. Przyjaźnie, związek, radzenie sobie z problemami, humor... To wszystko było w wydaniu nastoletnim - wiem, że dla wielu jest to zaleta, jednak ja po takiej tematyce oczekiwałam czegoś bardziej dojrzałego. 

"Indeks szczęścia Juniper Lemon" to przyjemna, wciągająca lektura, która jednocześnie porusza trudny temat radzenia sobie ze stratą bliskiej osoby. Mimo iż wolałabym, żeby ta pozycja była w bardziej dojrzałym wydaniu, to jednak wiem, jak istotne jest to, żeby młodzież miała kontakt z tak ważnymi tematami.

Moja ocena: 6.5/10

Miłego czytania,
Patsy.

niedziela, 2 lipca 2017

Przeczytane, a niezrecenzowane: czerwiec 2017 (Fight Club, Roald Dahl, Vi Keeland, Umberto Eco, Kundera...)


W tym miesiącu przeczytałam dwanaście pozycji, jednak niestety mało z nich mi się naprawdę podobało. Czerwiec jednak był dość dziwnym i ciężkim miesiącem, więc i tak cieszę się z lektur, które udało mi się przeczytać :D.

Milan Kundera "Zasłona" 8.5/10
Po pierwsze: uwielbiam okładki książek tego autora w edycji wydawnictwa W.A.B. - ich połączenia kolorystyczne są po prostu fantastyczne! Po drugie: pozycja ta okazała się ogromnym (pozytywnym) zaskoczenie. To "Nieznośna lekkość bytu" zwróciła moją uwagę na tego autora (jeszcze czeka na półce), jednak będąc w bibliotece skusiły mnie również inne książki Milana Kundery. "Zasłona. Esej w siedmiu częściach" to świetne dzieło pokrywające wiele tematów: od obrazu literatury na przestrzeni dziejów, epizodów z życia pisarzy, czy podjęcie tematów kulturowych takich jak np. percepcja krajów Europy Środkowej, co było naprawdę niezwykle ciekawe! Z pewnością sięgnę po kolejne książki tego autora. "Zasłonę" polecam serdecznie - jest to świetna lektura również na wakacje, jeśli mamy ochotę na coś bardziej wartościowego, a jednocześnie nie grającego na naszych emocjach. 
Annie Darling "Mała księgarnia samotnych serc" 6.5/10
Lekkie romanse nie zawsze mnie kuszą, ale jeśli dodamy do tego element książkowy, to nie zastanawiam się zbyt długo ;). Książka ta była bardzo przyjemną, lekką lekturą, która jednocześnie była świetnie przepleciona nawiązaniami do mniej i bardziej znanych lektur. Podczas lektury z łatwością utrzymywałam uśmiech na ustach, a humor bardzo mi się spodobał. Dodatkowo - wydanie jest naprawdę świetne - okładka ma prawdziwie wycięte okienko :D. Może ta pozycja nie powaliła mnie na łopatki, ale była ona naprawdę przyjemna i ciekawa (czy już wspominałam o książkach?) i wspaniale wpasowuje się w lekkie, wakacyjne klimaty. 

Marek Aureliusz "Rozmyślania" 5.5/10
Marek Aureliusz już kilka la temu przykuł moją uwagę podczas czytania książki "Projekt szczęście". W "Rozmyślaniach" odnalazłam wiele świetnych myśli, jednak muszę przyznać, że się trochę zawiodłam, gdyż nie odnalazłam wielkiego skarbu filozoficznego w tej pozycji (chociaż o pewnych przemyśleniach cesarza zdarza mi się nadal myśleć). Lektura ta jednak była bardzo ciekawym doświadczeniem. 

Thích Nhất Hạnh "Cisza. Siła spokoju w świecie pełnym zgiełku" 7/10
W moim filozoficznym nastroju postanowiłam sięgnąć po książkę prezentującą trochę inne podejście do życia. Autor "Ciszy" jest buddyjskim mnichem, który napisał wiele pozycji na ten, i jemu pokrewne, temat. Jak sam tytuł wskazuje, książka ta zwraca uwagę na brak ciszy w naszym życiu - i to nie tylko w dosłownym tego słowa znaczeniu. Chodzi tu o wartościową, świadoma ciszę, którą można nazwać medytacją. Autor prezentuje wiele sposobów na odnalezienie tego ważnego elementu w naszym życiu i podkreśla wagę wewnętrznej równowagi. Pozycja ta bardzo przypadła mi do gustu zwłaszcza ze względu na praktyczność uważności w naszym codziennym życiu. I nie ma się co bać, Thich Nhat Hanh podchodzi do tematu naprawdę zdroworozsądkowo, a swoje myśli przedstawia jasno i zrozumiale.

