poniedziałek, 8 lutego 2016

Muzyczny Poniedziałek XVII: Zella Day




Dzisiaj na blogu czas na kolejną odsłonę Muzycznego Poniedziałku :D. Chciałabym się z Wami podzielić świetnym utworem "1965" Zelly Day. Nie jest to jej najbardziej znana piosenka, ale z pewnością moja ulubiona! Przesłuchałam ją już wielokrotnie, nadal jest wspaniała :).




Miłego słuchania, Patsy!

poniedziałek, 1 lutego 2016

Przeczytane, a niezrecenzowane - styczeń 2016 (Scott Lynch, Ember in the Ashes, Gail Carriger, Lucy Maud Montgomery...)

Rok 2016 w zakresie książkowym rozpoczął się świetnie! W tym miesiącu większość lektur, które przeczytałam bardzo mi się spodobała, z czego oczywiście ogromnie się cieszę :). W styczniu przeczytałam 10 książek, z których naprawdę trudno mi jest wytypować najlepszą!


Scott Lynch "Kłamstwa Locke'a Lamory" 8,5/10
O tej pozycji słyszałam wiele dobrego, zwłaszcza o świecie w niej wykreowanym. Mimo moich wysokich oczekiwań nie zawiodłam się! "Kłamstwa Locke'a Lamory" to wyjątkowa powieść fantasy, w której mamy do czynienia ze świetnym kunsztem literackim autora, obecnym nie tylko w dokładnie i oryginalnie stworzonym świecie (od postaci, przez budowle po surowce, stworzenia i inne cuda) oraz świetnym języku i humorystycznej narracji. Z pewnością sięgnę po kolejną część. Gorąco polecam!

Sabaa Tahir "Ember in the Ashes. Imperium Ognia" 8/10
Kolejna osławiona pozycja, która mnie nie zawiodła. Książka Sabaa Tahir niesamowicie wciąga oraz pochłania czytelnika przy okazji przejmując władzę nad jego emocjami. Ogromną zaletą tej pozycji jest to, że w przeciwieństwie do większości młodzieżowych książek fantasy, misją głównej bohaterki, nie jest uratowanie całego świata, co jest wyjątkowo orzeźwiające :D. Świetny portret postaci, ciekawy język oraz idealnie wyważona akcja, sprawiają, że już nie mogę się doczekać drugiej części!


Gail Carriger "Bezzmienna" 7,5/10 ("Protektorat parasola" tom 2)
Tak jak w przypadku niedawno czytanej "Bezdusznej" sięgnęłam po tę książkę z przymrużeniem oka, gdyż gatunek urban fantasy jest już raczej przeze mnie omijany. Wiedziałam, że otrzymam lekturę przyjemną, zabawną oraz lekką, jednak nie spodziewałam się tego, że aż tak mnie ona wciągnie! "Bezzmienna" jest zdecydowanie lepsza od części pierwszej, możliwe, że jest to spowodowane przyzwyczajeniem do charakterystycznego świata oraz, nie mniej interesujących acz specyficznych, bohaterów. Również rozwój akcji bardzo przypadł mi do gustu i skusił mnie do szybkiego sięgnięcia po kontynuację.

Gail Carriger "Bezgrzeszna" 7/10 ("Protektorat parasola" tom 3)
Po ciekawym zakończeniu tomu drugiego, nie mogłam się doczekać kontynuacji przygód Alexii. Całe szczęście się nie zawiodłam! Rozwój akcji nie przypadł mi do gustu, tak bardzo jak w przypadku tomu drugiego, ale nadal lektura ta była świetną przygodą. "Bezgrzeszna" to kolejna porcja zabawnej, lekkiej oraz wciągającej serii, którą z pewnością będę kontynuować.


