poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Przeczytane, a niezrecenzowane - marzec 2016 (Agatha Christie, Tolkien, Marissa Meyer, Gail Carriger...)

Marzec był dla mnie bardzo przyjemnym miesiącem pod względem czytelnictwa :). Przeczytałam dużo świetnych książek, i to na dodatek takich, do których chciałam się zabrać już od długiego czasu. Za najlepszą lekturę miesiąca nie sposób nie uznać "Powrotu króla" Tolkiena, którą odkładam już dobre kilka lat, jednak Marissa Meyer również zapewniła mi wyborną rozrywkę, nie wspominając już o bardzo wciągającej twórczości Leslye Walton. W miesiąc wplotły się również rozczarowania, ale na szczęście obyło się bez dramatów ;).



J.R.R. Tolkien "The Return of the King" ("Powrót króla") 10/10
Nie wiem czy to z racji mojego sentymentu, ale po prostu nie potrafię ocenić tej książki inaczej, jednak jak można tak wybitnie dopracowane dzieło literackie potraktować w jakikolwiek inny sposób? Nie chcę się tu zbytnio rozpisywać, bo książki tej nikomu przedstawiać nie trzeba, cieszę się jednak, że w końcu po kilku latach skończyłam tę serię, wiem również, że z pewnością sięgnę po nią ponownie. Pozycję tę czytałam w języku angielskim, co okazało się nie tak małym wyzwaniem, jednak bardzo chciałam doświadczyć oryginalnej formy tego utwory, co zdecydowanie urozmaiciło lekturę.

Agatha Christie "by the pricking of my thumbs" ("Dom nad Kanałem") 5,5/10
Muszę przyznać, że książka ta okazała się dużym rozczarowaniem, zwłaszcza jak na pierwsze spotkanie z autorką. Lektura ta była średnia, jej bohaterowie (Tommy i Tuppence) niezbyt przypadli mi do gustu, a zakończenie było niesatysfakcjonujące.

Agatha Christie "Tajemniczy przeciwnik" 6/10
Pozycja ta, również opowiadająca o losach Tommy'ego oraz Tuppence, okazała się trochę lepsza w kwestii zagadki oraz portretu postaci, jednak nadal nie sprostała moim oczekiwaniom.

"Cinder" Marissa Meyer 8,5/10
Wiele dobrego słyszałam o tej serii, i w końcu postanowiłam po nią sięgnąć - jak widać była to bardzo dobra decyzja. Dla niewtajemniczonych  "The Lunar Chronicles"/"Saga księżycowa" to seria umiejscowiona w przyszłości z inspiracjami baśniowymi, ujętymi jednak w zdecydowanie niekonwencjonalny sposób. "Cinder" okazała się lekturą wciągającą, podtrzymującą zainteresowanie oraz z niezwykle ciekawymi i oryginalnymi elementami sci-fi, które jednak w żaden sposób nie przytłaczają (wyrażam się z punktu widzenia osoby, która za science fiction nie przepada). Bardzo polecam tę pozycję :D.

"Scarlet" Marissa Meyer 8/10
Druga część serii podobała mi się minimalnie mniej, głównie za sprawą Scarlet, która po prostu nie przypadła mi do gustu tak bardzo jak Cinder. Z jednej strony jednak bardzo się z tego cieszę - autorka kreuje bardzo różnorodne postacie, a każda z nich ma różne wady i zalety. Pozycja ta również okazała się świetną rozrywką i w żadnym razie nie zawodzi - część trzecia "Cress" już czeka na półce :).


Gail Carriger "Bezwzględna" 6/10
Niespodziewane małe rozczarowanie. Serię o Bezdusznej bardzo lubię - czytanie jej to świetna zabawa, jednak w tej (czwartej) serii było wiele momentów oraz zwrotów akcji, które zupełnie nie przypadły mi do gustu. Czas antenowy zapełniały również postacie, których nie lubię. Mimo wszystko z pewnością sięgnę w przyszłości po ostatnią część serii.



A oto pozycje, które w tym miesiącu przeczytałam i zrecenzowałam:
IC4DESIGN, Chihiro Maruyama "Detektyw Pierre w labiryncie. Na tropie skradzionego Kamienia Chaosu" 8,5/10
Recenzja książki "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" Leslye Walton ukaże się w nadchodzącym poście :).

Miłego czytania, Patsy.

poniedziałek, 28 marca 2016

Louise Lee "Ostatnia prowokacja" ("The Last Honeytrap") recenzja

Przekład: Aleksandra Wolnicka
Data wydania: 03.2016
Ilość stron: 456

Bardzo lubię takie książki jak "Ostatnia prowokacja", od których trudno się oderwać, przez co lektura jest szybka, lekka oraz interesująca - niczym dobra komedia! Muszę też przyznać, że jak na "przyjemną książkę", zostałam mile zaskoczona jej dobrym poziomem oraz wieloma elementami, które przypadły mi do gustu - w tym zwłaszcza dobrym humorem :D.

