niedziela, 12 sierpnia 2018

Stosik 3/2018


Muszę się przyznać, że jestem z siebie dość dumna. Udało mi się na przestrzeni ostatnich lat wypracować dobry system, w którym kupuję książki, którymi jestem w danym momencie zainteresowana i, które wiem, że w najbliższym czasie przeczytam (oczywiście zdarzają się wyjątki - nikt nie jest idealny). Z przedstawionych tu ośmiu pozycji, które kupiłam w ostatnich miesiącach przeczytałam sześć, a ostatnie dwie nadal spotykają się z moją ekscytacją :D. Brawo ja!


1. Jay Kristoff "Bożogrobie"
Jako, że "Nibynoc" to jedna z moich ulubionych książek, nie zwlekałam z zakupem kontynuacji. Lektura już za mną, a o wrażeniach w podsumowaniu lipca :). 

2. Brian Staveley "Czaszkowiercy"
Seria "Kronika Nieciosanego Tronu" również znajduje się w pierwszej piątce moich ulubionych serii fantasy. Ten prequel przykuł moją uwagę od momentu jego ogłoszenia, jednak nie spieszyłam się z zakupem i czekałam na polską premierę. Lektura jeszcze przede mną, ale mam dobre przeczucie :D.

3. Michael J. Sullivan "Wieża koronna"
Książka ta wyszła dopiero w tym miesiącu, więc jej nieprzeczytanie jest usprawiedliwione. O tym autorze słyszałam wiele dobrego, więc nie mogę się doczekać, aby na własnej skórze doświadczyć jego twórczości. 


4. Taylor Jenkins Reid "The Seven Husbands of Evelyn Hugo"
Jedna z moich ulubionych pisarek w najlepszym wydaniu! Lektura już za mną i z całego serca polecam ją wszystkim zainteresowanym :) - więcej o książce w podsumowaniu czerwca.

5. Jessica Townsend "Nevermoor"
Rzadko sięgam po książki kierowane do młodszych czytelników, ale z racji masy zachwytów postanowiłam się skusić - zwłaszcza te porównujące serię do Harry'ego Pottera przykuły moją uwagę. I muszę przyznać, że lektura okazała się całkiem całkiem - o czym więcej w nadchodzącym poście o książkach przeczytanych w sierpniu.

6. Małgorzata Musierowicz "Małomówny i rodzina"
Jako fanka Jeżycjady, prędzej czy później musiałam się skusić na tę zerową część. Lektura ta okazała się raczej rozczarowująca, o czym pisałam w podsumowaniu czytelniczym lipca.

7. Jeanne Birdsall "The Penderwicks at Last"
Z racji tego, że bardzo lubię tę serię, musiałam przeczytać jej finał. Niestety odrobinę się zawiodłam :c - moja opinia znajduje się w podsumowaniu czytelniczym czerwca.


8. Madeline Miller "Kirke"
O tej pozycji pisałam już w lipcu. Lektura okazała się ciekawa, jednak to, co zdecydowanie najbardziej przykuwa oko to przepiękna okładka 😍. Naprawdę prześliczny projekt!

Wspomniane posty:

*****

To na tyle! Nie uzbierało się tego wcale tak dużo (co dla mojego portfela jest dużym plusem!), ale za to, przynajmniej moim zdaniem, towarzystwo jest całkiem ciekawe :).

Miłego czytania,
Patsy. 

sobota, 4 sierpnia 2018

Przeczytane, a niezrecenzowane: lipiec 2018 ("Kirke", "Bożogrobie", Agatha Chrisite, Małgorzata Musierowicz...)


Lipiec okazał się zaskakująco udanym miesiącem pod względem czytelniczym. Nie spodziewałam się, że będę w stanie na wyjeździe przeczytać tyle lektur! Minus jest jednak taki, że nie miałam czasu na zbyt ambitne dzieła przez co niestety niesamowitości nie uświadczyłam - chociaż do tego tytułu zbliżyło się "Bożogrobie"... Bez dalszych wstępów!


