poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Muzyczny Poniedziałek XVIII: Sawyer


Dzisiaj zapraszam Was do odsłuchania bardzo przyjemnej piosenki, która ostatnio wpadła mi w ucho, choć muszę przyznać, że nie od razu ;). Utwór "Letting Go" Sawyer jest bardzo lekki, ma świetny refren, a piosenka dzięki ciekawemu głosowi artystki ma świetny klimat!


Miłego dnia,
Patsy!

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Leslye Walton "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" ("The Strange and Beautiful Sorrows of Ava Lavender")

Przekład: Regina Kołek
Data wydania: 03.2016
Ilość stron: 304

Dawno już nie przeczytałam książki w jeden dzień. Nie tylko dlatego, że nie mam takiej dużej ilości czasu wolnego, ale również ze względu na częstą dekoncentrację podczas lektury. Sięgając po "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" szczerze nie spodziewałam się, tego że zostanę niczym sznurkiem przyciągnięta, a po chwili i mocno przywiązana do tej niezwykłej lektury.

"I to może być sedno problemu: wszyscy boimy się siebie nawzajem,
 bez względu na to, czy mamy skrzydła czy nie."

Fabuła tej książki nie skupia się jedynie na "cudownych i osobliwych przypadkach" Avy Lavender - dziewczyny, która od momentu swoich narodzin musi radzić sobie ze swoją innością - pięknymi skrzydłami. Przedstawione są w niej również niespotykane dzieje jej babci - francuskiej imigrantki oraz matki. Rodzina Roux (później Lavender) może poszczycić się naprawdę specyficzną oraz raczej tragiczną historią. Utrata miłości, inność, wyobcowanie z tym wszystkim zmierzają się bohaterowie tej książki. Teraz kolej na historię Avy.

Jednym z najbardziej wyrazistych elementów tej książki jest realizm magiczny. Osobiście bardzo lubię takie lektury - klimatyczne, interesujące, zdecydowanie nietuzinkowe. Autorka wplata w realia XX wieku magię, zaczynając od rodziny babki Avy, robi to jednak w niezwykły oraz przepiękny sposób. Dodatkowa łatwość pióra pisarki sprawia, że wszystkie elementy, które same w sobie kłują w oczy rażącą dziwnością, nagle nabierają sensu oraz wspaniałego literackiego wyrazu.

Jednak to nie krewni zamieniający się w ptaki, czy w proch zdziwiły mnie w tej książce najbardziej. Powaga poruszanych w niej tematów, była czymś, czego w zupełności się nie spodziewałam. Oczekiwałam raczej oryginalnej historii z magicznym realizmem w tle, a otrzymałam dzień lektury pełen emocji, wzruszeń oraz przemyśleń. Ava jest zwykłą nastolatką, wywodzącą się z wyraźnie niezwykłej rodziny, która dodatkowo musi radzić sobie z byciem inną, z posiadaniem czegoś co oznacza ją jako odmieńca, a co nie ma zupełnie związku z jej wnętrzem. W książce tej nie brakuje paraleli między historią bohaterów a naszym życiem, bez znaczenia w jakim wieku jesteśmy.

Szczerze uważam, że jest to piękna lektura - nie tylko zewnętrznie, chociaż okładka zdecydowanie zasługuje na uwagę. Kierowanie tej pozycji głównie do młodzieży może łatwo zmylić, gdyż wcale nie jest łatwa, czy lekka. Porusza wiele trudnych tematów, których każdy z nas doświadczył, a w zawartych w niej metaforach łatwo dojrzeć przesłania, które trafiają w serce. Ogromnie chciałabym, aby pozycja ta zyskała większe grono starszych czytelników, gdyż Leslye Walton za fasadą wspaniałej lektury młodzieżowej stworzyła dzieło uniwersalne, orzeźwiające oraz poruszające.

"Myślę, że mogłabyś być kim tylko zapragniesz"

Moja ocena: 8,5/10

Rekomendacja
Polecam, jeśli podobał Ci się "Cyrk Nocy" Erin Morgenstern.

