poniedziałek, 7 marca 2016

Przeczytane, a niezrecenzowane - luty 2016 (Brandon Sanderson, Pierce Brown, Leigh Bardugo...)

Luty pod względem czytelniczym był dla mnie dość trudn. Do połowy miesiąca ciężko było mi poświęcić czytaniu dłużej niż 10, 15 minut bez rozkojarzania się, albo po prostu napadu nudy. Rzadko miewam takie humory, jednak no cóż, zdarza się każdemu! Przez to również przeczytałam w tym miesiącu tylko siedem książek, z których na szczęście większość bardzo mi się spodobała :). Do ulubionych lektur miesiąca należą "Misja Ivy" Amy Engel (recenzja) oraz "Stalowe serce" Brandona Sandersona, które napędzały moje wolne czytelnicze tempo.


Brandon Sanderson "Stalowe serce" 7,5/10
Wiedziałam, że prędzej czy później znów sięgnę po książkę Brandona Sandersona, gdyż mimo iż "Droga królów" niezbyt mi się podobała, to świat w niej stworzony oraz niesamowita wyobraźnia autora zdecydowanie przykuły moją uwagę. "Stalowe serce" okazało się wciągającą lekturą o ciekawej koncepcji oraz ze świetnymi bohaterami - naprawdę świetnymi. Dodatkowe elementy takie jak rzeczywista pomoc osób dorosłych (jestem uczulona na nastolatków ratujących świat w pojedynkę) oraz zabawne metafory dodatkowo podbiły moje serce. Z pewnością sięgnę po kontynuację :). Książkę oceniłabym prawdopodobnie wyżej, gdybym w czasie jej lektury nie miała tak małych zasobów skupienia oraz ochoty do czytania.


Tamora Pierce "Krąg Magii. Księga Sandry" 5/10
Książka ta jest jednym z głównych powodów mojego czytelniczego ociągania się w tym miesiącu. Wiedziałam, że nie mam co oczekiwać cudów, jednak nudność tej książki przerosła moje oczekiwania (zwłaszcza, że jest ona dość krótka). Tym czego najbardziej brakowało mi w tej pozycji, to jakiegoś celu. Jakiegokolwiek sensownego celu. Tamora Pierce napisała książkę, która raczej pasowałaby jako kontynuacja lub opowiadania do świetnej serii, w których można sobie pozwolić na zwykłe spotkanie z ukochanymi bohaterami. "Krąg Magii. Księga Sandry" niezbyt przypadł mi do gustu - średni bohaterowie, nieciekawa akcja... Takie nijakie czytadło, nic więcej. 


Leigh Bardugo "Szturm i grom" 6/10
Kilka miesięcy temu przeczytałam pierwszą część serii "Cień i kość", jednak nie od razu miałam ochotę na kontynuację, mimo iż lektura ta była udana. "Szturm i grom" okazał się typowym drugim tomem - trochę nudnawym, rozciągniętym, z największą ilością akcji na początku i końcu. Czymś co w znaczącym stopniu wpłynęło na jakość czytania była duża ilość literówek, które bardzo rozpraszały, zwłaszcza, że nie były to mało znaczące błędy, a te zmieniające sens wyrazu - czytając zdania "Nie masz prawda" lub "Na tronie spowitym w ciebie" po prostu odechciewoło mi się lektury. Dodatkowo do gustu nadal nie przypadł mi związek Aliny oraz Mala. Mimo tych cierni, była ta w miarę rozrywkowa książka, jednak pozostawiająca po sobie mieszane uczucia.


Jacques Philippe "Mała droga ufności Teresy z Liesieux" 6/10
O Teresie z Lisieux i jej "Dziejach duszy" czytałam już kilka lat temu w "Projekcie szczęście" Gretchen Rubin, jednak od tamtego czasu jakoś trudno mi było się za tę pozycję zabrać. Ciekawa twórczości popularnej świętej, przy okazji sięgnęłam po zapis rekolekcji właśnie jej dotyczących. Książka ta była przyjemną i ciekawą lekturą, kilka jej momentów oraz przemyśleń Jacques'a Philippe bardzo mi się spodobały, jednak pozostawiła po sobie niedosyt. 