Jay Kristoff "Bożogrobie" 8.5/10
"Nibynoc", czyli pierwszą część tej trylogii przeczytałam na początku stycznia i od razu wskoczyła ona na wyżyny mojej listy ulubionych książek fantasy. Łatwo się więc domyślić, że ze zniecierpliwieniem czekałam na kontynuację. "Bożogrobie" na szczęście sprostało moim wysokim oczekiwaniom, chociaż nie przebiło "Nibynocy". Nie mogę się jednak doczekać finału, który najwcześniej trafi w moje łapki za ponad rok. ROK. W każdym razie, ta seria jest naprawdę fantastyczna (haha, nikt nigdy nie wpadł na tę wyjątkową grę słowną) - oryginalna i świetna narracja, wspaniale zbudowany świat, intrygująca fabuła oraz, co najlepsze, nieidealna główna bohaterka.  Mia, zabójczyni, której morale są najczęściej co najmniej wątpliwe, ale która z łatwością podbija serce czytelnika (co jeśli się nad tym na chwilę zastanowimy, jest odrobinę niepokojące ;). Z całego serca polecam tę serię fanom fantasy, zabójczej fabuły, czy plejady oryginalnych postaci.


Madeline Miller "Kirke" 7/10
O książce tej słyszałam wiele dobrego na zagranicznych portalach, więc kiedy dowiedziałam się o polskim wydaniu nie zastanawiałam się długo. Mitologia, popularna autorka (chociaż to moje pierwsze z nią spotkanie) oraz ta przepiękna okładka szybko mnie skusiły. No właśnie, najważniejsze, czyli okładka - polskie wydanie to twarda oprawka z obwolutą, w oryginalnym projekcie, z czego niezmiernie się cieszę, gdyż jest to jedna z najładniejszych książek, z którą w ostatnim czasie obcowałam :). Wracając do też w miarę ważnej sprawy, czyli zawartości. O bogini Kirke zbyt dużo nie wiedziałam przed lekturą, kojarzyłam ją tylko w powiązaniu z Odyseuszem. Muszę przyznać, że Madeline Miller bardzo ciekawie przedstawiła losy tej niezbyt popularnej postaci z mitologii. Niestety momentami się trochę nudziłam - tempo akcji nie zawsze mi odpowiadało. Ogólnie rzec biorąc polecam tę książkę zainteresowanym mitologią oraz fanom przepięknych wydań, radziłabym jednak obniżyć odrobinę oczekiwania, gdyż popularność tej pozycji może trochę nas rozochocić ;).


Małgorzata Musierowicz "Małomówny i rodzina" 5/10
Jako fance Jeżycjady, ciężko jest mi się przyznać do tego, że dopiero teraz sięgnęłam po jej pierwszą część (chociaż jest to może raczej cześć zerowa?). Niestety pozycja ta niezbyt przypadła mi do gustu. Nie spodziewałam się, że będzie ona należała raczej do literatury dziecięcej i, że powstała w bardzo klasycznym stylu (przypominała mi zwłaszcza ten  Kornela Makuszyńskiego), a z przykrością muszę przyznać, że tego typu lektury nie należą do moich ulubionych. Tak czy siak, cieszę się, że sięgnęłam po tę lekturę, jednak nie uważam, żeby ktokolwiek cokolwiek tracił omijając ją w swojej przygodzie z Jeżycjadą.


Agatha Christie "Morderstwo w Orient Expressie" 7/10
Moje kolejne spotkanie z Agathą Christie ponownie uświadamia mi jak bardzo lubię Sherlocka Holmes'a. Niestety mimo tego, że jej lektury są całkiem interesujące to nie intrygują mnie tak jak dzieła Arthura Conan Doyle'a. "Morderstwo w Orient Expressie" to jedna z najpopularniejszych powieści autorki, więc miałam dość wysokie oczekiwania. Odrobinę się zawiodłam, jednak lekturę nadal uznaję za udaną - zagadka okazała się całkiem ciekawa, chociaż nie wybitnie fascynująca ;). W dodatku po lekturze obejrzałam film w najnowszej wersji i muszę przyznać, że w porównaniu z powieścią był okropnie rozczarowujący. Ahhh w każdym razie, w przyszłości planuję jeszcze spotkania z autorką, ale trzymam moje oczekiwania w ryzach. 