 Chuck Palahniuk "Fight Club. Podziemny krąg" 4/10
Sięgnęłam po tę pozycję tylko dlatego, że słyszałam, że ma świetny zwrot akcji, który lepiej poznać samemu i uniknąć spoilerów. I muszę przyznać, że ten element dość mnie zaskoczył. Jednak co mnie zaskoczyło bardziej to fakt, że ta pozycja jest naprawdę pokichana, używając tego pięknego eufemizmu mam na myśli, że jest ona dziwaczna, obrzydliwa i ogólnie rzecz biorąc niefajna. Rozumiem, że autor chciał wyrazić absurdy naszego życia, jednak zdecydowanie trafia nam się tu przypadek przerostu formy nad treścią. Chcę również tylko zaznaczyć, że nie oglądałam filmu, i szczerze powiedziawszy zupełnie nie mam na to ochoty.

Roald Dahl "Matylda" (ponownie) 4/10
Czytałam tę książka przynajmniej 7 lat temu i już wtedy chyba jej nie pokochałam, jednak z jakiegoś powodu zostawiłam ją na półce i miałam wrażenie, że całkiem ją lubię o.O. Postanowiłam przeczytać ją ponownie i naprawdę nie rozumiem co ludzie widzą w tej pozycji. Jeśli chodzi o przykład dla dzieci to uważam, że bez krytycznego myślenia jest ona beznadziejna wzorcem , a ten wspaniały element książek objawia się po prostu stwierdzeniem faktu, że Matylda czyta i wyliczaniu tytułów. Niestety lektura ta nie jest dla mnie :c. 

Susanna Buricchi "Uffizi. Florencja" 7/10
Przygotowując się do odwiedzenia tego wspaniałego muzeum postanowiłam sięgnąć po tę pozycję w bibliotece. Lektura ta przedstawia najbardziej znane obrazy wraz z ich krótkim opisem w przystępny i ciekawy sposób :).

Umberto Eco "Historia krain i miejsc legendarnych" 5.5/10
Jest jeden powód, dla którego ta pozycji niezbyt mi się spodobała i jest nim niespełnione oczekiwanie. Przytoczę ty fragment opisu, który najbardziej mnie skusił: Od poezji Homera po współczesne science fiction, od Pisma Świętego po komiksy, mijając po drodze kamienie milowe naszej literackiej edukacji (Guliwera, Alicję z Krainy Czarów, Tolkiena i Marco Polo). A oto rzeczywistość: Tolkien został wspomniany dwa razy bez żadnego komentarza, w tym jeden raz był w podpisie obrazka z "Władcy Pierścieni". Z science fiction i "Alicją z Krainy Czarów" nie było wiele lepiej. Szczerze nie rozumiem dlaczego ta książka jest opatrzona takim opisem, gdyż po prostu myli to czytelnika. Ta pozycja nie jest głównie o literaturze, a o wierzeniach ludzi w różne miejsca, które są poparte relacjami piśmiennymi (jakimi innymi miałaby być...): o różnych wyspach, kontynentach, rasach, a w minimalnym stopniu o rzeczywistości w pozycjach z gatunku fantasy. Dodatkowym minusem jest fakt, że ta książka jest po prostu nudna, mimo ciekawych tematów w niej poruszanych. Plusem jest za to świetne wydanie, jednak nie żałuję, że wypożyczyłam tę pozycję z biblioteki.

Wacław Felczak "Historia Węgier" 6/10
Z pozycją tą miałam już kontakt kilka miesięcy temu, ale wtedy skupiałam się na XX w., czego niestety polecić nie mogę (pozycja ta została wydana w czasach komunistycznych i jej wiarygodność jest wątpliwa w przypadku niektórych tematów). Jednak czytając tę pozycję od początku spędziłam całkiem miło czas. Wacław Felczak pisze przystępnie, a historia Węgier jest całkiem ciekawa zwłaszcza jej przeplatanie się z naszą. 