Pierce Brown "Red Rising. Złota krew" 7/10
Science ficton zdecydowanie nie jest dla mnie. Dobrze o tym wiem, i trzymam się z dala. Jednak tyle dobrego słyszałam o tej pozycji, łącznie ze stwierdzeniami, że jest idealna dla początkujących z tym gatunkiem. Z racji tego, że dostrzegłam ją na bibliotecznej półce postanowiłam się skusić, czego przez połowę lektury żałowałam. Dość ciężko było mi się wgryźć w "Złotą krew" - całe uniwersum, jego funkcjonowanie, wygląd itd., jest trudne do ogarnięcia jednocześnie podążając za szybko rozwijającą się akcją. Lekturę zdecydowanie ułatwiłby słowniczek pojęć, którego braku nie rozumiem. Na szczęście książka ta stawała się coraz lepsza, zwłaszcza po ciężkiej inicjacji. "Złota krew" jest wielowarstwową, zdecydowanie interesującą oraz bardzo zaskakującą pozycją - naprawdę ciężko cokolwiek w niej przewidzieć. Jednak mimo że lekturę tę uznaję za udaną, to pozostawiła ona po sobie pewien niesmak (nie jestem fanem dużej ilości brutalności), a opis drugiej części mnie zniechęcił. Zobaczymy... Dla zainteresowanych lekturą polecam również nie czytać opisu tej książki, gdyż psują one zaskakujące momenty przynajmniej pierwszych stu stron!



A oto pozycje, które w tym miesiącu przeczytałam i zrecenzowałam:

Miłego czytania, 
Patsy!

poniedziałek, 29 lutego 2016

Sophie McKenzie "Zawrót głowy" ("Falling fast")

Przekład: opracowanie zbiorowe
Data wydania: 09.2013
Ilość stron: 248

Odnoszę wrażenie, że najłatwiej pisze się recenzje książek, które bardzo mi się podobały oraz tych, które niezbyt przypadły mi do gustu. Może się mylę i zależy to od pogody, godziny, czy faz księżyca. Nieważne. Zmierzam do tego, że "Zawrót głowy" niestety udaną lekturą się nie okazał, chociaż na szczęście obyło się bez tragedii. Jestem jednak rozczarowana, gdyż "Zaginiona" (wszak czytana kilka lat temu) była udaną lekturą.

Opis:
To nie próba teatralna, tylko samo życie. River bierze udział w castingu do międzyszkolnego przedstawienia Romea i Julii i zakochuje się we Flynnie, który gra Romea. River wierzy w miłość romantyczną i bardzo pragnie jej doświadczyć. Ale czy dla Flynna miłość jest tym, czym jest dla niej? Droga miłości rzadko bywa gładka i prosta.

Zaletą tej książki jest możliwość jej szybkiego przeczytania. Łatwo potraktować ją jako obejrzenie serialu, czy filmu - przyjemna rozrywka, która niekoniecznie niesie za sobą wiele wartości. "Zawrót głowy" ma przyjemną fabułę, jak na młodzieżowy romans - nie oczekiwałam tu oczywiście żadnych filozofii, czy głębszego sensu, jednak nie jest ona banalna. Autorka ma również talent do bezproblemowego przenoszenia czytelnika do stworzonego przez siebie świata, dzięki czemu bardzo łatwo wczuć się w akcję.

Największym cierniem tej pozycji jest zdecydowanie większa część bohaterów, zwłaszcza główna postać żeńska. River uosabia jeden z najczęstszych powodów, dla których nie sięgam po młodzieżowe romanse - jest po prostu irytująca oraz niezbyt mądra. Nie oczekiwałam, że ją pokocham, ale jej czyny oraz przemyślenia typu: "Nie umiałam być zła na niego. Był na to zbyt... zbyt ładny" po prostu mnie dobijały. Jestem już chyba niestety za stara na takie teksty.