Kitty Curran "My Lady's Choosing" 5/10
Moje pierwsze spotkanie z powieścią interaktywną, w której czytelnik sam wybiera sobie drogę. Muszę przyznać, że lektura ta była dobrym urozmaiceniem podróży, jednak nie powaliła mnie na łopatki. Nie wiem, czy to wina scenariusza, który wybrałam, jednakże po jego zwieńczeniu nie miałam ochoty na ponowne wybieranie swojej romantycznej przygody. "My Lady's Choosing" to ciekawa lektura, która z pewnością urozmaici nam czas, nie jest to jednak mój nowy ulubieniec ;).


Stephanie Garber "Legendary" 4/10
"Caraval", czyli pierwsza część tej serii bardzo miło mnie zaskoczył. Może nie okazał się literackim cudem, ale zapewnił mi ciekawą i oryginalną przygodę. Niestety "Legendary" bardziej mnie zirytowało, niż zabawiło. Decyzje jak i charakter głównej bohaterki - Telli, były po prostu tak głupie, że ciężko było brać ją na poważnie. Sama fabuła również mnie nie powaliła, tak naprawdę brak w niej było zaskakujących elementów, a sama gra była tylko tłem dla idiotycznych decyzji i braku procesu myślowego głównej postaci. Oczywiście książka ta nie była tragiczna, w końcu ją skończyłam, jednak niestety zawiodła mnie i na tę chwilę nie jestem pewna, czy sięgnę po ostatnią część.


Margaret Rogerson "An Enchantment of Ravens" 3/10
Czemu, ach czemu, książka ta nie mogła być tak fantastyczna jak jej cudowna okładka? Ehhh, ciężkie życie czytelnika... W każdym razie wróżki, Fae, czy o inne skrzaty nie należą już raczej do elementów, które mnie przyciągają do lektury. W tym przypadku postanowiłam się jednak skusić. Niestety, książka okazała się co najmniej rozczarowująca. Instalove w najgorszym wydaniu, fabuła bez jakiekolwiek celu (naprawdę), i oczywiście obleśny element tysiącletniego wróża zakochującego się w nastolatce (a niektórzy myśleli, że "Zmierzch" był pod tym względem niepokojący) to tylko jedne z elementów, dla których ta lektura mi się nie spodobała. Z racji tego, że byłam w podróży, gdzie mój wybór był ograniczony postanowiłam skończyć te pozycję, w innym wypadku nie robiłabym tego. Jeśli czytaliście jakiekolwiek książki o podobnej tematyce, jestem całkiem pewna, że w tej pozycji nie odnajdziecie nic nowego.



Tessa Dare "Beauty and the Blacksmith" 7/10
Ta nowela należy do serii "Spindle Cove", która jest jedną z moich ulubionych z gatunku romansu historycznego. Muszę przyznać, że pozycja ta okazała się naprawdę sympatyczna, a jej długość wystarczająca. Bohaterowie zostali świetnie przedstawieni, a fabuła toczyła się odpowiednim tempem. Polecam tę nowelę jak i samą serię, która jest przetłumaczona na język polski.

Tessa Dare, Christi Caldwell "Rogues Rush In" 6.5/10
I ta pozycja okazała się świetnym podróżnym urozmaiceniem. Obie części (każda z autorek napisała po jednej noweli/książce w tym tomie), były ciekawe, chociaż ta Tessy Dare spodobała mi się odrobinę bardziej ;). Jeśli ktoś ma ochotę na dobry romans historyczny, z dobrze zarysowanymi postaciami oraz wciągającą fabułą, to polecam!

*****

Upały jak na razie nie służą nadmiernej lekturze, ale mam nadzieję, że i w tym miesiącu uda mi się przeczytać sporo dobrych lektur :) .

Miłego czytania,
Patsy.

niedziela, 8 lipca 2018

Przeczytane, a niezrecenzowane: czerwiec 2018 (Daphne du Maurier, "Cień rycerza", "The Seven Husbands of Evelyn Hugo"...)