Elizabeth Chadwick "Pieśń królowej" 5/10
Pozycja ta była moim zdaniem średnia. Elizabeth Chadwick obrała sobie za główną bohaterkę niezwykle ciekawą postać historyczną: Eleanorę Akwitańską królową Francji, a później Anglii - jest to według mnie najlepszy element tej książki - fakt, że możemy się dowiedzieć więcej o tej ciekawej kobiecie. Jednak wykonanie... Z tym miałam trochę więcej problemów. Dialogi były bardzo sztuczne, fabuła dosyć sztywna i raczej ograniczona, a do tego akcja nieprzyjemnie się wlekła. Dopiero ostatnie kilkadziesiąt stron tej pozycji były w miarę ciekawe. Z tego co wiem, książka ta jest pierwsza w trylogii, jednak raczej nie będę kontynuować tej przygody.

Vi Keeland "Egomaniac" 6/10
W pewnym momencie naszła mnie ochota na coś relaksującego i odmóżdżającego - sięgnęłam więc po książkę z gatunku new adult. To nie jest moje pierwsze spotkanie z Vi Keeland i pewnie nie ostanie, gdyż mimo tego, że jej książki nie powalają mnie na łopatki, to są właśnie takie jak oczekuję, czyli relaksujące. Oczywiście nie ma co tu oczekiwać wielkiej literatury, jednak romansu, humoru i kiczowatych opisów owszem ;).

Tessa Dare "Noc uległości" 5/10
Słyszałam dobre opinie o książkach Tessy Dare, więc będąc w humorze na romans historyczny postanowiłam sięgnąć po pozycje tej autorki. Niestety trochę się rozczarowałam. Jak dotąd miałam do czynienia tylko z Lisą Kleypas w tym gatunku, której pozycje bardziej przypadły mi do gustu. "Noc uległości" (matko ten tytuł o.O) była raczej nudna, dość rozwleczona i jakoś niepowalająca ;). Dam autorce jeszcze szansę, jednak w razie czego zwrócę się do innych książek a tego gatunku.

THE END

Trochę się tego nazbierało :D. Mam nadzieję, że lipiec będzie bardziej obfitował w perełki literatury (nawet jak miałyby one być lekkie i przyjemne)!

Miłego czytania,
Patsy.

niedziela, 25 czerwca 2017

Najbardziej wyczekiwane zapowiedzi! 2/17


Przygotowując ten post, doznałam małego (raczej całkiem dużego) szoku, gdyż wszystkie pozycje na tej liście zahaczają o literaturę młodzieżową. Mała ciekawostka: nie jestem wielką fanką tego gatunku ;P. Oczywiście trochę generalizuję, gdyż pozycje, które zaraz przedstawię reprezentują sobą trochę więcej (mam przynajmniej taką nadzieję) niż błahe historyjki. 

Kasie West 
"Blisko ciebie"
5 lipca
Autorka ta wydała już całkiem sporo młodzieżowych romansów, które mnie zupełnie nie kręcą. Jednak kiedy dodamy do tego noc w bibliotece moja ciekawość jakoś niepostrzeżenie wzrasta :D. Jestem po prostu ciekawa jak autorka rozwinie ten ciekawy element.

Julie Israel 
"Indeks szczęścia Juniper Lemon"
5 lipca
Elementem, który bardzo wpływa na mój pozytywny odbiór literatury młodzieżowej, jest poruszanie ważnych i trudnych tematów - w przypadku tej pozycji jest to strata siostry. Akcja pozycji opiera się na tym, że główna bohaterka gubi swój tytułowy indeks szczęścia (a przynajmniej tak rozumiem opis ;). Bardzo zaciekawiła mnie ta fabuła, a dodatkowo okładka jest naprawdę śliczna ;D.

Mindy McGinnis
"Dyskretne szaleństwo"
14 lipca
Tą pozycją jestem zainteresowana już od długiego czasu - chciałam sięgnąć po oryginał, ale jakoś zawsze miałam inne priorytety. Z tego co wiem jest to połączenie fikcji historycznej oraz powieści detektywistycznej (wraz z jakimś dramatem, gdyż bohaterka niezasłużenie trafia do szpitala psychiatrycznego). Z pewnością sięgnę po tę pozycję, gdyż jestem jej bardzo ciekawa - zwłaszcza teraz, gdy jest ona na wyciągnięcie ręki :D.

