poniedziałek, 14 grudnia 2015

Świąteczne rozdanie! Czarna seria: Viveca Sten "Tej nocy umrzesz"


Małe rozdanie chciałam już zrobić od jakiegoś czasu, a nadchodzące Święta są idealną ku temu okazją :). 

Książkę Viveci Sten "Tej nocy umrzesz" niedawno zrecenzowałam (link). Kryminał ten okazał się świetną rozrywką, jednak nie planuję siegać po niego ponownie. Dlatego postanowiłam przekazać go komuś w rozdaniu, gdyż wiem, że jest to bardzo lubiany gatunek literacki :). Egzemplarz ten ma małe zgięcie na okładce, więc jeśli nie jest to dla Ciebie przeszkodą zapraszam do udziału!

Zasady rozdania:
1. Zgłoś swoje uczestnictwo w komentarzach i podziel się ze mną swoim ulubionym kryminałem lub książką.
2. Polub Mój regał z książkami na facebooku (link) - proszę o informację, jeśli Twój nick różni się w komentarzach i na fb.
3. Zwycięzca zostanie wybrany przez losowanie.
4. Rozdanie jest otwarte do 2.01, a jego wyniki zostaną opublikowane 3.01.


Miłego dnia, Patsy!

Edit: Po trzykrotnym losowaniu, zwycięzcą konkursu ogłaszam... Antykwariat z ciekawą książką :D! Proszę o przesłanie maila z danymi na adres patsy_books@op.pl (jeśli w ciągu tygodnia nie otrzymam wiadomości, książka powędruje do biblioteki ;).

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Steven Johnson "Małe wielkie odkrycia" ("How We Got To Now")

Sine Qua Non
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Data wydania: 12.2015
Ilość stron: 288

Uwielbiam czytać książki o nauce. Odkrycia, pomysły, wszelakie niesamowitości oraz opiewanie potencjału ludzkiego umysłu bardzo mnie interesuje i inspiruje. Dlatego też "Małe wielkie odkrycia" szybko przykuły moją uwagę. Lektura okazała się tak interesująca jak się tego spodziewałam, równocześnie rzucając wiele światła na historie i odkrycia, o których nigdy nie słyszałam, a szkoda bo są one znacznie bardziej interesujące niż wykuwanie na pamięć wzorów i reakcji chemicznych.

Opis:
Które wynalazki miały największe znaczenie dla historii ludzkości? Co tak naprawdę wpłynęło na nasz rozwój? Jak to się stało, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy? Jakim cudem dotarliśmy tak daleko!?
Najpierw pojawia się problem. Później ktoś wpada na pomysł jego rozwiązania – nieraz szalony. Powstaje nowy wynalazek, który z czasem trafia do powszechnego użytku. To z kolei prowadzi do rewolucyjnych zmian.

Oto niezwykła historia zwykłych przedmiotów – tych, z których korzystamy każdego dnia. Przeczytacie o geniuszach z przypadku i zbawiennych pomyłkach, kuriozalnych koncepcjach i niespodziewanych efektach. Przekonacie się, że każde wielkie osiągnięcie było poprzedzone maleńkim odkryciem. Taka jest właśnie historia innowacji.

Nie sposób nie pochwalić elementu, który jako pierwszy rzuca się w oczy przy bliższym kontakcie z tą pozycją, mianowicie jej projekt oraz wykonie. Jak większość osób czerpię dużą przyjemność z tego, jak książka się prezentuję, nie wpływa to znacznie na moją ocenę, jednak zdecydowanie zwiększa jakość czytelniczego doświadczenia. "Małe wielkie odkrycia" to świetnie wydana lektura. Począwszy od jej wykonania, przez kolorowe wnętrze oraz fantastyczną okładkę wszystko prezentuje wysoką jakość, co oczywiście bardzo pozytywnie wpływa na odczucia podczas czytania oraz na odbiór treści, gdyż ilustracje prezentują nie tylko ciekawostki, ale i tytułowe małe wielkie odkrycia.