W czerwcu udało mi się przeczytać aż dziewięć książek! Aż, zważywszy na to, że był to dość wymagający miesiąc. Ogólnie czerwiec okazał się literacko całkiem zadowalający - większość pozycji, które przeczytałam bardzo przypadło mi do gustu :). 


Taylor Jenkins Reid "The Seven Husbands of Evelyn Hugo" 8.5/10

O tej książce słyszy się same peany na zagranicznych portalach. Z twórczością Taylor Jenkins Reid spotkałam się już wcześniej, i każde z tych spotkań okazało się sukcesem. 
"Siedem mężów Evelyn Hugo" (nieoficjalne tłumaczenie) jest opowieścią o życiu wielkiej ikony kina - Evelyn Hugo, która z niewyjaśnionych przyczyn postanawia podzielić się wszystkimi swoimi sekretami z pewną wschodzącą dziennikarką. 
Zazwyczaj nie zdradzam w tak krótkich recenzjach treści, ale zważywszy, że pozycja ta nie weszła jeszcze na polski rynek, to się poświęcę ;P. No właśnie, ten bestseller ujrzał już światło dzienne w zeszłym roku, a u nas ani widu ani słychu... Oh well.
Tak czy inaczej, książka ta jest świetna. Absorbująca, oryginalna oraz porusza masę trudnych i ważnych tematów. Taylor Jenkins Reid jak zwykle prowokuje do myślenia, stawia ciekawe pytania i stara się ukazać skomplikowaną naturę człowieka, co moim zdaniem udaje jej się fantastycznie.
Książka ta z pewnością znajdzie się na mojej liście rocznych ulubieńców, jednak przed ocenieniem jej jeszcze wyżej powstrzymały mnie moje niespełnione oczekiwania. Tak wiele dobrego słyszałam o tej pozycji, że nastawiłam się na niewyobrażalne cudo (w dodatku już byłam fanką autorki). I mimo iż ta książka jest naprawdę wspaniała, to nie zaspokoiła moich wygórowanych oczekiwań (są jakieś minusy bycia bestsellerem).
"The Seven Husbands of Evelyn Hugo" to kolejna świetna lektura spod pióra Taylor Jenkins Reid, która w tym roku ugruntowała swoją pozycję na liście moich ulubionych autorów. Póki nie ma jeszcze polskiej edycji, zachęcam wszystkich znających angielski do sięgnięcia po oryginał :).


Daphne du Maurier "Moja kuzynka Rachela" 7/10

Moje pierwsze spotkanie z Daphne du Maurier okazało się całkiem udane. Autorka ma prawdziwy talent do tworzenia klimatycznej atmosfery oraz ciekawej fabuły. Do gustu bardzo przypadły mi niedopowiedzenia, co szczerze mnie zaskoczyło, gdyż zazwyczaj lubię dobrze rozpracowaną akcję. Ciekawy okazał się również zamysł pisarki względem postaci, gdyż szczerze powiedziawszy ciężko je polubić, czy momentami nawet zrozumieć. Element ten nie podbił specjalnie mojego serca, jednak jednocześnie jest on oryginalny, co czyni go odświeżającym. Ogólnie rzecz ujmując, książka ta okazała się ciekawą i niezwykłą lekturą, jednocześnie jednak szczególnie mnie nie oczarowała. Jednakże z chęcią sięgnę po inne lektury Daphne du Maurier.


Sebastien De Castell "Cień rycerza" 7/10

"Cień rycerza" to druga część serii "Wielkie Płaszcze". Mimo iż pierwsza nieszczególnie przypadła mi do gustu (była po prostu dość przeciętna), to postanowiłam kontynuować te przygodę. Drugi tom spodobał mi się bardziej, jednak nadal nie mogę uznać się za fankę twórczości Sebastiena De Castell'a. Po prostu jego rozwiązania fabuły są powtarzalne - rozumiem, że jest to zamierzony styl (a la klasyczni Trzej Muszkieterowie - nota bene o wiele lepsza książka), jednak przez ten zabieg akcja ma cały czas ten sam rytm, a rozwiązania stają się coraz bardziej banalne, czy irytująco wygodne. "Cień rycerza" to dobra kontynuacja, całkiem przyjemnej serii fantasy, jednak humor jak i rozwiązania fabuły nie przypadły mi specjalnie do gustu, przez co znowu nie jestem pewna, czy sięgnę po kontynuację. 


