poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Fortuna i namiętności. Klątwa" (recenzja)


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 18 lutego 2015 r.
Ilość stron: 464
Tom w serii: 1

Mimo, iż dzieła polskich  autorów nie tak często goszczą na moich półkach, zawsze czuję podekscytowanie czytając książki w ich oryginalnym stylu i formie. "Fortuna i namiętności. Klątwa" to moje drugie spotkanie z twórczością Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, pierwsze z nich miało miejsce kilka lat temu ("Cukiernia Pod Amorem. Zajezierscy"), i mimo iż wspominam je dość miło, dopiero teraz zmotywowana tą nową serią postanowiłam je ponowić. I nie żałuję!

Opis:
Litwa, rok 1733. Na stosie ginie młoda dziewczyna oskarżona o czary. Przed śmiercią rzuca klątwę na winnych swojej krzywdy. Odtąd pech nie przestanie im towarzyszyć… Tymczasem w kraju zaczyna się gorący czas: śmierć króla Augusta II i wolna elekcja. Dwa przeciwne obozy zjeżdżają do Warszawy, by wybrać następcę. W tym barwnym okresie historycznym toczą się losy dwóch bohaterek: skromnej Zofii i namiętnej Cecylii. Która z nich skradnie serce zuchwałego infamisa?


Polskie książki fabularno-historyczne to dla mnie zupełna nowość. Tak często wydawane za granicą (chociażby osławiona Philippa Gregory) w naszym kraju nie cieszą się wielką popularnością, a historycznie ubodzy na pewno nie jesteśmy! Dlatego bardzo się cieszę, że autorka postanowiła podążyć drogą odkrywania przed polskim czytelnikiem naszej historii, którą tak świetnie otoczyła wciągającą fabuła i rzetelnie przygotowanym tłem. 

Kolejnym godnym uwagi elementem są bohaterowie, którzy są wyjątkowymi i dobrze przemyślanymi jednostkami. Niektórych łatwo polubić, drugim zaczynamy dobrze życzyć w miarę rozwoju akcji, ale są i tacy, których polubić się nie da, a nawet tacy, którzy budzą (przynajmniej we mnie) odrazę. Mimo, iż akcja niekiedy mnie nudziła, nie mogłam się doczekać informacji o dalszych losach bohaterów. A propos akcji-mimo momentów stagnacji, jest wciągająca i zaskakująca niczym prawdziwe zbójeckie perypetie!

"Fortuna i namiętności. Klątwa" to wyjątkowa pozycja na naszym polskim rynku książkowym. Fikcja historyczna to, mam nadzieję, obszar, który będzie coraz częściej gościł na naszych księgarnianych półkach, oczywiście (tak jak w tym przypadku) w otoczeniu świetnych bohaterów i ciekawej akcji!

Polecam Wam również obejrzeć bardzo ciekawy filmik, w którym autorka dzieli się z nami swoim procesem tworzenia książek! :D


Moja ocena: 7/10

Miłego tygodnia, Patsy!

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Przeczytane, a niezrecenzowane - marzec 2015 (Harry Potter, Gabrielle Zevin, "Wichrowe Wzgórza", Rick Riordan)

       


Ten miesiąc był wyjątkowo owocny z czytelniczego punktu widzenia :D Skończyłam moją przygodę z Harrym Potterem, w końcu przebrnęłam przez "Wichrowe Wzgórza", oraz dałam radę przeczytać jeszcze kilka innych przyjemnych lektur :)

J. K. Rowling "Harry Potter i Czara Ognia" 8,5/10
Zacznijmy od świetnej okładki - według mnie najlepszej w serii ;). Książka również bardzo dobra, wciągająca i urokliwa.

J. K. Rowling "Harry Potter i Zakon Feniksa" 7,5/10
Obok "Więźnia Azkabanu" najmniej lubiana przeze mnie książka w serii. Niekiedy nudnawa, z irytującymi momentami w fabule, już nie wspominając o śmierci jednego z bohaterów... Autorka rozważała uśmiercenie pana Weasley, jednak (co dla większości wiadome) wybrała kogoś innego.

J. K. Rowling "Harry Potter i Książę Półkrwi" 8,5/10
W tej części wchodzimy w trochę inne klimaty, poznajemy więcej szczegółów z życia Voldemorta, co niestety została bardzo, bardzo ograniczone w filmie.