Elementem, do którego mam mieszane uczucia, są poruszane przez autorkę cięższe tematy. Pomysł, jak i początkowe wykonanie bardzo mi się spodobało, jednak z czasem książka zatraciła równowagę. Odnosiłam wrażenie, że autorka próbuje wcisnąć jak najwięcej elementów nie bacząc na ich przenikanie się. Nie chcę tu zdradzać akcji, jednak problemy, z którymi zmaga się Flynn, są dziwne sparowane z ignorancją i brakiem wyczucia River. Nie jestem w 100% w stanie wczuć się w sposób myślenia potencjalnego czytelnika takiej pozycji (12-16 lat) jednak ja jestem na takie elementy wyczulona, i uważam, że jeśli ktoś chce poruszać trudne tematy w książkach młodzieżowych, musi to zrobić w sposób przemyślany.

"Zawrót głowy" to książka dla osób, które lubią czytać o problematycznej młodzieżowej miłości oraz o trudnościach, które można napotkać dorastając. Zalecam jednak podejście do tej pozycji z dużą dozą wyrozumiałości względem bohaterów, której mnie niestety zabrakło. Bardzo możliwe również, że zupełnie inaczej odebrałabym tę pozycję, gdybym przeczytała ją siedem, czy sześć lat temu. Jednak z pewnością na rynku można znaleźć lepsze lektury, jak na przykład "Zaginiona" tej samej autorki ;).

Moja ocena: 5/10

Patsy.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Amy Engel "Misja Ivy" ("The Book of Ivy") recenzja

Przekład: Paweł Beręsewicz
Data wydania: 05.2015
Ilość stron: 304

Książki paranormalne i dystopijne już dawno mi się przejadły, jednak dla jednych i drugich czasami robię (przemyślane) wyjątki. O tej popularnej dylogii Amy Engel słyszałam wiele dobrego na zagranicznych portalach, jednak, o dziwo, nie jest zbyt znana na polskim rynku, a szkoda, gdyż "Misja Ivy" mile mnie zaskoczyła i przywróciła nadzieję i zainteresowanie gatunkiem :)!

Opis:
Szesnastoletniej Ivy Westfall nikt nie pyta, czy syn prezydenta Lattimera to jej wymarzony kandydat na męża. Sprawa jest przesądzona. Zostanie żoną śmiertelnego wroga. To smutny los dla młodej dziewczyny, ale też trudno o lepszą okazję, by zadać tyranii morderczy cios.

Wyjątkowo muszę zacząć recenzję od bohaterów, a raczej od bohatera. Bishop: główna postać męska, mąż Ivy, która ma go zabić. Bardzo rzadko zdarza mi się być zauroczoną jakąś książkową postacią, a tu proszę! Zabawny, lojalny, troskliwy - całkowicie mnie ujął. Na dodatek Ivy również przypadła mi do gustu. Miałam z nią kilka problemów, zwłaszcza z jej rodziną, ale ogólnie rzecz biorąc muszę przyznać, że wypadła bardzo dobrze. Należę raczej do czepialskich w tym zakresie, więc moje pozytywne opinie świadczą o świetnym portrecie - nie tylko głównych bohaterów.

Akcja również mnie zadowoliła. "Misja Ivy" jest wciągająca, dobrze zrównoważona momentami bardziej emocjonującymi oraz statecznymi, nie jest również całkowicie przewidywalna - możemy snuć różne domysły, a jednak nie wszystkiego możemy się domyślić. Jeśli chodzi o dystopie, to ich ciekawym, a zarazem trudnym do stworzenia elementem jest historia w jaki sposób do nich doszło. W tej książce wytłumaczenie to jest zadowalające, jednak tak jak w przypadku niektórych elementów struktury miasta, chciałabym rozwinięcia kilku wątków.