Opis:
Alice, zanim zwiąże się na stałe ze sławnym muzykiem, chce się dowiedzieć, czy może mu ufać. Wynajmuje Florence Love, prywatną detektyw specjalizującą się w prowokacjach, by wystawiła na próbę jej narzeczonego. 
Pani detektyw jest znawczynią mowy ciała, biologii ewolucyjnej i sprytnych przebrań. Jej metody działania są niekonwencjonalne, a skuteczność niezawodna. Jest tylko jedno ale – uwodzeni przez nią mężczyźni rzadko są równie pociągający jak Scot. A przecież nigdy nie należy się zakochiwać w obiekcie prowokacji…

Lekka powieść to dla mnie taka, którą mogę przeczytać szybko, która wciągnie mnie w akcję, oraz która mnie rozśmieszy (przynajmniej co kilka stron). "Ostatnia prowokacja" spełnia wszystkie te wymogi, a dodatkowo odhacza również i bonusowe :). Louise Lee ma bardzo lekki styl. który pozwala z łatwością wślizgnąć się w akcję, co w połączeniu z ciekawie zarysowaną fabułą pracy detektywistycznej składa się na świetną rozrywkę. 

Dodatkowym atutem, którego się nie spodziewałam była bardzo dobrze uzupełniająca fabułę perspektywa wydarzeń z przeszłości życia Florence Love, które całkiem łatwe nie było. Ten punkt widzenia nadaje książce niespodziewanej głębi - nie tylko urozmaica to narrację, ale i wplata w akcję nie tak banalne tematy, miejscami dość ciężkie i trudne, które jednak przez lekki styl autorki nie przytłaczają czytelnika.

Jak na średnio ambitny gatunek, po którym spodziewałam się kilku niemiłych niespodzianek, lektura ta wypada dość dobrze, z jedynie kilkoma elementami, które nie do końca mi się spodobały. "Ostatnia prowokacja" jest momentami dość dosadna/lekko wulgarna, co działa na mnie dość odstręczająco, jednak nie jest to na szczęście przytłaczające w stylu autorki. Kolejnym elementem, który mi się nie spodobał było zakończenie. Wpłynęło ono dość znacząco na moje ogólne odczucia, które do jego nastąpienie była bardzo pozytywne. Nie chcę tu nic zdradzać, jednak w porównaniu całej powieści, jej finał jest po prostu średni.

"Ostatnia prowokacja" to świetna, lekka i zabawna pozycja, którą polecam każdemu szukającemu chwili rozrywki i relaksu. Mimo kilku elementów, które nie przypadły mi do gustu, lektura ta okazała się świetną zabawą, którą z chęcią powtórzę w (jeszcze długo oczekiwanej) kontynuacji.

Moja ocena: 6,5/10

Miłego czytania,
Patsy.

poniedziałek, 21 marca 2016

Książkowe zdobycze lutego i marca (2/2016)





Ostatnio, jak już wspomniałam przy okazji poprzedniego stosikowego postu, staram się nie kupować nieograniczonej ilości książek, a raczej podejść do tego bardziej racjonalnie. Oczywiście, wiadomo, różnie bywa i trochę lektur się zgromadziło!



1. Przepiękne wydanie "Władcy Pierścienia" oraz "Hobbita" oczywiście pióra wspaniałego J.R.R. Tolkiena (po angielsku).
Bardzo się cieszę, że w końcu mam w swojej biblioteczce jedną z moich ulubionych serii, na dodatek w tak ślicznym wydaniu!

2. Ella Woodward "Smakowita Ella"  
Dopiero co wydana świeżynka, której widok w zapowiedziach szczerze mnie zaskoczył. Autorkę już kojarzyłam przez jej stronę oraz filmiki na youtube, ale nie wiedziałam o jej polskim wydaniu. W każdym razie, jestem bardzo podekscytowana lekturą :D.

3. Leigh Bardugo "Six of Crows" (po angielsku)
O tej pozycji słyszałam wiele dobrego, między innymi to, że jest lepsza od trylogii o griszach, która jak na razie trochę mnie zawodzi. Jest to również kolejne przepiękne wydanie, ze wspaniale dopracowaną grafiką okładkową. Po lekturze planuję napisać jej recenzję.

4. Marissa Meyer "Cinder" (po angielsku)
Serię tę planowałam już zacząć od długiego czasu, jednak jakoś nie było mi po drodze. Lekturę "Cinder" mam już za sobą, i myślę, że obecności drugiego tomu jest dowodem bardzo miłego spotkania, o którym będzie więcej w podsumowaniu miesiąca.

5. Marissa Meyer "Scarlet" (po angielsku)
Po lekturze "Cinder" nie mogłam długo czekać! "Scarlet" właśnie czytam, i jak na razie również mi się podoba :). Dla zainteresowanych obie książki są wydane w języku polskim pod tym samym tytułem.

6. Leigh Bardugo "Szturm i grom" 
Druga część trylogii, którą już przeczytałam. Podsumowując: byłam zawiedziona i jak na razie nie mam ochoty sięgać po kolejną pozycję, jednak prawdopodobnie kiedyś moja czytelnicza ciekawość wygra i sięgnę po "Ruinę i rewoltę" (więcej mojej opinii w podsumowaniu czytelniczym lutego).

