czwartek, 17 maja 2018

Katherine Arden "Niedźwiedź i słowik" ("The Bear and The Nightingale") recenzja


Przekład: Katarzyna Bieńkowska
Data wydania: 04.2018
Ilość stron: 448

Względem tej pozycji miałam naprawdę wysokie oczekiwania. O "Niedźwiedziu i słowiku" słyszałam już od kilku dobrych miesięcy same zachwyty na zagranicznych portalach książkowych. Bardzo się więc ucieszyłam, kiedy dowiedziałam się, że pozycja ta wchodzi na polski rynek - oznaczało to, że moje wymówki się skończyły ;). Długo nie zwlekałam i jak najszybciej zabrałam się za lekturę. Muszę przyznać, że książka ta (w większości) spełniła moje oczekiwania  i już wyczekuję kontynuacji!

Opis:
W Rusi, na skraju pustkowia, zima trwa większą część roku, a podczas długich wieczorów Wasilisa i jej rodzeństwo lubią siadać razem przy piecu i słuchać bajek, które opowiada im niania. Wasia uwielbia zwłaszcza bajkę o Mrozie, błękitnookim demonie zimy. Mądrzy Rosjanie boją się go, gdyż zabiera zbłąkane dusze, szanują także duchy chroniące ich domostw przed złem.

Pewnego dnia owdowiały ojciec Wasi przywozi z Moskwy nową żonę, Annę. Fanatycznie nabożna macocha Wasi zakazuje rodzinie składać ofiary domowym duchom, chociaż Wasia obawia się, co wyniknie z takiej postawy. I rzeczywiście na wioskę zaczynają spadać kolejne nieszczęścia.
Gdy wioska staje się coraz bardziej bezbronna, a zło z lasu podkrada się coraz bliżej, Wasilisa musi obronić rodzinę przed niebezpieczeństwem rodem z najbardziej przerażających bajek starej niani.

Po pierwsze i oczywiście najważniejsze - TA OKŁADKA w wykonaniu Aitch'a jest po prostu fantastyczna. Ilustracje wspaniale oddają atmosferę fabuły - jej baśniowość, elementy folkloru oraz niepokojącą magię. Naprawdę doceniam, kiedy wygląd książki tak doskonale oddaje jej zawartość.

Kolejnym bardzo ważnym elementem, który myślę, że doceni większość czytelników jest niezależna oraz nieustępliwa główna bohaterka. Przy czym, niezwykle ważne, nie jest arogancka ani irytująca. Wasilisa chce żyć po swojemu, nie być ograniczona konkretną rolą. Muszę przyznać, że takie połączenie nie jest zbyt częste w książkach młodzieżowych (niestety!), ta dobrze wyważona postać jest świetnym materiałem na główną bohaterkę serii.

Następnym mistrzowskim elementem, który zasługuje na pochwałę, to absolutnie niesamowita atmosfera. Szczerze najlepiej czytaniu sprzyjałaby zimowa, albo chociaż jesienna pogoda. Wiatr, mróz oraz ciemność za oknem idealnie pasowałyby do akcji. Jednak brak tych elementów pozwala błyszczeć talentowi pisarskiemu Katherine Arden. Autorka wspaniale zarysowała mroźną, rosyjską zimę i wszystkie jej elementy - odmrożenia, brak jedzenia, gromadzenie się przy wielkim piecu etc. Tło wprost idealnie pasowało do baśniowej fabuły. 

Będąc już przy tej baśniowości. Jest to element, który najbardziej skusił mnie do sięgnięcia po tę pozycję, i muszę przyznać, że się nie zawiodłam. Różnorakie stworki, mniej lub bardziej znane również w polskim folklorze oraz ludowe przyzwyczajanie zostały bardzo dobrze wykorzystane przez autorkę oraz nadały oryginalności samej pozycji. W dodatku zestawienie wspomnianych elementów z chrześcijaństwem, czyli nowymi tradycjami, świetnie urozmaiciło akcję.