Dużym atutem tej książki, który wyróżnia ją na tle gatunku, jest poruszanie w niej trudnych tematów, zwłaszcza dla młodego czytelnika, który możliwie sam się z nimi zmaga. Zagadnienia takie jak: własna wartość, przemoc, czy sprawiedliwość są płynnie wplecione w fabułę, nie przytłaczają jej, a jednak Amy Engel pozwala im wybrzmieć. Jest to lektura mądra, wyróżniająca się na tle gatunku antyutopii młodzieżowych. Na dodatek styl autorki uprzyjemnia lekturę. Nie jest nazbyt skomplikowany, ale też nie banalny, dzięki czemu tworzy świetne tło dla akcji.

"Misja Ivy" nie jest kolejną głupiutką książką, o tym jak główna bohaterka chce uratować cały świat (oczywiście bez niczyjej pomocy). Pod przykrywką książki młodzieżowej skrywa się pozycja, który łączy w sobie wciągającą akcję, świetne postacie oraz niebanalne mądrości. Zdecydowanie zasługuje na większy rozgłos!

Moja ocena: 7,5/10

Miłego czytania, Patsy.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Andrea Camilleri "Śmierć na otwartym morzu" ("Morte in mare aperto") recenzja

Przekład: Monika Woźniak
Data wydania: 01.2016
Ilość stron: 304

Kryminały to gatunek, po który sięgam zdecydowanie za rzadko.Włoskie klimaty, doceniony pisarz oraz forma opowiadań - idealnego sposobu na poznanie stylu autora oraz jego bohaterów, wydał mi się doskonałą okazją, aby to zmienić. "Śmierć na otwartym morzu" Andrea Camilleri'ego okazała się przyjemną lekturą, jednak nie podbiła mojego serca.

Opis:
W ośmiu opowiadaniach zawartych w tomie komisarz Montalbano zmaga się z przestępstwami rozmaitego typu, nie tylko z morderstwami, ale także z tajemniczym pożarem w hotelu czy ze złodziejem dżentelmenem.
Przez karty książki przewijają się wszyscy bohaterowie znani i lubiani z cyklu powieści – gapowaty Catarella, uwodzicielski komisarz Augello, wieczna narzeczona Livia i wierna gosposia Adelina – tyle że tak jak sam główny bohater, młodsi, bardziej optymistyczni, pełni energii i pomysłów.

Jednym z najważniejszych elementów kryminału, jest oczywiście prowadzone śledztwo. Autor w żadnym razie nie zawodzi. Zagadki są zróżnicowane oraz ciekawe, świetnie przedstawiają również obraz włoskiej policji na Sycylii lat 80. Andrea Camilleri stworzył również interesujące postacie (od policjantów po podejrzanych), które jednak znacznie by zyskały na bardziej rozszerzonym portrecie i dłuższym "czasie antenowym".

Styl autora jest dość specyficzny. Nie zawiera zbyt dużo opisów, większość tekstu to dialogi, dzięki czemu książkę tę czyta się bardzo szybko. Pozwala to również na skupienie się na sprawie i zagadce, bez innych elementów odwracających uwagę. Jednak ja należę do grona czytelników, dla których rozwój bohaterów, jak i tło akcji jest bardzo ważne, zwłaszcza kiedy postacie są ciekawe i chciałabym je lepiej poznać, a akcja rozgrywa się we Włoszech... Zdaję sobie sprawę, że jest to zbiór opowiadań, jakkolwiek styl autora nie może się znacznie różnić w opowiadaniach i powieściach.

Czymś co bardzo umiliło mi czytanie, był format oraz jakość tej pozycji. Nieduży rozmiar, dobra jakość papieru oraz przemyślana edycja - zawsze zostaje przeze mnie zauważona i doceniona :D.

"Śmierć na otwartym morzu" okazała się miłą wyprawą na Sycylię, jednak pozostawiła niedosyt w zakresie portretu bohaterów oraz tła akcji (kto by nie chciał więcej Włoch!). Na tę chwilę nie planuję ponownego spotkania z komisarzem Montalbano, ale cieszę się z kolejnego doświadczenia z kryminałami.

Moja ocena: 6/10

Miłego czytania, Patsy!