Mór Jókai "Węgierski magnat" 6.5/10

Ta książka szczerze mnie zaskoczyła, gdyż okazała się... dobra. To nie tak, że po węgierskiej literaturze spodziewam się specyficzności (ekhem, ekhem, tak właśnie jest), jednak nie oczekiwałam, że lektura ta mi się spodoba. Ciekawa fabuła, dobrze zbudowane postacie oraz interesujące realia (Węgry XIX w.) złożyły się razem na przyjemny klasyk. Jeśli ktoś jest zainteresowany dobrą powieścią z całkiem przyjemnym humorem oraz oryginalnym tłem kulturowym to polecam serdecznie :).


Lucy Dillon "Wszystko, czego pragnę" 8/10

Lucy Dillon to jedna z moich ulubionych autorek powieści obyczajowych (chociaż na podium wyprzedziła ją Taylor Jenkins Reid), dlatego postanowiłam sięgnąć po jej kolejną książkę. Najpierw jednak, trzeba odnieść się do najważniejszego - czemu, o czemu wydawnictwo Prószyński i S-ka postanowiło przerwać tę wspaniałą tradycję umieszczania psów na okładce?! Sądzę, że nie jestem jedyną osobą, która właśnie w taki sposób odnalazła tę autorkę, W dodatku ta okładka... Powstrzymam się od zbędnego komentarza. Wracając do treści. Lucy Dillon jak zwykle zapewnia nam kilka godzin wciągającej akcji, pełnej emocji oraz życiowych zakrętów. Jak widać po ocenie lektura ta przypadła mi do gustu, podobałaby mi się jednak bardziej, gdyby zakończenie było trochę bardziej realistyczne. Już w kilku ostatnich książkach pisarki zauważyłam, że jej zakończenia są za szybkie, albo za proste, albo jedno i drugie, co po dłuższej lekturze jest dalekie od satysfakcji. Jednakże z pewnością sięgnę po kolejne książki Lucy Dillon.


Alice Oseman "Heartstopper: Volume One" 8/10

Bardzo rzadko czytam komiksy, czy powieści graficzne, gdyż nie przepadam za taką formę. O tej pozycji słyszałam jednak pozytywne opinie, a fakt, że można ją przeczytać za darmo w internecie przekonał mnie do kliknięcia po nią ;) (link do tumblr pisarki, gdzie dostępny jest komiks). "Heartstopper" opowiada historię rozkwitającego romansu między dwoma uczniami liceum, i tak jak zapowiada się z okładki, jest uroczo :3. Jeśli ktoś lubi komiksy, romanse młodzieżowe i ma ochotę na chwilę relaksu, to myślę, że się nie zawiedzie.


Jeanne Birdsall "The Penderwicks at Last" 6/10

Jest to ostatnia w serii książka o rodzinie Penderwicków. Z pięciu tomów, niestety tylko dwa pierwsze zostały wydane w Polsce przez Wydawnictwo Nasza Księgarnia. Szczerze nie mogłam doczekać się tego finału, gdyż książki te są niezwykle ciepłe i przyjemne, czym przypominają mi Jeżycjadę oraz twórczość Lucy Maud Montgomery. Niestety jednak, mimo iż książka ta nie była zła, to mnie zawiodła. Głównym tego powodem jest zakończenie. Jak na zwieńczenie serii jest ono po prostu niedorzecznie okrojone. Nie pamiętam już kiedy ostatnio przeczytałam tak rozczarowujący finał serii. W każdym jednak razie szczerze polecam przeczytać początkowe tomy tego cyklu, gdyż napełniają one czytelnika masą ciepłych uczuć :). 


*****

To na tyle! Czerwiec naprawdę okazał się wypełniony dobrymi lekturami, z czego bardzo się cieszę :D. Mam nadzieję, że moja dobra passa trwać będzie nadal!