Philippa Gregory "Czerwona królowa" 6/10
Autorka ta ostatnio bardzo często gości na moim blogu! Philippa Gregory tworzy wspaniałe postacie, które ożywia na tle świetnie zarysowanej historycznej rzeczywistości. "Czerwona królowa" nie przypadła mi jednak do gustu ze względu na główną bohaterkę - Małgorzatę Beaufort, matkę króla Anglii Henryka VII Tudora... Nie mogłam jej znieść, mimo (możliwe, że właśnie i przez to) iż autorka świetnie portretuje ją od lat dziecięcych, spekulując na temat niedociągnięć wychowawczych (łagodnie rzecz ujmując). Ta książka niezbyt przypadła mi do gustu, jednak w żadnym razie nie zniechęca mnie to do sięgnięcia po kolejne pozycje tej pisarki.

Lucy Maud Montgomery "Ania z Wyspy Księcia Edwarda" 6/10
Lucy Maud Montgomery to moja ulubiona autorka. Historie, które stworzyła, należą do jednych z moich absolutnych literackich faworytów, w tym oczywiście historia Ani Shirley. "Ania z Wyspy Księcia Edwarda" jest reklamowana jako ostatni tom tej osławionej serii, jednak jest to tytuł nadany zdecydowanie na wyrost. Pozycja ta zawiera historie, opowiadania z życia mieszkańców Wyspy Księcia Edwarda, na której mieszkają państwo Blythe. Część z nich rozgrywa się przed wydarzeniami z ostatniej części, część po nich. Jedyny bezpośredni kontakt z tytułową bohaterką mamy podczas wierszy Ani oraz Waltera, gdzie obecny jest krótki komentarz domowników. Sam styl autorki różni się od tego w serii, jest często bardziej prześmiewczy oraz cięższy. Pozycja ta jest ciekawym dodatkiem, jednak co do jej tytułu mam wiele zastrzeżeń, zwłaszcza, że w oryginale brzmi "The Blythes Are Quoted" (pol. Cytaty państwa Blythe'ów) co o wiele lepiej odzwierciedla zawartość tej pozycji.

Licia Troisi "Królestwa Nashiry. Marzenie Talithy" 7/10
Dzieła Lici Troisi charakteryzują się oryginalnością oraz ciekawymi losami bohaterów - "Marzenie Talithy" idealnie wpisuje się w ten kanon. System magiczny, kreacja świata oraz zarys społeczeństwa jest wyjątkowy, a przez to również ciekawy. Mimo iż książka ta okazała się interesująca, nie czytało mi się jej dobrze. Odnoszę wrażenie, że Licia Troisi nie lubi uszczęśliwiać swoich bohaterów, przez co łatwo można przewidzieć jak potoczy się akcja. Wbrew temu, że pozycja ta przypadła mi do gustu, zwłaszcza przez swoją oryginalność oraz budowę świata, to nie planuję sięgać po kontynuację, gdyż szczerze niezbyt mnie obchodzą dalsze losy bohaterów.



A oto pozycje, które w tym miesiącu przeczytałam i zrecenzowałam:
Bożena Fabiani "Gawędy o sztuce sakralnej" 8/10
Anthony Doerr "Światło, którego nie widać" 8,5
Recenzja książki Andrea Camilleri'ego ukaże się już niedługo :).

Miłego czytania, Patsy!

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Bożena Fabiani "Gawędy o sztuce sakralnej" recenzja

Data wydania: 11.2015
Ilość stron: 416 

"Gawędy o sztuce sakralnej" Bożeny Fabiani zainteresowały mnie od pierwszego wejrzenia. Po pierwsze: interesuję się sztuką, po drugie: sztuka sakralna to temat, który już od dawna chciałam lepiej zgłębić i po trzecie: słowo gawędy w moim umyśle równa się mile spędzonemu czasowi, również pod względem walorów edukacyjnych. Na szczęście, moje oczekiwania zostały spełnione, a po inne książki autorki z pewnością w przyszłości sięgnę.