Znalazły się jednak również elementy, które nie podbiły mojego serca. Jednym z nich była sama akcja. Tak jak momentami miałam mniej więcej jakiś jej zarys, to prędzej, czy później w fabułę był wprowadzany jakiś nowy wątek. Myślę, że jest to w dużym stopniu związane z chęcią zarysowania jak najszerszego obrazu dla przyszłych części serii, jednak czytając tę pozycję miałam momentami wrażenie, że jest ona zbyt chaotyczna - niektóre wprowadzane wątki nie zostały, moim zdaniem, wystarczająco rozwinięte, przez co miałam wrażenie, że zostały niepotrzebnie włączone w akcję tej pozycji. Może gdyby książka ta była dłuższa, istnienie tych wątków byłoby lepiej uzasadnione.

Szczerze uważam, że "Niedźwiedź i słowik" zasługują na pozytywne recenzje, gdyż jest to fantastyczna powieść z magią i baśniowymi elementami, którą czyta się niczym prawdziwy ludowy przekaz. Mimo kilku uwag, z pewnością sięgnę po kontynuację, gdyż książka ta ma wspaniały potencjał, i nie mogę się doczekać jak Katherine Arden pociągnie tę serię!

Moja ocena: 7/10

Miłego czytania,
Patsy.

sobota, 12 maja 2018

Przeczytane, a niezrecenzowane: kwiecień 2018 (Balzac, Foucault, Dalajlama, Sarah MacLean, "And I Darken")


Ostatnimi czasy ciężko u mnie z zapałem do czytania :c. Oczywiście prawie codzienne sięgam po jakąś książkę, jednak trudno jest mi się skupić na lekturze.W każdym razie, tak sobie tłumaczę ten dosyć przeciętny czytelniczy miesiąc - nie przeczytałam nic cudownego, ale również nie wpadło mi w ręce nic beznadziejnego. 
Bez dalszego wstępu, oto pozycje, które przeczytałam w kwietniu:


Michael Foucault "Zło czynić, mówić prawdę" 7/10
Kilka miesięcy temu zetknęłam się z fragmentem tekstu Michaela Foucault i byłam zdziwiona tym jak ciekawie oraz przystępnie był napisany. Widząc więc tę pozycję w zapowiedziach postanowiłam się skusić - jak widać po ocenie wyszłam na tym dobrze ;). Mimo, iż temat wyznania nie za bardzo mnie pasjonuje, to jednak spojrzenie autora okazało się niezwykle interesujące (przykłady przytaczane były głównie z prawa, religii oraz literatury). Tak jak wspomniałam, Foucault jak na filozofa, pisze bardzo przystępnie. Bez większych problemów można podążać za jego prezentacją, w czym pomaga również przejrzyste ułożenie wypowiedzi.
Z łatwością mogę polecić tę książkę tym, których interesuje temat wyznania w kulturze. Myślę również, że i ci, którzy tak jak ja sądzili, że zagadnienie to nie ma zbyt dużo ciekawego potencjału, też znajdą w tej pozycji coś dla siebie.


Honore de Balzac"Córka Ewy" 6/10
"Córka Ewy" to moje drugie spotkanie z tym autorem. Tak jak pierwsze nie powaliło mnie na kolana, tak i niestety ta pozycja nie podbiła mojego serca. Szczerze, to trudno jest mi teraz przypomnieć sobie o czym była! Klasyki klasykami, ale ta książka, mimo, że krótka, dosyć się ciągnęła. Fabuła nie była zła, jednak mnie specjalnie nie porwała. Największym atutem tej pozycji jest jej tłumaczenie w wydaniu Boya-Żeleńskiego, które było po prostu fantastyczne, aż żal człowieka ściska za serce, gdy porównuje się TAKIE tłumaczenia, z tymi które niekiedy serwują nam dzisiejsi tłumacze... Ehhh... Podsumowując, książka nie była zła, jednak przez to, że lektura była raczej mdła trudno znaleźć mi kogoś komu z czystym sumieniem mogłabym polecić tę pozycję. 