 Cinda Williams Chima
"Zaklinacz ognia"
16 sierpnia
W końcu! Serię "Siedem królestw" tej autorki bardzo lubię, więc oczywistością jest, że chciałam sięgnąć po kontynuację (nowe postacie, lata po wspomnianym cyklu). Niestety wydawca ciągle przesuwał wydanie tej pozycji z winy oryginalnego wydawcy - druga część serii dostała okładkę w innym stylu niż pierwsza - przynajmniej polski wydawca dba o nasze spełnienie estetyczne ;D. Nie mogę się doczekać tej pozycji! 

Kathryn Ormsbee
"Milion odsłon Tash"
16 lipca
Moją ciekawość uruchomiły książki na okładce, a późniejsze porównanie do "Fangirl" jeszcze bardziej wzmogło moje zainteresowanie. Jednak elementy vlogów i internetowa sława w dość  (zdawałoby się) dziecinnym wydaniu trochę mnie odstraszyły ... Zobaczymy ;).

Leigh Bardugo
"The Language of Thorns"
29 września
Ta okładka o.O. "The Language of Thorns" (Język cierni) jest zbiorem baśni z uniwersum książek autorki (Trylogia Grisha i "Szóstka wron") co brzmi wprost fantastycznie ;). Leigh Bardugo jest wspaniałą pisarką i z chęcią sięgnę po taki wspaniały dodatek do serii, którą uwielbiam ("Szóstka wron"). Pozycja ta jest również wypełniona pięknymi ilustracjami Sary Kipin.

*****
Nadchodzące miesiące zapowiadają się bardzo ciekawie :D!

Miłego czytania,
Patsy

niedziela, 18 czerwca 2017

Półroczny przegląd czytelniczy (TAG)



Już w ostatnich latach chciałam napisać ten post, ale jakoś zawsze to półrocze mi uciekało ;). W tym roku jestem na czas! Ten tag znalazłam na youtube (autorzy: readlikewildfire i earlgreybooks) i postanowiłam wykorzystać jego pytania :D.

1. Najlepsza książka roku 2017 (jak dotąd)
Przeczytałam tyle wspaniałych książek w tym roku, że aż trudno wybrać jedną najlepszą... więc pozwolę sobie wybrać kilka, gdyż zachwytów nigdy nie za mało!
Leigh Bardugo "Królestwo kanciarzy"
Brian Staveley "Ostatnia więź"
R. J. Palacio "Cud chłopak"
Jandy Nelson "Oddam ci słońce"


2. Najlepsza kontynuacja roku 2017 (jak dotąd)
Wiadomo wszystkie powyższe ;P, jednak dla różnorodności:
Marissa Meyer "Winter"


3. Nowość, której jeszcze nie przeczytałeś, a chcesz
"Skullsworn" Briana Staveley - jak na razie jest wydana po angielsku, jednak nie podoba mi się aktualna okładka... Niecierpliwe więc czekam na wydanie brytyjskie lub polskie :D


4. Najbardziej wyczekiwana zapowiedź na drugie półrocze
"Starcie królestw" Cindy Williams Chima - postanowiłam poczekać na wydania polskie, jednak przez zawirowania ze zmianą okładki oczekiwanie baaaardzo się przedłużyło.

5. Największe rozczarowanie
Renee Ahdieh "Gniew i świt" - miałam duże oczekiwania, więc może dlatego tak wyraźnie się rozczarowałam.

6. Największa niespodzianka

Stephanie Garber "Caraval" - przeciwnie do powyższej lektury, względem tej nie miałam dużych oczekiwań - chciałam po prostu się rozerwać. A tu proszę! Bardzo przyjemnie spędzony czas, świetna atmosfera i oryginalna fabuła :D.

7. Książka, która cię wzruszyła
R. J. Palacio "Cud chłopak" - ahhh, ta książka, jest jak miód na serce :3. Nie mogę się doczekać filmu (premiera w listopadzie).