Miłego czytania, 
Patsy.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Przeczytane, a niezrecenzowane - marzec 2016 (Agatha Christie, Tolkien, Marissa Meyer, Gail Carriger...)

Marzec był dla mnie bardzo przyjemnym miesiącem pod względem czytelnictwa :). Przeczytałam dużo świetnych książek, i to na dodatek takich, do których chciałam się zabrać już od długiego czasu. Za najlepszą lekturę miesiąca nie sposób nie uznać "Powrotu króla" Tolkiena, którą odkładam już dobre kilka lat, jednak Marissa Meyer również zapewniła mi wyborną rozrywkę, nie wspominając już o bardzo wciągającej twórczości Leslye Walton. W miesiąc wplotły się również rozczarowania, ale na szczęście obyło się bez dramatów ;).



J.R.R. Tolkien "The Return of the King" ("Powrót króla") 10/10
Nie wiem czy to z racji mojego sentymentu, ale po prostu nie potrafię ocenić tej książki inaczej, jednak jak można tak wybitnie dopracowane dzieło literackie potraktować w jakikolwiek inny sposób? Nie chcę się tu zbytnio rozpisywać, bo książki tej nikomu przedstawiać nie trzeba, cieszę się jednak, że w końcu po kilku latach skończyłam tę serię, wiem również, że z pewnością sięgnę po nią ponownie. Pozycję tę czytałam w języku angielskim, co okazało się nie tak małym wyzwaniem, jednak bardzo chciałam doświadczyć oryginalnej formy tego utwory, co zdecydowanie urozmaiciło lekturę.

Agatha Christie "by the pricking of my thumbs" ("Dom nad Kanałem") 5,5/10
Muszę przyznać, że książka ta okazała się dużym rozczarowaniem, zwłaszcza jak na pierwsze spotkanie z autorką. Lektura ta była średnia, jej bohaterowie (Tommy i Tuppence) niezbyt przypadli mi do gustu, a zakończenie było niesatysfakcjonujące.

Agatha Christie "Tajemniczy przeciwnik" 6/10
Pozycja ta, również opowiadająca o losach Tommy'ego oraz Tuppence, okazała się trochę lepsza w kwestii zagadki oraz portretu postaci, jednak nadal nie sprostała moim oczekiwaniom.

"Cinder" Marissa Meyer 8,5/10
Wiele dobrego słyszałam o tej serii, i w końcu postanowiłam po nią sięgnąć - jak widać była to bardzo dobra decyzja. Dla niewtajemniczonych  "The Lunar Chronicles"/"Saga księżycowa" to seria umiejscowiona w przyszłości z inspiracjami baśniowymi, ujętymi jednak w zdecydowanie niekonwencjonalny sposób. "Cinder" okazała się lekturą wciągającą, podtrzymującą zainteresowanie oraz z niezwykle ciekawymi i oryginalnymi elementami sci-fi, które jednak w żaden sposób nie przytłaczają (wyrażam się z punktu widzenia osoby, która za science fiction nie przepada). Bardzo polecam tę pozycję :D.

"Scarlet" Marissa Meyer 8/10
Druga część serii podobała mi się minimalnie mniej, głównie za sprawą Scarlet, która po prostu nie przypadła mi do gustu tak bardzo jak Cinder. Z jednej strony jednak bardzo się z tego cieszę - autorka kreuje bardzo różnorodne postacie, a każda z nich ma różne wady i zalety. Pozycja ta również okazała się świetną rozrywką i w żadnym razie nie zawodzi - część trzecia "Cress" już czeka na półce :).


Gail Carriger "Bezwzględna" 6/10
Niespodziewane małe rozczarowanie. Serię o Bezdusznej bardzo lubię - czytanie jej to świetna zabawa, jednak w tej (czwartej) serii było wiele momentów oraz zwrotów akcji, które zupełnie nie przypadły mi do gustu. Czas antenowy zapełniały również postacie, których nie lubię. Mimo wszystko z pewnością sięgnę w przyszłości po ostatnią część serii.