7,8. Małgorzata Musierowicz "Kłamczucha" i "Ida sierpniowa"
Już od kilku lat uzupełniam moją kolekcję "Jeżycjady" przy okazji świetnych cen na Targach Książki. Ostatnim brakiem jest "Opium w rosole", którego niestety już nie było.

9. C.W. Gortner "Wyznania Katarzyny Medycyjskiej" (które zostały pominięte przy okazji robienia zdjęcia zbiorowego)
Już od jakiegoś czasu chciałam się zabrać za tę książkę, jednak nie miałam jej ochoty kupować, a w mojej bibliotece jej nie było. Przy okazji wspomnianych targów, natrafiłam na promocję za pół ceny, a że wydanie to jest kieszonkowe, to zapłaciłam bardzo mało :D.

To na tyle, jeśli chodzi o ostatnie zbiory! Szczerze muszę przyznać, że jest ich trochę więcej niż się spodziewałam, jednak mimo największych starań wyrzuty sumienia się nie odzywają!

Miłego czytania,
Patsy.

poniedziałek, 14 marca 2016

IC4DESIGN, Chihiro Maruyama "Detektyw Pierre w labiryncie. Na tropie skradzionego Kamienia Chaosu" ("Pierre the Maze Detective: The Search for the Stolen Maze Stone ")

Przekład: Jan Szwarc
Data wydania: 01.2016
Ilość stron: 36

Czasem zdarza się tak, że sięgamy po książkę nie do końca zdając sobie sprawę o czym ona jest. Jak łatwo można się domyślić taką właśnie przygodę miałam z "Detektywem Pierrem w labiryncie". Nie wiem czemu, ale myślałam, że sięgam po pięknie ilustrowaną lekturę dla dzieci, dlatego odrobinę się zdziwiłam, kiedy odkryłam, że tylko w połowie moje oczekiwania zostały spełnione. Gdyż w rzeczy samej jest to książka ze świetną grafiką, jednak jej główną atrakcją są wplecione w nią labirynty - kto by pomyślał! Tak, czy siak, i tak wyszłam na swoje, gdyż pozycja ta okazała się świetną zabawą ;D.

Opis:
Pierre, labiryntowy detektyw, ma sprawę do rozwiązania!
Pan X, znany też jako złodziej-widmo, skradł z muzeum Kamień Chaosu, który wszystko przemienia w labirynt. Czy możesz odpowiedzieć na wyzwanie Pana X i pomóc Pierre’owi, a także jego asystentce Carmen, w przeprawie przez każdy z tych zdradliwych labiryntów? Nie ma czasu do stracenia. Wkrótce cały świat może się w nich zaplątać!
Ta zachwycająco zilustrowana książka z labiryntami i zadaniami polegającymi na wyszukiwaniu szczegółów to przygoda, jakiej dotąd nie było!

Grafika jest zdecydowanie największą zaletą tej książki. Piękne kolory, wiele szczegółów oraz frapujący styl autora składają się na świetne przeżycie, zwłaszcza estetyczne. Podziwianie ilustracji bardzo często odwracało moją uwagę od samych labiryntów, czy towarzyszącym im zadaniom. A propos - muszę przyznać, że labirynty nie sprawiły mi żadnej trudności, jednak nie mogę tego samego powiedzieć o zadaniach... Muszę się przyznać, że mimo iż było one bardzo jasne (np. znajdź 5 małpek etc.) przez dużą ilość szczegółów oraz spory format, czasami musiałam chwilkę dłużej się skupić - co oczywiście uznaję za duży atut, gdyż odczuwanie dziecinnej satysfakcji nigdy się nie znudzi.

Mimo moich uprzedzeń pięknie ilustrowane labirynty oraz lekko i jasno zarysowana akcja stworzyły świetne pole dla zabawy oraz wyjątkowo kreatywnego sposobu relaksu (patrząc z punktu widzenia osoby dorosłej ;). Podoba mi się to, że coraz częściej rozrywki na papierze, w postaci kolorowanki dla dorosłych, czy świetnych labiryntów cieszą się większą popularnością. Dobrze jest oderwać się od typowego odpoczynku na komputerze, czy serialu i naprawdę chwilę skupić się na jednym zadaniu, jakkolwiek banalnie by ono nie brzmiało, zdecydowanie wprowadza świeżość oraz urozmaicenie do naszego życia.


"Detektyw Pierre w labiryncie" to pięknie wydana pozycja, która jednocześnie zaskoczyła mnie swoim wciągającym oraz rozrywkowym wnętrzem. Jest to świetna książka nie tylko dla młodszych, ale i dla starszych szukających alternatywnych form kreatywnego myślenia (oczywiście bez przeciążeń) - idealna również do przejrzenia na poczekaniu, czy dla zapewnienia chwili zabawy dla gości :).

Moja ocena: 8/10

Patsy.