8. Nowy ulubiony pisarz (debiut, albo nowy dla mnie)
Kusi mnie, żeby wybrać autora, które pierwszą pozycję właśnie czytam, ale nie wiem, czy byłoby to rozsądne ;P. Przeglądając moją listę przeczytanych pozycji, zauważyłam, że nie przeczytałam zbyt wiele nowych twórczości...
Lisa Kleypas - może nie powala mnie na kolana, ale jej historyczne romanse są świetną i lekką rozrywką ;)


9. Najnowsze książkowe zauroczenie
Kurczaczki - jakoś w tym roku szału w tym temacie nie ma ;P. Jestem więc zmuszona wybrać bohatera z pierwszej książki jaką w 2017 przeczytałam.
Kaz Brekker z "Królestwa kanciarzy" Leigh Bardugo :3



10. Książka, która cię uszczęśliwiła
"Polyanna" Eleanor H. Porter


11. Nowy ulubiony bohater
Valyn (Brian Staveley Kroniki Nieciosanego Tronu) - nie tak nowy, bo z marca, jednak na siłę wybierać nie będę ;P.

12. Najpiękniejsza książka, którą nabyłeś w tym roku
W tym roku jakoś nie szaleję z zakupami, więc dużego wyboru nie mam. Jednak najbardziej estetycznie zadowalające lektury to:
Stefano Zuffi "Jak czytać włoskie malarstwo renesansowe"
Marta Dymek "Jadłonomia"


13. Jakie książki musisz przeczytać do końca roku
Moja lista jest dłuuuga. Ostatnio mam parcie na literaturę bardziej ambitną i na tę chwilę czekają na mnie książki Milana Kundery. Chciałabym również przeczytać Wiedźmina, kilka książek Robin Hobb oraz kilka węgierskich tytułów. Jednak to tylko wierzchołek góry lodowej :D


THE END

Całkiem miły tag :). Jak na razie mój rok czytelniczy idzie obiecująco i nie mogę się doczekać dalszych odkryć :D!

Miłego tygodnia,
Patsy.

niedziela, 11 czerwca 2017

Stosik 2/2017


W ostatnich miesiącach przydarzyło mi się nagromadzić całkiem sporo książek (jak na moje zwyczaje) czas więc na stosik! Baz zbędnych wstępów:


1. Annie Darling "Mała księgarnia samotnych serc"
Bardzo spodobał mi się jej opis, gdyż miałam ochotę na coś lekkiego, a element książkowości zawsze kusi ;). Lektura już za mną i muszę przyznać, że było przyjemnie :).

2. Catherynne M. Valente "O pewnej dziewczynce i jej podróży wokół krainy czarów na okręcie własnoręcznie wykonanym"
W zeszłym miesiącu przeczytałam książkę tej autorki i od razu ogarnęła mnie ochotę na kolejną :D. Dodatkowo chciałam raczej coś lżejszego, a po lektury dla młodszych czytelników sięgam rzadko.

3. Brian Staveley "Miecze cesarza"
Jestem ogromną fanką tej serii. Byłam w posiadaniu dwóch kolejnych tomów, jednak pierwszy czytałam dzięki bibliotece. Jednak, jak wspomniała, tak lubię tę serię, że po raz pierwszy w moim życiu, postanowiłam kupić książkę, która już przeczytałam o.O.


4. Thich Nhat Hanh "Cisza"
Rozwój osobisty jest dla mnie bardzo ważny i przeglądając książki związane z interesującą mnie jego gałęzią natknęłam się na tę pozycję. Jej opis jest bardzo interesujący i myślę, że niesie ze sobą wiadomość warto przypominania od czasu do czasu :).

5. Christophe Andre, Matthieu Ricard, Alexandre Jolllien "Trzech przyjaciół w poszukiwaniu mądrości"
Książka podobnie jak ta powyżej skusiła mnie swoją tematyką - bardziej filozoficzną i refleksyjną. Cóż począć jak się jest w kontemplującym nastroju :P - trzeba zaspokoić wołania duszy.

6. Marek Aureliusz "Rozmyślania"
Ekhem, filozofia ostatnio często jest na tapecie :D. Właśnie jestem w trakcie lektury, jednak na łopatki powalona jak dotąd nie zostałam.

Wszystkie książki na tym zdjęciu wymieniłam w akcji Znaku w sklepie Medicine.