J. K. Rowling "Harry Potter i Insygnia Śmierci" 9/10
Szczerze nie wiem, czy jest to najlepsza część, ale zdecydowanie najbardziej trzymająca w napięciu. Mimo, że oglądałam filmy, poznanie tej historii na papierze to zupełnie inna sytuacja. Autorka świetnie potrafi grać na uczuciach czytelnika... Zdecydowanie odczułam kaca książkowego* po skończeniu tej serii.



                            


Gabrielle Zevin "Między książkami" 5,5/10
Książka przyjemna, ale szału nie robi. Najwięcej z niej wyniosłam cytatów (link: 5 cytatów z...). W trzech słowach określiłabym ją jako dobrą, dziwną i nastrojową.

Emily Brontë "Wichrowe Wzgórza" 4/10
Kompletnie nie rozumiem okrzykiwania tej pozycji jednym z największych romansów literatury. Przebrnięcie przez nią było ciężkie i męczące, z częstymi skonsternowanymi podniesieniami głowy. Nudna, bez polotu, a słowa romantyczność nawet nie będę próbować używać, bo Jane Austen by mnie nękała z zaświatów.

Rick Riordan "Syn Neptuna" 5/10
Lektura niestety nieudana. Pierwsza część serii "Olimpijscy herosi", bardzo mi się spodobała, ale właśnie pisząc tego posta uświadomiłam sobie, że było to ponad 3 lata temu...  (link do recenzji). Więc nie jestem pewna, czy to książka tak odbiega poziomem od swojej poprzedniczki, czy to mój gust tak drastycznie uległ zmianie. Stawiałabym raczej, mimo wszystko, na pierwszą odpowiedź - pamiętam, że inne pozycje tego autora (Kroniki rodu Kane), nie spodobały mi się z tych samych powodów co ta pozycja. 


W tym miesiącu przeczytałam (i zrecenzowałam) również:

Miłego tygodnia, Patsy!

Ps. To jest mój 200 post :D

* kac książkowy - niemożliwość rozpoczęcia kolejnej książki, gdyż nadal jest się w świecie dopiero co przeczytanej.

poniedziałek, 30 marca 2015

5 najlepszych okładek

Wiem, że nie powinno się oceniać książki po okładce. Jednak nie potrafię nie zwracać na nie uwagi. ;)! Uwielbiam piękne ilustracje, podziwiam rysowników i projektantów okładek w równym stopniu jak autorów książek. Gdyż stworzenie świetnej okładki nie jest takie proste - najpierw oczywiście musi przyciągnąć czytelnika, a później musi pasować do historii jaką pod sobą kryję. Nie skłamię pisząc, że do przeczytania kilku książek skłoniły mnie piękne okładki i na szczęście nie przypominam sobie żadnych w związku z tym wielkich rozczarowań (tylko kilka małych...),

Zdaję sobie sprawę, że książek (a co za tym idzie okładek) jest ogrom i nie sposób zawęzić wybór do kilku, dlatego postanowiłam się ograniczyć do 5 najlepszych okładek z mojej własnej biblioteczki :).



                                                                    Paolo Barbieri

Prace tego włoskiego ilustratora są po prostu niesamowite! Zdecydowanie piękny ozdobnik i tak już świetnych książek Lici Troisi. Do moich ulubionych okładek należy ta ozdabiająca ostatni tom trylogii "Wojny Świata Wynurzonego". Artysta cudownie oddaje nastrój książki i charakter głównej bohaterki. Naprawdę zachęcam do przejrzenia jego innych prac :D.


Dominik Broniek

Książka nadal czeka na przeczytanie. I tu bez bicia się przyznaje, że okładka miała bardzo duży wpływ na spontaniczność zakupu, wspartego dobrą promocją. Nie mogę się wypowiedzieć, jak okładka współgra z zawartością, ale nawet jeśli trochę od siebie odbiegają, nie ujmuje to jej niesamowitości! Ilustracja przyciąga uwagę i daję obietnicę magicznej i nastrojowej przygody (mam nadzieję, że się spełni) :D.


Ben Stahl

Kolejny niesamowity rysownik! Wydawnictwo Literackie wydało większość książek Lucy Maud Montgomery z właśnie jego okładkami. Prace świetnie oddają ducha tych wspaniałych powieści, doskonale ujmując ich uroczy klimat i czasy, w których się dzieją. 


Mary GrandPré

Okładki książek Harrego Pottera, uważam za bardzo udane. Ilustratorka świetnie oddaje klimat jak i zawartość lektur - po przeczytaniu można łatwo rozpracować wszystkie elementy :). Do moich ulubionych okładek, zaliczam właśnie tę widoczną powyżej - ozdabiającą czwartą część sagi. 