Opis:
Główną ideą książki jest pokazanie i objaśnienie obrazów o tematyce ewangelicznej. Jak pisze profesor Fabiani: „Malarstwo sakralne, jak wiadomo, stanowi ogromną większość ocalonych dzieł sztuki, niekiedy prawdziwych skarbów kultury, ale żeby je docenić i zachować dla przyszłych pokoleń, trzeba umieć je odczytać”.
Liczne pozycje albumowe, jakie zalewają nasz rynek, traktują tę tematykę w sposób encyklopedyczny, podręcznikowy. Autorka wypełnia tę lukę, przybliża i objaśnia malarstwo, którego źródłem stała się Ewangelia. Profesor wpisuje swoją opowieść w szeroko pojęty kontekst historyczno-obyczajowy, tak w odniesieniu do samego zapisu Ewangelii i starożytnej Palestyny, jak i do konkretnego dzieła, badając czas i okoliczności jego powstania oraz cechy charakterystyczne, styl artysty i ducha epoki, nie wchodząc przy tym w zagadnienia czysto teologiczne i biblijne. To propozycja książki popularyzującej wiedzę o sztuce i pasję do sztuki.

Największą zaletą tej książki jest z pewnością jej gawędziarski styl opanowany przez autorkę do perfekcji. Czytając tę lekturę, miałam wrażenie, że trafiłam na świetnego przewodnika włoskich galerii sztuki, czy na pasjonujący wykład prowadzony przez kompetentną oraz charyzmatyczną osobę. Od samego początku Bożena Fabiani czaruje czytelnika prezentując mu inne spojrzenie na dzieła (nie tylko sakralne), uświadamiając nam ich głębię, wagę detali oraz rolę osobowości i charakteru artysty. 

Co bardzo przypadło mi do gustu oraz zapewniło wysoką jakość lektury, to jasny podział książki na rozdziały, zawierające na początku tematyczny wpis z Ewangelii, następnie historyczne nawiązanie (również kulturowe) oraz w końcu opis wybranych przez autorkę dzieł. Ten prosty podział dobrze się sprawdził, gdyż oglądajac obrazy mieliśmy już zapewniony odpowiedni materiał do interpretacji. Reprodukcje znajdują się na końcu książki, przy czym dobrze jest mieć dostęp do internetu, w celu zobaczenia dzieł tylko wspomnianych przez autorkę, czy powiększenia obrazu w celu dostrzeżenia szczegółów.

Jedyne zastrzeżenie jakie mam odnosi się do edycji książki. Nie wiem, czy dotyczy to tylko mojego egzemplarza, czy wszystkich, ale niestety w kolejność reprodukcji wkradł się błąd i pierwsza połowa obrazów jest numerycznie trochę pomieszana. Nie jest to oczywiście wina autorki, a prawdopodobnie złośliwość jakiegoś urządzenia.

Bożena Fabiani w fascynujący sposób opowiada o sztuce. "Gawędy o sztuce sakralnej" to ciekawa, zróżnicowana oraz dobrze zbilansowana pozycja. Polecam ją każdemu, kto sztuką się interesuje, zwłaszcza tym, którzy dopiero swoją przygodę z nią zaczynają, gdyż jest to lektura inspirująca do poszerzania swoich horyzontów.

Moja ocena: 8/10

Miłego czytania, Patsy!

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Anthony Doerr "Światło, którego nie widać" ("All the Light We Cannot See") recenzja

Przekład: Tomasz Wyżyński
Data wydania: 09.2015
Ilość stron: 640


Polską premierą "Światła, którego nie widać" byłam bardzo podekscytowana, gdyż słyszałam o tej pozycji wiele wspaniałych opinii, została ona również wielokrotnie nagrodzona m.in. Pulitzerem. Książka ta całkowicie na to zasługuje, gdyż nie jest to zwykła lektura, a prawdziwe literackie arcydzieło, w którym doskonale widać wieloletnie poświęcenie autora. Mimo iż nie zaliczę tej pozycji to do moich absolutnych ulubieńców, doskonale rozumiem zachwyty czytelników.