7. Arturo Perez-Reverte "Misja: Encyklopedia"
Książka ta przykuła moją uwagę już wcześniej, jednak nie aż tak, żeby po nią od razu sięgać ;). Skorzystałam z akcji i czeka mnie długa lektura ;D.

8. Agata Bromberek, Agata Wielgołaska "Turcja. Półprzewodnik obyczajowy"
Po pierwsze: ta okładka jest bardzo ładna :). Po drugie: Turcja nie jest moją fascynacją, ale myślę, że jest to dobra okazja, aby dowiedzieć się więcej o tym kraju i jego obyczajach.

9. Magdalena Kordel "Córka wiatrów"
Szczerze, to sięgnęłam po tę pozycję tylko ze względu na jej aurę nowości. Nie czytałam nic tej autorki, a opis fabuły jakoś mnie nie porwał. Jednak uznałam, że jest to świetna okazja, aby przekonać się na własnej skórze co o niej sądzę :).


10. Stefano Zuffi "Jak czytać włoskie malarstwo renesansowe"
Bardzo lubię sztukę, a najbardziej... włoski renesans ;). Pozycja ta więc od razu mnie skusiła!

11. Marta Dymek "Jadłonomia"
Muszę przyznać, że jest ze strony Jadłonomia wykonałam już kilka przepisów i wszystkie wyszły świetnie: proste (i w większości niedrogie) składniki i dobre opisy to coś czego mój brak doświadczenia kulinarnego wymaga ;D. To wznowione wydanie podoba mi się o wiele bardziej - format jest mniejszy, a tym samym poręczniejszy ;). Jeśli ktoś nie wchodził na stronę Marty, a lubi proste zdrowe jedzenie to polecam!

THE END

Jak widać trochę książek udało mi się przygarnąć :D. Cieszy mnie też, że jestem podekscytowana (prawie) każdą z nich :3.

Miłego czytania,
Patsy.



*wszystkie książki kupiłam za własne pieniądze lub wymieniłam w akcji Znaku

niedziela, 4 czerwca 2017

Przeczytane, a niezrecenzowane: maj 2017 (Wiedźmin, "Caraval", "Przebudzenie króla", M. Valente, Schmitt...)


Maj okazał się dość chaotycznym i zabieganym miesiącem (a czerwiec nie zapowiada się lepiej ;P) - no cóż studiowanie to nie sama przyjemność ;). Udało mi się przeczytać osiem książek z czego jestem zadowolona, jednak żadna z nich nie powaliła mnie na łopatki. Czytelniczo - miesiąc ten był przyjemny jednak bez żadnych wielkich i wspaniałych odkryć, może i lepiej, gdyż trudniej panowałoby się nad życiem z nową książkową obsesją u boku ;D! 



Catherynne M. Valente "Opowieści sieroty. W ogrodzie nocy" 8/10
Jest to zdecydowanie jedna z najbardziej misternych książek jaką miałam przyjemność czytać w ostatnim czasie. Język Catherynne M. Valente oraz szkatułkowa forma powieści niesamowicie mi zaimponowały. W "Opowieściach sieroty" można dostrzec ogromny wpływ "Baśni z tysiąca i jednej nocy", jednak w tej książce jest tyle innych wpływów wszelakich kultur, że lektura ta staje się po prostu wspaniałą literacką mozaiką. Klimat jest niepowtarzalny: mroczny, niepokojący, a jednocześnie magiczny. Książka ta jest momentami mroczna (w kategoriach natury ludzkiej) oraz zawiera elementy przeznaczone raczej dla dojrzałych czytelników - w żadnym razie nie są to bajki dla dzieci. Bardzo zafascynowało mnie podejście autorki do utartych schematów w literaturze - Catherynne M. Valente inspiruje się nimi, jednak nadaje im całkowicie nową formę prowokując czytelnika do myślenia. Drugi tom czeka już na półce, i z pewnością nie będzie to moje ostatnie spotkanie z autorką.

*Ahhh czemu te okładki są takie brzydkie! Taka wspaniała zawartość naprawdę zasługuje na równie magiczną/klimatyczną/piękną oprawę, zwłaszcza, że inspiracji jest w środku aż nadto :c. 