Po omówieniu tej niezwykle dla oka przyjemnej części, czas na omówienie zawartości, która na szczęście też nie rozczarowuje. Steven Johnson odwalił kawał dobrej roboty edytując ogromną liczbę informacji, w sposób, który pozwala na dobre zapoznanie się z różną tematyką, a jednocześnie nie zanudza. Książka przez zdecydowaną większość lektury podtrzymuje ciekawość czytelnika wiadomościami, o których niedużo z nas słyszało. Cała koncepcja tej pozycji ogromnie przypadła mi do gustu. Nie codziennie mamy okazję pomyśleć nad tym jak powstały lustra, czy jakie zmiany zaszły (i czym zostały spowodowane) w naszym podejściu do higieny. Jednocześnie raczej nie przechodzi nam przez myśl ile pomysłów, odkryć i porażek składa się na otaczające nas dobra, i nie mam tu na myśli tylko komputerów, czy telefonów, ale i bieżącą wodę, czy okulary. Autor nie przedstawia samych odkryć, także ludzi kryjących się za nimi, również tych którzy w swoich czasach byli ofiarami drwin i nagonek.

Nie będę udawać, i przyznam, że nie wszystkie procesy opisane w tej książce były dla mnie całkowicie jasne, a przynajmniej nie na poziomie, który pozwalałby mi na ich kreatywne rozpatrywanie. Momentami do tekstu wplatane były pojęcia, które, odnoszę wrażenie, nie są powszechnie znane. W zrozumieniu kilku z nich pomogła mi tegoroczna lektura książki Simona Flynn'a "Naukowa lista przebojów" (recenzja), jednak pojawiło się kilka elementów, które autor choć jednym zdaniem mógłby wytłumaczyć, aby upłynnić lekturę. 

"Małe wielkie odkrycia" to książka, w której każdy z nas znajdzie coś dla siebie. Podziwianie ludzkiego umysłu i odkrywanie rozwoju wielu elementów (i ich wpływu na jeszcze większą ilość elementów) jest doprawdy niezwykle ciekawym zajęciem. Steven Johnson uświadamia czytelnikowi, że nic nie zostało wymyślone od tak, a przeszło proces setek czy nawet tysiący lat pracy wielu naukowców.

Moja ocena: 8/10

Miłego czytania, Patsy :).

piątek, 4 grudnia 2015

Przeczytane, a niezrecenzowane - listopad 2015 (Dumas, Jane Austen, Pilipiuk, "Król Kruków", "Maybe Someday"...)

W listopadzie przeczytałam dziewięć książek, w tym żadnej beznadziejnej (hura!) :D! Zdecydowanie moją ulubioną lekturą miesiąca okazało się dzieło Aleksandra Dumasa "Trzej muszkieterowie", a małym rozczarowaniem okazała się "Rozważna i romantyczna" Jane Austen, która jest jedną z moich ulubionych pisarek. Postanowiłam również dać kolejną szansę Colleen Hoover sięgając po "Maybe Someday". Jak zwykle miesiąc nie minął mi również bez obecności kilku pozycji fantasy oraz Philippy Gregory.


Aleksander Dumas "Trzej muszkieterowie" 8,5/10
Jest to zdecydowanie jedna z lepszych książek tego roku :D. Jestem pewna, że każdy z nas w większym lub mniejszym stopniu zna tę fabułę, łączącą w sobie luźno elementy historyczne oraz niezwykle interesujące przygody brawurowych muszkieterów. Największe atuty tej powieści przygodowej to z pewnością bardzo angażująca akcja oraz świetne portrety postaci. Powodem, dla którego nie mogę dać wyższej oceny jest moja ogromna niechęć do Milady, którą szczerze znienawidziłam, dzięki jej genialnej kreacji stworzonej przez autora.

