
Wydawnictwo: Świat książki
Tłumaczenie: Andrzej Leszczyński
Data wydania: 30 czerwca 2010r.
Ilość stron: 160
Zacznę od tego, że w "Zmroku" pojawia się bardzo specyficzny humor i styl. Harvard Lampoon tworzy tak absurdalne sytuacje, że nawet w miejscu publicznym nie mogę się powstrzymać od śmiechu :D
Książka, jak dla mnie, nie jest parodią "Zmierzchu", a po prostu indywidualną pozycją, w której pojawiają się jedynie jednostki stworzone przez Stephenie Meyer.
Autor wykreował bardzo ciekawe postacie, jak np. Belle, która chce zostać ugryziona przez wampira, ale nie dostrzega tak oczywistych sytuacji, jak np., że Edwart, chłopak, od którego oczekuje ukąszenia, krwiopijcom wcale nie jest. Jej zachowanie jest irracjonalne, każdą sytuację interpretuje tylko w sobie znany sposób i podtrzymuje swój światopogląd, że jest najcudowniejszym stworzeniem na świecie, choć tak naprawdę jest pokraczną i idiotyczną personą.
Harvard Lapoon karykaturuje nam słynną Bellę Swan (nie tylko ją) i tak naprawdę ją wyśmiewa (ja to tak przynajmniej odebrałam) przez co książka zyskuje kolejnego plusa ;).
Fabuła "Zmroku" również mi się spodobała. Despotyczny wampir i Edwart z aparatem na zębach? W tej książce występuję bardzo dobra mieszanina wszystkiego, przez co staje się świetną pozycją.
Podsumowując, "Zmrok" przypadła mi do gustu, gdyż w końcu ktoś (w parodii, ale zawsze) dostrzega idiotyzm fabuły "Zmierzchu", który ja dostrzegłam zabierając się drugi raz do całego cyklu ;)
Buziaki, Patsy :D