Stephanie Garber "Caraval" 7/10
Książka ta bardzo mnie zaskoczyła i to w pozytywny sposób :). Nie jestem fanką literatury młodzieżowej, a już w szczególności zawartych w niej romansów, jednak pozycja ta zainteresowała mnie elementem cyrkowym, czyli czymś bardziej oryginalnym. Po kilku średnich recenzjach postanowiłam sama spróbować tej mieszanki, która okazała się świetną rozrywką! Nie jest to oczywiście książka idealna, i trzeba pamiętać o tym przed sięgnięciem, jednak wspaniale się sprawdza jako lekka rozrywka, która jednocześnie ma ten klimatyczny, cyrkowy efekt (trochę jak w "Cyrku nocy"). Romans też nie jest specjalnie nachalny. Myślę, że pozycja ta spodobałaby mi się bardziej gdyby nie ostatnie kilkadziesiąt (max 100) stron, gdyż były one po prostu nad wyraz dramatyczne. Z chęcią sięgnę po kolejną część :).


Maggie Stiefvater "Przebudzenie króla" 6/10
Ten cykl w końcu za mną! Hura! Niestety seria ta nie przypadła mi specjalnie do gustu. Po każdy kolejny tom sięgałam z ciekawości oraz przepełniona nadzieją, że ta część (2,3,4) będzie tą, która przekona mnie do tych książek. No cóż... Te pozycje nie są złe, w żadnym razie. Po prostu nie są dla mnie - są za dziwne i chaotyczne. Nie wspominając już o rozwleczeniu akcji (ta część już naprawdę weszła na wyżyny przeciągania akcji prowadzącej do wyczekiwanego finału). Nie żałuję lektury tej serii, uważam, że Maggie Stiefvater jest dobrą pisarką, jednak jej twórczość po prostu do mnie nie trafia.



Andrzej Sapkowski "Miecz przeznaczenia" 7/10
Kolejna część Wiedźmina za mną. Te opowiadania podobały mi się bardziej - łatwiej zaangażowałam w akcję, a postacie wydały mi się ciekawsze. Jednak, no właśnie, postacie... Naprawdę nie jestem fanką Yennefer, a relacja między Geraltem a Siri jest dla mnie niedorzeczna. Po prostu nie trafia do mnie na żadnym polu. Sam Wiedźmin i Jaskier są całkiem sympatyczni, a Oczko została moją ulubienicą (to opowiadanie, a zwłaszcza zakończenie... brak słów normalnie) - sto razy lepsze od tej całej Jennifer. Na tę chwilę robię sobie przerwę w czytaniu tej serii, jednak pewnie w lato do niej powrócę.




Éric-Emmanuel Schmitt "Sekta egoistów" 4.5/10
W ostatnich miesiącach przeczytałam kilka książek tego autora (którego nota bene bardzo lubię - a przynajmniej jego dzieła ;), jednak ta jak dotąd okazała się najsłabsza. Spodobał mi się jej zamysł oraz ciekawe elementy filozofii, jednak wykonanie nie było w moim odczuciu satysfakcjonujące. Momentami ciężko było stwierdzić dokąd zmierza akcja, a przez to gasło zainteresowanie. Książka na szczęście była krótka, więc dałam radę ;).



Péter Esterházy "Czasowniki posiłkowe serca" 2/10
Ehhh... literatura węgierska w takim wydaniu jest naprawdę niezachęcająca. Czemu sposób wyrażania się musi być tak dziwny i często obleśny? Rozumiem, że jest to zamierzone i ma swoje powody, jednak tak negatywnie wpływa to (moim zdaniem) na lekturę, że czytanie jest po prostu niewygodne i nieprzyjemne.



Ádám Bodor "Okręg Sinistra. Rozdziały pewnej powieści" 2/10
Kolejna "perełka". Naprawdę co jest z tym przerostem formy nad treścią w literaturze węgierskiej? Chyba, że po te tylko sięgam... I do tego jeszcze niezawodny element obleśności, absurdu, czy całkowitego przekręcenia wartości. Przy tak wielu użyciach elementów, to naprawdę przestaje być oryginalne i prowokujące do myślenia, a staje się po prostu męczące.


Książka, którą przeczytałam, i zrecenzowałam to:
Ross King "Leonardo i Ostatnia Wieczerza" 7/10

Miłego czytania,
Patsy.