Opis:
Kiedy hitlerowcy wkraczają do Paryża, dwunastoletnia niewidoma Marie-Laure i jej ojciec uciekają do miasteczka Saint-Malo w Bretanii.
Werner Pfennig ekspert w budowaniu i naprawianiu radioodbiorników trafia tam kilka lat później. Służy w elitarnym oddziale żołnierzy, który zajmuje się namierzaniem wrogich transmisji radiowych. Podczas nalotu aliantów na Saint-Malo losy tej dwójki splatają się…

Anthony Doerr mistrzowsko łączy wątki sensacyjne i historyczne, ale jego powieść to przede wszystkim przejmujące studium człowieka uwikłanego w totalitaryzm. Subtelny portret dwójki niewinnych bohaterów na tle tragicznej historii XX wieku.

Nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się, że przynajmniej jednym z głównych wątków książki będzie romans. Może dlatego, że głównymi postaciami są chłopak i dziewczyna, może gdzieś o tym usłyszałam, nie mam pojęcia. Jednak przez to spodziewałam się po fabule czegoś innego, tylko i wyłącznie z własnej winy (przecież w opisie nie ma nic na temat romansu!). Niestety odrobinę mnie to rozkojarzyło, gdyż czekałam na ten moment, przez co docenienie wspaniałej fabuły trochę mi zajęło. Anthony Doerr stworzył niesamowity obraz rzeczywistości II wojny światowej oraz poprzedzających ją lat. Jego wizja, szeroko zakrojona i zróżnicowana akcja po prostu powalają czytelnika. Autor nie przesładza, nie przesadza, nie ocenia, a po prostu przedstawia różne postacie i ich losy w naprawdę mistrzowski sposób.

Od początku zostajemy "wrzuceni" w wielowątkową fabułę, która nie toczy się chronologicznie, jednak nie wprowadza to dużego zamieszania, gdyż historie te bardzo dobrze się dopełniają. Narracja podzielona jest na kilkoro bohaterów, jednak na większość akcji spoglądamy oczami Marie-Laure oraz Wernera. Nie chcę za dużo zdradzać, gdyż odkrywanie ich historii to jedna z idei tej książki, jednak muszę przyznać, że ich portret jest wspaniały. Autor nie rozpisuje się nad każdym wydarzeniem, czy emocją, ale potrafi w prosty sposób wyrazić i ożywić swoich bohaterów. Naprawdę miałam wrażenie, że są to prawdziwe postacie, przez co książka ta nie była tak prosta do czytania. Anthony Doerr prezentuje historie oraz ludzie losy tak realistycznie, że trudniej jest uświadomić sobie, że jest to fikcja, niż wyobrazić sobie, że historia Marie-Laure i Warnera mogła mieć miejsce.

A propos wyżej wspomnianych emocji, to muszę przyznać, że nawet podczas pisania tej recenzji i wspominania tej pozycji, czuję szybsze bicie serca! Tak jak już wspomniałam autor poświęcił wiele lat pracy tej lekturze, co doskonale widać w szczegółach, fabule oraz rozplanowaniu akcji. Książka ta zważywszy na umiejscowienie w czasie oraz wysoki poziom literatury, w pewien sposób przypominała mi "Złodziejkę książek" Markusa Zusaka chociaż oprócz tych dwóch elementów niezwykle się różnią! Obie jednak są wspaniałymi dziełami, które otwierają oczy na wojenną rzeczywistość, bycie człowiekiem oraz rolę jednostki w trudnych czasach.

"Światło, którego nie widać" to książka niezwykła i wyjątkowa. Użycie do jej opisania słowa arcydzieło nie jest przesadą. Szczerze wierzę, że jest to pozycja dla każdego, zwłaszcza dla tych którzy bagatelizują, albo nie potrafią sobie wyobrazić okrucieństwa i rzeczywistości wojny. Przez pióro Anthony'ego Doerra historia ożywa, pochłaniając czytelnika w całości.

Moja ocena: 8,5/10

Miłego czytania, Patsy.