sobota, 15 kwietnia 2017

5 książek, z których zrezygnowałam (rozczarowania)



Naprawdę długo zajęło mi wykształcenie nawyku rezygnowania z książek, które mi się nie podobają (wyjątek: szkolne lektury obowiązkowe ;). Może się to wydawać dla niektórych dziwne, że chciałam kontynuować coś co jest nieobowiązkowe i nie sprawia mi przyjemności, ale miałam problem z nie kończeniem książek. Jednak im więcej czytam, i im więcej chcę przeczytać, tym trudniej jest mi usprawiedliwić brnięcie z niechęcią przez jakąś pozycję. W końcu życie jest za krótkie do przeczytania wszystkich książek na świecie, to czemu tracić czas na te, które nie są dobre.

W dzisiejszym poście postanowiłam podzielić się pięcioma pozycjami, z których kontynuowania zrezygnowałam (w większości) w ostatnim czasie :).


Susan  Dennard "Prawdodziejka"
Zacznijmy z przytupem, czyli od pozycji, której nie mogłam po prostu znieść. Co dziwne, nie wiem jak to zrobiłam, ale dotrwałam do połowy. W końcu nadzieja umiera ostania, prawda? 
Kilka problemów, jakie miałam z tą książką:
* promowana jako "super żeńska przyjaźń" ekhem, ekhem, fakt, autorka ciągle podkreślała jak świetnymi przyjaciółkami są Safiya i Iseult, jednak niczym nie było to poparte. Jedna z nich ciągle była słaba i umierająca, druga ciągle pogarszała wszystko swoim okropnie impulsywnym i irytującym charakterem,

* Safiya musi ukrywać swoją niezwykle rzadką moc, jaką jest zdolność wykrywania kłamstwa, gdyż wtedy każdy chciałby ją mieć dla siebie. Serio? Gdybyś miał wybrać obrońcę swojego królestwa, wybrałbyś:
a) osobę, która panuje nad powietrzem, albo ogniem i może zrównać budynki z ziemią, kierować statkiem i kontrolować ludzi, 
b) osobę, która potrafi powiedzieć kiedy ktoś kłamie,

* "kreatywne" nazwy, czyli Safiya zamiast Sofia, albo nomatsi zamiast nomadsi. 500 punktów za oryginalność,

* płytka i denna fabuła: oprócz pościgu za super przyjaciółkami, brak dobrego zarysu jakiegoś większego obrazu.


N. K. Jemison "Piata pora roku"
Dobrnęłam do 1/4 tej pozycji kiedy stwierdziłam, że nie jest ona po prostu dla mnie. Niestety, gdyż słyszałam o niej wiele dobrego, a to co przeczytałam wydało mi się bardzo oryginalne. Jednak nie potrafiłam zaangażować się w akcję (co słyszałam jest problemem dla wielu), a miałam inne pozycje, po które wolałam sięgnąć niż męczyć się z tą lekturą.


Émile Zola "Nana"
Nie miałam wiele oczekiwań względem tej pozycji, jednak słyszałam o niej trochę od znajomych. Niestety bardzo się zanudziłam (przeczytałam trochę ponad 25%), w żadnym razie nie mogłam czytać jej dłużej niż przez kilkanaście stron, gdyż po prostu moje myśli zaczynały dryfować gdzie indziej. Podobną fabułę ma "Dama kameliowa" Aleksandra Dumasa (syna), która może nie podbiła mojego serca, ale przynajmniej dałam radę przez nią przebrnąć :P


Mary E. Pearson "The Kiss of Deception"
Na zagranicznych portalach seria ta ma naprawdę dużo wielbicieli jednak ja się do nich nie zaliczam. Po około 1/3 drogi nie starczyło mi już cierpliwości na tę niezwykle oryginalną historię. Nie jestem fanką literatury młodzieżowej, trójkątów miłosnych ani nierealistycznej akcji. Tak naprawdę trudno mi było kontynuować tę pozycję już po kilkunastu stronach, gdyż główna bohaterka (księżniczka) ucieka przed zaślubinami (uwaga!) w sukni ślubnej ze swoją służącą do lasu, mając tylko kilka minut przewagi, a potem w nocy rozpala ognisko. Serio. Jej przystankiem końcowym jest sąsiedni kraj, gdzie zatrzymuje się u znajomej wspomnianej służącej, gdzie pracuje w karczmie jako kelnerka (co tam goście, którzy mogą ją rozpoznać). Po prostu miszczyni ucieczek.


Roberto Saviano "Zero, zero, zero. Jak kokaina rządzi światem"
Z tą pozycję było trochę inaczej, gdyż zrezygnowałam z niej ze względu na bardzo barwne opisy okrucieństwa (oraz trochę nudny sposób prowadzenia narracji). Kokainą nigdy zainteresowana nie byłam, jednak zawsze wiedziałam, że narkotyki są po prostu trucizną. Jednak nie podejrzewałam jak cały ten światek jest okropny, okrutny i wyniszczający. Szczerze uważam, że jeśli kogoś to interesuje to powinien sięgnąć po tę pozycję, gdyż narkotyki to nie zabawa, a wspierania tego biznesu w jakikolwiek sposób przyczynia się do śmierci wielu ludzi.

*****

Jak na razie to na tyle :). Nie zamierzam na tę chwilę kontynuować żadnej z tych pozycji, jednak nigdy nie wiadomo. Naprawdę trudno mi się całkowicie zniechęcić, zawsze mam nadzieję, w końcu komuś te książki musiały się podobać, prawda :P? 
Swoją drogą zawsze ciekawią mnie zróżnicowane opinie - czy to nie jest niesamowite, że każdy z nas, dzięki różnym doświadczeniom, spojrzeniom na świat i poglądom, zupełnie inaczej odbiera (w tym przypadku) literaturę niż my sami? 

Wspaniałej Wielkanocy,
Patsy.

2 komentarze:

  1. Podziwiam Cię - ja nie potrafię zostawić nie dokończonej książki, a rekordzistkę męczę już dwa lata. To kryminał, ale napisany tak okropnym językiem, że po dwóch, maksymalnie trzech stronach ponownie ją odkładam na jakiś czas. Muszę sobie wykształcić taki nawyk jak i Ty :)
    "Prawodziejka" - sama bardzo bym chciała przeczytać tę książkę, bo ma w sobie coś intrygującego, ale rozumiem że Tobie mogła się nie spodobać. "Cztery pory roku" to fantastyka ciężka, ale mi się nawet podobała. "Nanę" mam w planach, jako że wyczytuje klasykę (a przynajmniej mam takie plany) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem ten ból! Niektóre książki też męczę, kiedy jest w nich chociaż coś dobrego, ale na resztę po prostu żal mi czasu ;P Wiem, że wiele osób ją lubi, więc może warto spróbować :). Po "Cztery pory roku" może kiedyś sięgnę ponownie, jednak myślę, że trzeba być w odpowiednim humorze ;). To życzę powodzenia oraz, w przypadku ciężkich lektur, samozaparcia :D!

      Usuń