Kiersten White "And I Darken" 6/10
Dużo dobrego słyszałam o tej pozycji na zagranicznych portalach, więc postanowiłam przekonać się na własnej skórze co i jak. Lektura nie była zła, jednak niespecjalnie mnie oczarowała. Oprócz absolutnie wspaniałej okładki, do gustu (w miarę) przypadli mi główni bohaterowie. Wpisują się w jeden z moich ulubionych modeli postaci, mianowicie takich, które nie są idealne, popełniają błędy i robią złe rzeczy, aby chronić tych, których kochają. Dodatkowo XV wiek okazał się bardzo ciekawym wyborem jeśli chodzi o historyczne umiejscowienie akcji. Czytanie z posiadaniem już pewnej wizji wspomnianych wydarzeń było ciekawym doświadczeniem (część wydarzeń jak i postaci jest zaczerpnięta z historii). Jednak poza tym wiele elementów niezbyt przypadło mi do gustu, od postaci młodego sułtana, przez niesprzyjające rozłożenie akcji w czasie, na przedstawieniu religii skończywszy. Myślę, że jeśli ktoś lubi fantasy w wydaniu młodzieżowym (chociaż myślę, że książka powinna być raczej kierowana do starszych czytelników tej kategorii wiekowej), to prawdopodobnie spodoba mu się ta pozycja - może nie powali na łopatki, ale pewnie zapewni dobrą rozrywkę. 
Obecnie książka ta nie jest przetłumaczona na język polski.


Sarah MacLean "Trzy twarze damy" 6/10 #4
Sarah MacLean "Przyjaciel z dzieciństwa" 6.5/10 #1
Sarah MacLean "Uwodziciel bez szans" 5.5/10
Cieszę się, że w kwietniu odkryłam nową autorkę piszącą romanse historyczne! Przechadzając się po bibliotece postanowiłam sięgnąć po te ciekawie zapowiadające się lektury. Co jakiś czas lubię sięgnąć po coś lekkiego i przyjemnego i te książki właśnie wpisują się w te kategorie. Wiadomo, nie jest to jakaś wybitna lektura, ale jak na ten gatunek, akcja była wciągająca, a dobrze sportretowane postacie łatwo angażowały czytelnika w swoje losy. Minus, na który chciałabym zwrócić uwagę, to momentami za bardzo rozwleczona akcja - oczywiście wiemy, do czego zmierza książka i przeciwności losu są wskazane dla urozmaicenia, ale chwilami byłam sfrustrowana tempem wydarzeń. Jednak ogólnie rzecz biorąc polecam twórczość autorki.


Dalajlama, Desmond Tutu "Wielka księga radości" 7/10
Temat radości jak i przepiękna okładka skutecznie mnie przyciągnęły. Książka jest zapisem rozmów Dalajlamy z bp Tutu na różne aspekty składające się na życiową radość. Ogólnie rzecz ujmując lektura ta całkiem mi się podobała, jednak nie okazała się niczym przełomowym. Żaden z poruszanych tematów mnie nie olśnił, ani nie powalił na łopatki swoją oryginalnością. To powiedziawszy książka ta była naprawdę przyjemna oraz zwróciła moją uwagę na kilka aspektów, którym wcześniej nie poświęcałam dużo uwagi. Jedynym z nich okazał się Tybet. Miałam jako takie pojęcie o jego sytuacji, jednak szczerze zdziwiło mnie jaka tragedia wiązała się, i nadal wiąże z zajęciem tych ziem przez Chińczyków. "Wielka księga radości" to ciekawa pozycja, którą polecam, jednak nie lepiej nie zabierać się za nią z wysokimi oczekiwaniami.

*****
To na tyle! Maj jak na razie nie idzie dużo lepiej, mam jednak nadzieję, że jakieś dobre lektury jeszcze wpadną w moje łapki :D!

Miłego czytania,
Patsy.

sobota, 28 kwietnia 2018

Stosik 2/2018



Ostatnio jakoś podejrzanie łatwo przychodzi mi nabywanie książek... Na przestrzeni ostatnich lat udało mi się wypracować pewną równowagę i w miarę racjonalnym tempie nabywam nowe lektury. Na przestrzeni ostatnich miesięcy trochę się jednak rozpasałam ;). Nieważne! Nadal na szczęście
kupuję książki, którymi naprawdę jestem zainteresowana ;D.

1. Dalajlama, Tubten Cziedryn "Buddyzm. Jeden nauczyciel, wiele tradycji"
Temat buddyzmu, czy po prostu innych filozofii i światopoglądów już od dłuższego mnie interesuje, postanowiłam więc sięgnąć po literaturę. Zobaczymy jak będzie ;).


2. Dalajlama, Desmond Tutu "Wielka księga radości"
Temat radości również ogromnie mnie ciekawi, zwłaszcza kiedy ugruntowany jest w innych tradycjach. Do tego ta przepiękna okładka! Lektura już za mną, o czym więcej będzie w nadchodzącym poście ;).