Jane Austen "Rozważna i romantyczna" 6,5/10
Jane Austen to jedna z moich ulubionych autorek. Uwielbiam jej styl pisania, klimat towarzyszący ciekawym wydarzeniom oraz podejście do wielu aspektów czasów, w których żyła. "Rozważna i romantyczna" okazała się jednak niewielkim rozczarowanie na tle jej innych dzieł, a zwłaszcza bohaterowie oraz w ogóle nieprzekonywujący mnie wątek romantyczny. 

Philippa Gregory "Biała królowa" 7,5/10
Kolejna książka autorki za mną. Tym razem lepiej poznałam losy Elżbiety Woodville, królowej Anglii, żony Edwarda IV oraz babki Henryka VIII. Z tą historią miałam już styczności kilka lat temu przy okazji oglądania serialu o tym samym tytule (który szczerze polecam). Philippa Gregory jak zwykle funduje nam świetne połączenie fikcji oraz faktów historycznych, tworząc niezwykle realistyczne portrety bohaterów na tle XV-wiecznej Anglii.


Maggie Stiefvater "Król Kruków" 7/10
Wiele dobrego słyszałam o tej pozycji, przez co miałam dość duże w stosunku do niej oczekiwania. Mimo iż była to książka w miarę wciągająca z oryginalnymi elementami i fabułą oraz bardzo dobrze wykreowanymi bohaterami, to odrobinę się zawiodłam. W najbliższym czasie nie planuję kontynuować tej serii.

Andrzej Pilipiuk "Dziedziczki" 6/10
Jest to trzecia część serii Kuzynki, i niestety, jak dotąd najgorsza. Miałam wrażenie, że akcja i wydarzenia są bardzo naciągane, przez co lektura momentami była męcząca. Z ciekawości sięgnę po ostatnią część, jednak nie mam za wysokich oczekiwań.

Gail Carriger "Bezduszna" 7/10
Nie planowałam sięgać po powieści paranormalne, gdyż szczerze powiedziawszy bardzo mi się one przejadły. Jednak słyszałam dużo pozytywnych opinii o tej serii, a w dodatku na stronie matras.pl była na nią świetna promocja."Bezduszna" spełniła moje oczekiwania, okazała się lekką, zabawną pozycją z ciekawymi bohaterami. Nie do końca do gustu przypadła mi fabuła (prawdopodobnie przez swoją paranormalność właśnie), planuję chwilę odczekać przed sięgnięciem po kolejny tom :).



Colleen Hoover "Maybe Someday" 6/10
Do sięgnięcia po kolejną książkę Colleen Hoover przekonała mnie jej obecność na bibliotecznej półce, gdyż z pewnością nie wydałabym na nią własnych pieniędzy po (nadal bolącym) spotkaniu z "Hopeless". "Maybe Someday" okazało się w miarę do przeżycia, chociaż akcja i bohaterowie pozostawiali wiele do życzenia. Za to do gustu bardzo przypadł mi pomysł ze ścieżką dźwiękową towarzyszącą wydarzeniom oraz różnorodne problemy wplecione do fabuły przez autorkę.

Regina Brett "Bóg zawsze znajdzie Ci pracę" 7/10
Z Reginą Brett miałam już styczność w zeszłym roku podczas bardzo przyjemnej lektury "Bóg nigdy nie mruga". Ta pozycja również przypadła mi do gustu, jednak jej tematyka, aż tak dobrze nie współgrała z moimi potrzebami. Mimo tego, była to bardzo przyjemna i pocieszająca lektura, która wpływa niezwykle pozytywnie na samopoczucie czytelnika :).

W tym miesiącu przeczytałam (i zrecenzowałam) również:

Miłego czytania, Patsy!

poniedziałek, 30 listopada 2015

Viveca Sten "Tej nocy umrzesz" ("I natt är du död"), czyli mój pierwszy skandynawski kryminał

Tłumaczenie: Anna Krochmal
Data wydania: 09.2015
Ilość stron: 456

Nie wiem dlaczego, ale niezwykle rzadko zdarza mi się sięgnąć po kryminał. Nie wiem czym to jest do końca spowodowane. Zawsze stroniłam od wszelakich horrorów, czy thrillerów i obawiam się, że mogłam tę niechęć przenieść również na Bogu ducha winne kryminały. "Tej nocy umrzesz" trafiło w moje ręce dość przypadkowo, jednak uważam to za niezwykle fortunny zbieg okoliczności. Lektura ta okazała się świetną rozrywką oraz zachęciła mnie do częstszych spotkań z tym gatunkiem :).

