Jak widzicie po tytule postanowiłam poświęcić trochę miejsca imprezie, która większości ludzi zaprzątała ostatnio wieczory. Sama się zdziwiłam, kiedy okazało się że ja również należę do tego grona :o.
Gorliwą fanką sportów nigdy nie byłam. Zawsze starałam się jednak być w miarę na bieżąco, zwłaszcza kiedy mogłam pokibicować Polsce. Sama więc się bardzo zdziwiłam, kiedy podczas majowych finałów Ligii Mistrzów z zaangażowaniem przyglądałam się akcjom na boisku (byłam za Chelsea - dodatkowa radość ze zwycięstwa). Od tamtego momentu szczerze zaczęłam się interesować piłką nożną :D.
Sama atmosfera Euro bardzo mi się podobała. Mieszkam w Poznaniu, więc mogłam jej doświadczyć jeszcze bliżej. Kibice z Chorwacji, Włoch i, zwłaszcza, Irlandii okazali się bardzo przyjaźni i świetnie urozmaicali codzienność.
Starałam się oglądać każdy mecz, więc z wynikami byłam na bieżąco. Polsce kibicowałam z ogromnym oddaniem, dlatego byłam bardzo smutna z ich końcowego niepowodzenia. Dodatkowo okazało się, że żaden z moich faworytów nie dotarł do finału. Ale i tak 1 lipca zasiadłam przed telewizorem oczywiście :D.
Nadal jednak podtrzymuję moją teorię, że piłka nożna jest dość losowym sportem, zwłaszcza przez sędziowanie. Udawanie sfaulowanego przez pokładanie się na murawie z cierpiętniczą miną oraz niedokładna i czasem niesprawiedliwa praca sędziów to jest to czego naprawdę nie lubię. Największy błąd sędziego? Nie zaliczenie oczywistego gola Ukrainy! Myślę, że gdyby to dotknęło naszej reprezentacji sprawa nabrałaby jeszcze większego szumu i nie ucichła tak szybko.
Nie będę się już więcej rozpisywać, bo nie chcę nikogo zanudzać :D. Mam nadzieję, że wśród Was również znajdzie się ktoś, kto Euro również oglądał.
Miłego przetrwania w tym upale życzę!
Patsy.