3., 4. Taylor Jenkins Reid "Rozstańmy się na rok", "Jedyna miłość razy dwa"
Obie świetne lektury już za mną :D. Udało mi się je dostać w pakiecie, i razem kosztowały ok. 30 zł, cena moim zdaniem odpowiednia zważywszy na niestety niezbyt atrakcyjne okładki... Na szczęścia zawartość jest godna polecenia ;D.


5. Sebastien De Castell "Cień rycerza"
Po lekturze "Ostrza zdrajcy" nie byłam pewna, czy sięgnę po kontynuację. Postanowiłam się jednak skusić i mam nadzieję, że druga część okaże się lepsza!

6. James Joyce "Ulysses"
Już od kilku dobrych lat planowałam sięgnąć po tę pozycję, zależało mi jednak na edycji z przypisami, gdyż książka ta ma masę odniesień, których nie chciałam przegapić. Czuję się trochę onieśmielona wielkością tego tomiszcza, mam jednak zamiar chociaż spróbować :D


7. Małgorzata Musierowicz "Ciotka Zgryzotka"
Oczywiście musiałam jak najszybciej sięgnąć po kontynuację mojej ukochanej Jeżycjady. Jak już wspomniałam w podsumowaniu czytelniczym marca, lektura okazała się fantastyczna :D.<3 .="" p="">


8. Louisa May Alcott "Małe kobietki"/ "Little Women"
Książka ta też od lat była na mojej liście. Tuż po zakupie zabrałam się do lektury, jednak początkowe wrażenia nie okazały się pozytywne :c. Dam jej jeszcze szansę, ale jak na razie mogę się przynajmniej cieszyć oczy ładną okładką ;).

9. Michael Foucault "Zło czynić, mówić prawdę"
Jakiś czas temu odkryłam, że Michael Foucault ma bardzo przystępny sposób wyrażania się. Zainspirowana tym faktem, postanowiłam sięgnąć po to nowe wydanie. Lekturę właśnie powoli kończę, i muszę przyznać, że całkiem mi się podoba, choć nie mogę tego samego powiedzieć o wydaniu - więcej narzekania będzie w nadchodzącym poście o lekturach kwietnia.


10. Don Miguel Ruiz "Cztery umowy"
Ostatnio naszła mnie znowu ochota na trochę pozytywnych słów od tego autora, zdecydowałam się więc w końcu sięgnąć po jego najbardziej popularną książkę. Coś czuję, że już niedługo zabiorę się do lektury ;).

*****

To na tyle! Przede mną wiele wspaniałych lektur, teraz tylko czas na lepszą organizację czasu i opieranie się atrakcyjnym serialom i innym pokusom ;).

Miłego czytania,
Patsy.

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Przeczytane, a niezrecenzowane: marzec 2018 ("Ciotka Zgryzotka", "Opal", Tessa Dare, Maggie Stiefvate...)


W marcu przeczytałam kilka naprawdę dobrych pozycji, z czego ogromnie się cieszę :D. Największą radością napełnił mnie powrót do mojej ulubionej Jeżycjady oraz kontynuowanie przygody z moją nową top autorką - Taylor Jenkins Reid. Bez dalszych wstępów, zapraszam do lektury!


Małgorzata Musierowicz "Ciotka Zgryzotka" 9/10
Nie ma to jak powrót do Jeżycjady! O mojej miłości do tej serii wspominałam już wielokrotnie, uważam jednak, że nie ma co żałować słów na te wyśmienite książki. "Ciotka Zgryzotka" w żadnym razie mnie nie zawiodła, a nawet podobała mi się trochę bardziej od swoich poprzedniczek. Małgorzata Musierowicz pisze wspaniałe, ciepłe, pozytywne książki, podkreślające wagę rodziny oraz wzajemnej troski. Po lekturze zawsze czuję się lepiej, przepełnia mnie nadzieja oraz wdzięczność. Wiem, że w ostatnich latach autorka ta spotykała się z krytyką, której szczerze nie rozumiem, dla mnie Jeżycjada jest zawsze bezpiecznym miejscem pełnym ciepła i humoru.