Opis:
Student Marcus Nielsen zostaje znaleziony martwy w swoim mieszkaniu. Wszystko wskazuje na samobójstwo. Matka Marcusa jest jednak przekonana, że syn został zamordowany. Błaga policję, by nie zamykali sprawy.
W trakcie śledztwa odkryty zostaje trop prowadzący do bazy wojskowej Korsö niedaleko Sandhamn. Wkrótce ginie kolejny człowiek, który również ma związki z Korsö. Najlepsza przyjaciółka Thomasa, Nora Linde, która dopiero co odeszła od męża, usiłuje dowiedzieć się więcej o bazie wojskowej, w której od kilkudziesięciu lat działają komandosi z piechoty morskiej. Czy w przeszłości kryje się coś, co nie ma prawa wyjść na światło dzienne?

Największym atutem tej powieści jest z pewnością wciągająca akcja. Mimo iż miałam problem z kilkoma jej aspektami, to potrzeba kontynuowania książki była nie do odparcia. Viveca Sten dobrze wie jak zainteresować czytelnika, świetne połączenie zaskakujących wydarzeń oraz wątków z życia prywatnego bohaterów dało znakomity efekt. Dzięki temu, możemy nie tylko rozmyślać nad kryminalną zagadką, ale także lepiej poznać Norę, rozwiedzioną matkę oraz Thomasa, policjanta próbującego dojść do siebie, co umożliwia bardziej wielowymiarowy odbiór książki.

Ciekawym obiektem obserwacji okazał się dla mnie język powieści. Viveca Sten używa nieskomplikowanych, przejrzystych sformułowań, dzięki czemu książkę czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Autorka nie skupia się również na zbędnych opisach, klimat kryminału zawiera się w dość prostych i minimalistycznych charakterystykach pogody. Jednak kilkakrotnie odniosłam wrażenie, że tekst nie jest spójny, niezbyt dobrze połączony. Na szczęście nie był to problem częsty, czy przeszkadzający w odbiorze tekstu, jednak chwilami czułam się wybita z czytelniczego rytmu.

Nie spodziewałam się tego, że "Tej nocy umrzesz" okaże się wielkiej jakości kryminałem, więc nie miałam dużych oczekiwań. Niestety, kilkakrotnie w trakcie lektury moja czytelnicza cierpliwość i wyrozumiałość była narażona na szwank. Chociażby w momencie kiedy okazało się, że płeć dziecka można określić już w dziewiątym tygodniu ciąży (taka możliwość występuje minimalnie w 13 tygodniu) lub kiedy zorientowałam się, że niestety w Szwecji nie istnieją świadkowie. Niczego i nigdy. Wydaje się nawet, że jest to gatunek wymarły, gdyż policjanci nawet o tym nie wspominają. Można powiedzieć, że się czepiam (nie wykluczam takiej możliwości), ale nawet jeśli większość skandynawskich kryminałów ma podobny wzór, dla mnie nie jest to wytłumaczenie (podziękowania kieruję do sir Arthura Conan Doyle'a za wysokie standardy do szczegółów).

"Tej nocy umrzesz" zdecydowanie zapewnia świetną rozrywkę. Viveca Sten stworzyła ciekawą, klimatyczną i wciągającą powieść, która idealnie pasuje do jesienno-zimowych wieczorów. Mimo kilku zastrzeżeń, z chęcią sięgnę po kolejne tomy opowiadające o Thomasie i Norze.

Moja ocena: 6.5/10

Miłego czytania, Patsy!