A oto pozycje, które w tym miesiącu przeczytałam i zrecenzowałam:
IC4DESIGN, Chihiro Maruyama "Detektyw Pierre w labiryncie. Na tropie skradzionego Kamienia Chaosu" 8,5/10
Recenzja książki "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" Leslye Walton ukaże się w nadchodzącym poście :).

Miłego czytania, Patsy.

poniedziałek, 28 marca 2016

Louise Lee "Ostatnia prowokacja" ("The Last Honeytrap") recenzja

Przekład: Aleksandra Wolnicka
Data wydania: 03.2016
Ilość stron: 456

Bardzo lubię takie książki jak "Ostatnia prowokacja", od których trudno się oderwać, przez co lektura jest szybka, lekka oraz interesująca - niczym dobra komedia! Muszę też przyznać, że jak na "przyjemną książkę", zostałam mile zaskoczona jej dobrym poziomem oraz wieloma elementami, które przypadły mi do gustu - w tym zwłaszcza dobrym humorem :D.

Opis:
Alice, zanim zwiąże się na stałe ze sławnym muzykiem, chce się dowiedzieć, czy może mu ufać. Wynajmuje Florence Love, prywatną detektyw specjalizującą się w prowokacjach, by wystawiła na próbę jej narzeczonego. 
Pani detektyw jest znawczynią mowy ciała, biologii ewolucyjnej i sprytnych przebrań. Jej metody działania są niekonwencjonalne, a skuteczność niezawodna. Jest tylko jedno ale – uwodzeni przez nią mężczyźni rzadko są równie pociągający jak Scot. A przecież nigdy nie należy się zakochiwać w obiekcie prowokacji…

Lekka powieść to dla mnie taka, którą mogę przeczytać szybko, która wciągnie mnie w akcję, oraz która mnie rozśmieszy (przynajmniej co kilka stron). "Ostatnia prowokacja" spełnia wszystkie te wymogi, a dodatkowo odhacza również i bonusowe :). Louise Lee ma bardzo lekki styl. który pozwala z łatwością wślizgnąć się w akcję, co w połączeniu z ciekawie zarysowaną fabułą pracy detektywistycznej składa się na świetną rozrywkę. 

Dodatkowym atutem, którego się nie spodziewałam była bardzo dobrze uzupełniająca fabułę perspektywa wydarzeń z przeszłości życia Florence Love, które całkiem łatwe nie było. Ten punkt widzenia nadaje książce niespodziewanej głębi - nie tylko urozmaica to narrację, ale i wplata w akcję nie tak banalne tematy, miejscami dość ciężkie i trudne, które jednak przez lekki styl autorki nie przytłaczają czytelnika.

Jak na średnio ambitny gatunek, po którym spodziewałam się kilku niemiłych niespodzianek, lektura ta wypada dość dobrze, z jedynie kilkoma elementami, które nie do końca mi się spodobały. "Ostatnia prowokacja" jest momentami dość dosadna/lekko wulgarna, co działa na mnie dość odstręczająco, jednak nie jest to na szczęście przytłaczające w stylu autorki. Kolejnym elementem, który mi się nie spodobał było zakończenie. Wpłynęło ono dość znacząco na moje ogólne odczucia, które do jego nastąpienie była bardzo pozytywne. Nie chcę tu nic zdradzać, jednak w porównaniu całej powieści, jej finał jest po prostu średni.

"Ostatnia prowokacja" to świetna, lekka i zabawna pozycja, którą polecam każdemu szukającemu chwili rozrywki i relaksu. Mimo kilku elementów, które nie przypadły mi do gustu, lektura ta okazała się świetną zabawą, którą z chęcią powtórzę w (jeszcze długo oczekiwanej) kontynuacji.

Moja ocena: 6,5/10

Miłego czytania,
Patsy.