Taylor Jenkins Reid "Rozstańmy się na rok" 8/10
Taylor Jenkins Reid "Jedyna miłość razy dwa" 7/10
Jak już wspomniałam Taylor Jenkins Reid swoimi książkami bardzo szybko podbiła moje serce. Lubię od czasu do czasu przeczytać coś lekkiego i wciągającego, autorka ta jednak do tej mieszanki dodaje prawdziwego kopa emocjonalnego oraz porusza trudne tematy, z którymi większość z nas się w życiu mierzy. Planuję poświęcić autorce osobny post, więc nie będę się bardziej rozpisywać :).

Mała uwaga: muszę zaznaczyć, że nie jestem fanką tłumaczeń tych książek, spośród trzech, które czytałam, tylko "Jedyna miłość razy dwa" została, moim zdaniem, dobrze przetłumaczona. Częste kalki językowe oraz literówki w innych pozycjach wpływają na odbiór lektury. Po kolejne książki autorki będę sięgać w oryginale, chyba, że będę zaznajomiona z pracami tłumacza. 



Maggie Stiefvater "Opal" 5/10
Mimo, iż ogromną fanką serii Maggie Stiefvater nie jestem, to byłam ciekawa jak autorka pociągnie dalej akcję. Muszę przyznać, że "Opal" nie była zła ;). Unikając spoilerów, postaram się pisać ogólnikowo. Perspektywa mimo, iż ciekawa trochę mnie irytowała, doceniam jednak jej oryginalność. Za dużo w tej nowelce się nie wydarzyło, chociaż dalsza akcja została niejako nakreślona. Co samą mnie zdziwiło lektura ta zaintrygowała mnie na tyle, że planuję sięgnąć po dalsze części w tej serii (czy raczej w nowej serii). 
Sarah Anderson "Adulthood Is a Myth" 7/10
Ta powieść graficzna (zbiór ilustracji?) wpadł niespodziewanie w moje łapki, z czego bardzo się cieszę! Myślę, że większość z nas zmaga się z miłością do książek, zwierząt, introwertyzmem lub innymi cudami codziennego życia, co właśnie na swoich rysunkach przedstawia Sarah Anderson. Ta szybka lektura przypomina nam, że nie jesteśmy samotni w naszych dziwactwach i zmaganiach,  a wszystko jest w dodatku okraszone dobrą dozą humoru.



Mirka Andolfo "Wbrew naturze" 6/10
Komiks ten wpadł mi w ręce w bibliotece i tam też go przeczytałam. Rzadko sięgam po ten typ literatury, jednak postanowiłam się skusić. Wyboru nie żałuję, jednak lektura specjalnie mnie nie zachwyciła. Spodobał mi się koncept autorki - ukazanie absurdu dobierania się w pary na zasadzie gatunku, oraz styl ilustracji (mimo, iż odrobinę wyuzdany), jednak poza tym nie zostałam oczarowana. Gdybym natknęła się na kolejną część pewnie bym po nią sięgnęła, jednak aktywnie szukać nie będę ;).


Tessa Dare "Romancing the Duke" 6.5/10
Nie ma to jak książki Tessy Dare na rozjaśnienie szarych dni. Te lekkie romanse ze świetnym humorem oraz ciekawą fabuła naprawdę działają jak pigułka szczęścia (przynajmniej dla mnie). Ta pozycja jest pierwszą w serii i muszę przyznać, że całkiem mi się podobała. Autorka ukazuje nam bardziej niezależne bohaterki, które mogą aspirować do posiadania własnych nieruchomości (szok!). Lekturę dodatkowo urozmaiciła mi wiedza nabyta po przeczytaniu "Niedyskretnika" Tessy Oneill, która wprowadza nas w realia czasów wiktoriańskich - obie lektury szczerze polecam :).



Luc Ferry, Claude Capelier "Filozofia - najpiękniejsza historia" 6/10
Z lekturą tą męczyłam się ponad miesiąc, niestety książka ta nie była w stanie utrzymać mojego zainteresowania zbyt długo - łatwo odpływałam myślami, przez co traciłam wątek, co w przypadku książek o filozofii jest dosyć niepraktyczne. W każdym razie, mimo tego elementu, pozycja ta była całkiem ciekawa i chociaż momentami ujęcia autora były bardzo uproszczone (co sam zaznacza),  to kompletnym laikom raczej bym tej pozycji nie poleciła.

W tym miesiącu zrecenzowałam książkę:
Therese Oneill "Niedyskretnik" 8/10

*****
To na tyle! W kwietniu liczę na co najmniej ta dobre lektury :D.

Miłego czytania (i świętowania),
Patsy.