Miłego czytania,
Patsy.

poniedziałek, 2 lipca 2018

Kelsey Oseid "Co widzimy w gwiazdach? Ilustrowany przewodnik po nocnym niebie" recenzja

Przekład: Magdalena Korobkiewicz 
Data wydania: 05.2018
Ilość stron: 160

Są takie książki, które po prostu krzyczą z okładki twoje imię. Tak właśnie było w przypadku tej pozycji. Kiedy zobaczyłam tytuł oraz słowo "ilustrowany" pod spodem (zrobiłam też mały internetowy rekonesans w poszukiwaniu prac Kelsey Oseid), wiedziałam, że książka ta przypadnie mi do gustu. "Co widzimy w gwiazdach?" całkowicie spełniło moje oczekiwania, a podróżując z autorką po nocnym niebie bawiłam się świetnie.

Opis:
"Co widzimy w gwiazdach" to fascynujący, bogato ilustrowany przewodnik po nocnym niebie. Czytelnik znajdzie tu nie tylko zbiór podstawowych faktów z dziedziny astronomii, lecz także wyruszy wraz z autorką w niezwykłą podróż przez mity, legendy, wyobrażenia ludzkości na temat budowy wszechświata czy pochodzenia gwiazdozbiorów. Ta książka – dzięki swojej artystycznej formie – jest jednocześnie zachwycającym dziełem sztuki i najlepszym wprowadzeniem w tajemnice kosmosu dla starszych dzieci, młodzieży, a nawet dorosłych.


Po pierwsze (i oczywiście najważniejsze) ta książka jest przepiękna. To właśnie ilustracje tak mnie do niej przyciągnęły. Styl artystki jest wspaniały, nieskomplikowany, a jednocześnie bardzo oryginalny i cudnie wpasowujący się w tytułowy klimat nocnego nieba. Lektura tej książki naprawdę przenosi nas w inne, niezwykłe miejsce. W dodatku pozycja ta jest porządnie oprawiona oraz wydana na świetnym papierze - te wszystkie elementy składają się na wspaniałe czytelnicze doświadczenie.


Odrobinę zaskoczył mnie poziom tej książki. Spodziewałam się uproszczonego języka i raczej bardziej podstawowych informacji, a otrzymałam ciekawie opracowane fakty, o których wcześniej nie wiedziałam. Autorka świetnie zróżnicowała informacje zawarte w książce - znajdziemy tu coś o planetach, galaktyce, historii astronomii, ale też o gwiazdozbiorach. Właśnie na te ostatnie chciałabym zwrócić uwagę. Wszystkie gwiazdozbiory zostały przepięknie zilustrowane oraz ciekawie opisane. Mnie na przykład najbardziej zainteresowało mnie to, jak duży wpływ na nazwy w naszej galaktyce miała mitologia, z czego wcześniej nie zdawałam sobie sprawy.

Warto zaznaczyć, że jeśli kupujemy tę książkę dla młodszego czytelnika, który dopiero co zaczyna swoją przygodę z kosmosem, może on uznać opisy za niewystarczające, jeśli chodzi o wytłumaczenie. Z drugiej strony będzie to ogromnym plusem dla bardziej obeznanych młodych pasjonatów, gdyż znajdą w tej pozycji nowe i ciekawe informacje opatrzone niezwykłymi ilustracjami. Z łatwością mogę tę książkę polecić również dorosłym, którzy jedyną wiedzę o kosmosie wynieśli z ograniczonych i nudnych zajęć szkolnych. Sama coś o astronomii wiedziałam przed lekturą, jednak dzięki tej pozycji dowiedziałam się wiele nowego (a poza tym wspominałam już o cudnych ilustracjach?).


"Co widzimy w gwiazdach?" to przepiękny ilustrowany przewodnik po nocnym niebie. Szczerze polecam go miłośnikom cudownie prezentujących się książek oraz pasjonatom astronomii. Lektura ta jest świetnie skomponowana, nie jest przesycona informacjami, i z łatwością możemy nadążyć za materiałem. W dodatku myślę, że niezależnie od naszego zaawansowania w temacie, wyniesiemy coś z tej świetnej lektury :).

Moja ocena: 8.5/10

Miłego czytania,
Patsy.