Małgorzata Musierowicz

Myślę, że każdy kto czytała Jeżycjadę, myśli o jej bohaterach w sposób tak świetnie zaprezentowany przez autorka. Przez to, że Małgorzata Musierowicz sama ilustruje swoje książki, ma ona niesamowitą władzę nad czytelnikiem i jego postrzeganiem bohaterów, co w żadnym stopniu mi nie przeszkadza. Jej ilustracje są dla mnie kwintesencją i nieodłącznym elementów przygód, które są tak bliskie mojemu czytelniczemu sercu, mimo, a może właśnie dzięki swojemu wyjątkowemu stylowi.

Oto pięć moich ulubionych okładek! Choć nietrudno byłoby mi przytoczyć jeszcze kilka, zatrzymam się na tych, które nie tylko cieszą oko, ale i są świetną lekturą*!

Miłego tygodnia, Patsy!

*"Tajemnica diabelskiego kręgu", może odczuwać presję... 

piątek, 27 marca 2015

Dorothea Johnson, Liv Tyler "Współczesne maniery" ("Modern Manners") recenzja


Wydawnictwo: Literackie
Tłumaczenie: Dorota Malina
Data wydania: 4 marca 2015 r.
Ilość stron: 176

Dobre maniery to podstawa. Bez znaczenia jak to nazwiemy: wychowaniem, obyciem, czy etykietą jest to jeden z elementów składowych pierwszego wrażenia, a w znajomości: oceny drugiej osoby. Nie mam tu na myśli wiedzy w zakresie używania naczyń i sztućców podczas pięcio-daniowego posiłku w eleganckiej restauracji, ale o codziennych zachowaniach (np. przepuszczenie wychodzącego w drzwiach). Książka ta gruntuje znane nam już informacje oraz w przystępny sposób przekazuje nam zasady współczesnej etykiety.

Opis:
Niezwykły duet: światowej sławy ekspertka w dziedzinie etykiety i gwiazda amerykańskiego kina – prywatnie babcia i wnuczka – w lekcjach dobrego wychowania.Kto płaci za rachunek w restauracji?
Gdzie położyć torebkę, gdy siadamy do stołu?
Facebook, Twitter, You Tube... – czy tu też trzeba być uprzejmym?
Czy można samodzielnie przedstawić się prezydentowi USA?
Które wypełniacze zaburzają płynność naszej wypowiedzi?
Jak radzić sobie z komórkowymi krzykaczami w teatrze, operze czy kinie?
Co zrobić, by dobrze zaprezentować się podczas rozmowy o pracę?
Kiedy gospodarz idzie przodem, a kiedy przytrzymuje drzwi?

Nie obawiałam się jakości tej książki. Mimo, że wiele znanych osób decyduje się podzielić wiedzą na wszelakie tematy, nietrudno było znaleźć potwierdzenie statusu Dorothea Johnson w zakresie etykiety (ma ona już kilka książek na swoim koncie), a co ważne: Liv Tyler nie kojarzy się z żadnymi skandalami. Komentarze aktorki są trafne i interesujące, jednak nie jest ich zbyt wiele. Książka jednak na tym nie traci. Wszystkie informacje są przedstawione w sposób prosty, często wsparte ilustracjami oraz opatrzone naprawdę ciekawymi opowieściami z życia ekspertki etykiety.

Podstawy dobrego wychowania teoretycznie wszyscy znają. Jednak etykieta rozszerza się wraz z nowymi drogami komunikacji, czy innymi portalami, gdzie w bardzo łatwy sposób można podzielić się swoimi przemyśleniami, i gdzie również w bardzo łatwy sposób zaprzepaścić sobie szansę dostania nowej pracy, czy awansu. Etykieta nie kończy się na bezpośrednim kontakcie, czemu część tej książki jest poświęcona. W mailach, podziękowaniach, czy wiadomościach (zwłaszcza oficjalnych) obowiązuje pewien kanon, którego poznanie zapewni komfort w kontaktach z osobami, z którymi nie możemy sobie pozwolić na całkowitą swobodę. I pamiętajmy: co raz wejdzie do sieci, już z niej nie wychodzi!

"Współczesne maniery" to bardzo przyjemna, ładna i pouczająca lektura. Z chęcią będę do niej wracała, i przypominała potrzebne informację. Jest to świetny poradnik dla każdego, kto chce być miły, dobrze wychowany oraz zdolny wprawić otaczających siebie ludzi w dobry nastrój :).

Moja ocena: 7,5/10

Miłego weekendu, Patsy!